Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Ani wiara, ani konstytucja

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Chcieliśmy zawierzyć to miasto i nas wszystkich Panu Jezusowi przez ręce Matki Najświętszej dlatego, że my, ludzie słabi, nie jesteśmy w stanie rozwiązywać wszystkich problemów. Skoro mamy możliwość wyznawania i przywiązania do naszej świętej wiary katolickiej, to chcemy z tego korzystać. Zawierzenie było aktem religijnym. Chciałbym, aby ten Duch Boży towarzyszył nam przez tę kadencję w tych trudnych czasach. Myślę, że podążając w imię Boże, możemy wiele dokonać". Tak powiedział prezydent Radzynia Podlaskiego 12 grudnia w lokalnej katedrze po uroczystości "zawierzenia" celebrowanej przez lokalnego proboszcza.

Trzy błędy. Nad pierwszym nie będę się rozwodził, bo ma charakter teologiczny. Otóż wiara katolicka i nauczanie Kościoła wykluczają prostą relację między naszymi prośbami, kierowanymi do Boga, a jego reakcją. Przeciwnie, nie można sobie niczego "wymodlić" ani "wyprosić" (drugie przykazanie!). Można tylko modlitwą siebie przygotować na życie wieczne. Zasada, jaką powodował się wspomniany burmistrz (i proboszcz), istnieje w niektórych odłamach protestantyzmu, ale sprawa jest na tyle zawiła, że nie będę kontynuował.

Błąd drugi i zasadniczy polega tym, że nie można w demokracji konstytucyjnej odwoływać się do Boga i jeszcze wypraszać jego wsparcie w imieniu administracji miasta i wszystkich jego mieszkańców. Gdybym był mieszkańcem Radzynia, mógłbym (bez względu na mój stosunek do religii) zgłosić protest. Została bowiem złamana zasada rozdziału Kościoła od państwa. A to jest niedopuszczalne i niebezpieczne.

Owszem, w ciężkich czasach taki akt zawierzenia jako akt symboliczny (a nie teologiczny) czynił kardynał Stefan Wyszyński, ale to była i sytuacja wyjątkowa, i człowiek wyjątkowy. Gdybyśmy na co dzień pozwalali sobie na takie postępowanie, dopuszczalibyśmy się obrazy Boskiej (drugie przykazanie!). Oraz obrazy ludzkiej. Kardynał Wyszyński działał w czasach niewoli. W czasach demokracji prywatna firma naturalnie może poprosić księdza o poświęcenie jej nowej siedziby, co stanowi też akt wyłącznie symboliczny. Jednak państwowa czy publiczna instytucja nie ma prawa tak postępować.

Mamy tu do czynienia z - na pozór - mało szkodliwym działaniem przekreślającym konstytucyjne zasady. Jednak rozdział Kościoła od państwa wprowadzono nie tylko po to, żeby uniknąć - nieprawdopodobnej współcześnie - teokracji, ale także po to, żeby administracja działała dla ludzi, a nie "w imię Boskie". Ponadto wprowadzono go dlatego, że w kraju żyją ludzie różnych przekonań i prawo im gwarantuje, że władza nie będzie się wtrącała w ich przekonania. Na tym przecież polega problem lekcji religii w szkole. Nie na jakości tych lekcji ani treści, lecz na intencji. Szkoła nie jest miejscem na uprawianie katechezy. Natomiast wiedza o religii jest na pewno przydatna. Jednak - na razie - dzieci w szkole nie zaczynają dnia od modlitwy. Mam nadzieję, że nie będą musieli tego czynić urzędnicy magistratu radzyńskiego.

Błąd trzeci polega na zatarciu odróżnienia tego, co prywatne, od tego, co publiczne, zwłaszcza w relacjach między polityką a religią. Mamy z tym do czynienia nieustannie. Posłowie powołują się na swoje (katolickie lub inne) sumienie przy głosowaniu arytmetycznym w parlamencie i tym wyjaśniają swoje stanowisko. Otóż nikt im naturalnie nie zakazuje wiary poza sferą publiczną, ale nie w jej ramach. Lekarze czy nauczyciele powołują się na skandaliczną "klauzulę sumienia", jeszcze moment, a sędziowie zaczną to czynić i państwo prawa runie. Podobnie jest z rzeczonym prezydentem. Gdyby zamówił prywatnie mszę świętą w intencji Radzynia i jego mieszkańców, nie moglibyśmy mieć do niego pretensji. On jednak wstąpił na arenę publiczną, a na niej obowiązują inne zasady.

Sprawy te są poważne i każde naruszenie rozdziału Kościoła od państwa, przy zachowaniu prawa Kościoła do perswazji w zakresie moralności publicznej, jest szkodliwe dla obu tych instytucji. Jednak w tym drobnym w istocie incydencie i w wielu innych podobnych, jakie ostatnio mają miejsce, dostrzegam groźbę swoistego zdziczenia, czy raczej pogańskiego barbarzyństwa. Roztropność zmusza do reagowania na takie przejawy, bo w przeciwnym razie szybko okaże się, że rzeczywiście w Polsce nie można żyć razem, że nie poglądy nas dzielą, lecz należymy do odmiennych cywilizacji, a to byłby podział nie do odrobienia.

@RY1@i02/2014/245/i02.2014.245.00000030a.802.jpg@RY2@

Marcin Król filozof, historyk idei

Marcin Król

filozof, historyk idei

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.