Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Prywatyzacja państwa na wstecznym

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

Po obezwładnieniu nauki ekonomii przez ideologię neoliberalną naturalnym jej zadaniem stało się uświadamianie wykładowców i studentów, a także całego społeczeństwa o tym, że państwo jest podejrzane tym bardziej, im mocniej opiera się w poddawaniu swego majątku prywatyzacji, ale także w przekazywaniu swoich licznych funkcji zarządczych w ręce prywatne. Wszystko bowiem, co prywatne, jest efektywne, a co państwowe - przeważnie marnotrawne. A ponieważ funkcjonowaniem sektora prywatnego rządzi rynek, więc hasło prywatyzacji i urynkowienia powinno obowiązywać nie tylko w gospodarce, obejmując wodociągi, drogi i koleje, lecz także w sektorze pozagospodarczych usług publicznych, czyli takich jak system emerytalny, ochrona zdrowia, edukacja, kultura, informacja itp.

Służące zmierzaniu do tego celu wielkie prywatyzowanie sektora usług publicznych, obejmujące majątek i zarządzanie, zaczęło się w USA w czasie rządów Reagana i było podbudowane głównie dwiema książkami Emanuela Savasa: "Prywatyzacja: Klucz do lepszego rządzenia" (1987 r.) oraz "Prywatyzacja sektora publicznego" (1988 r.). Powstał specjalny program pod nazwą New Public Management (NPM), czyli program nowego zarządzania publicznego. Jednocześnie proces ten napierał na resztę świata wraz z przenoszeniem się ideologii neoliberalnej za pośrednictwem instytucji międzynarodowych, w których dominowały wpływy USA, a głównie Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, uzależniające udzielanie pomocy finansowej od pakietu warunków, na czele z prywatyzacją i liberalizacją, zwykle w stopniu nadmiernym.

Szybkie wdrażanie i wielkie cofanie

W Stanach Zjednoczonych, jak i w innych krajach zaczęto obserwować narastanie negatywnych zjawisk towarzyszących prywatyzacji usług publicznych już pod koniec lat 90. Stosunkowo wcześnie zauważono większy poziom korupcji w tym sektorze aniżeli przed jego prywatyzacją. Jeszcze bardziej wyrazisty był i jest nadal proces nieprawidłowego funkcjonowania rynków w tym sektorze z powodu łatwości powstawania prywatnych monopoli, a nawet korporacji, eliminujących oczekiwane korzyści z tytułu konkurencji. Szczególnie wyraziście zaobserwowano taki proces w Szwecji w urynkowionym w latach 90. systemie edukacyjnym. Stopniowo występowało zjawisko łączenia się prywatnych firm edukacyjnych, aż w końcu powstało kilka korporacji monopolizujących usługi szkolne na zasadzie maksymalizacji zysku. W wielu krajach masowym zjawiskiem w trakcie realizacji NPM okazywał się spadek jakości świadczonych usług. W 2003 r. w Wielkiej Brytanii ukazała się książka odnotowująca objawy tendencji spadkowej w rozwoju tego sektora (Owen Hughes, "Zarządzanie i administracja publiczna"), a w 2006 r. pojawiły się w mediach amerykańskich alarmistyczne opinie o nieuchronnym procesie bankructwa urynkowionego sektora usług publicznych. Ale najciekawsze jest to, że nieprzychylne opinie tego typu były i są nadal rozpowszechniane przez ośrodki propagujące ideologię libertariańską. A przecież to właśnie z niej wywodziły się pomysły typu "jak najmniej państwa, jak najwięcej rynku". Czy więc teraz zwolennicy tej ideologii zapragnęli jej szkodzić? Odwrotnie, chcą rozbudowywać wdrożeniową wersję ustroju pod nazwą anarchokapitalizmu, wprowadzoną do literatury przez profesora Murraya Rothbarda, pozostawiając trochę więcej funkcji państwa aniżeli typowe "państwo minimum" z neoliberalizmu, mające pierwotnie zmierzać w stronę "państwa zero".

Odstręczanie kapitału prywatnego

Można zauważyć, że szybko rozwijający się na całym Zachodzie wyraźny proces wycofywania się z prywatyzacji sektora usług publicznych ma związek z tym, że prywatny biznes nie może prawidłowo w tym sektorze funkcjonować i przechyla się w stronę działań patologicznych z powodu trudności z osiąganiem zysku uznawanego za zadowalający. Jest to więc źródło kompromitacji ideologii libertariańskiej, z którego w zasadzie należy usunąć kapitał prywatny. W tym sektorze jest zresztą inaczej aniżeli na zwyrodniałych rynkach finansowych, gdzie wielkich przekrętów spekulacyjnych, tolerowanych przez wadliwe lub nieskuteczne prawo, zwykli obywatele zazwyczaj nie mogą dostrzec. Nieprawidłowości w pracy firm sektora usług publicznych są dla każdego łatwe do rozszyfrowania. Ideolodzy libertariańscy odkryli więc swój wielki błąd i zamiast korzystać z dużych możliwości obciążania państwa odpowiedzialnością za niezadowolenie społeczeństwa, to na taki grunt wprowadzili kapitał prywatny, aby zbierał ciosy od zbuntowanej ludności.

W działaniach neutralizujących niekorzystne dla wdrażanej ideologii skutki nadzwyczaj pomocna okazuje się twórczość profesor Elinor Ostrom, która w 2009 r. otrzymała nagrodę z ekonomii, nazywaną noblowską (faktycznie jest to nagroda imienia Nobla fundowana przez Bank Szwecji), za prace o zarządzaniu dobrami wspólnymi; chodzi o tzw. wspólną własność społeczności lokalnych. Ten typ wspólnot własnościowych jest w Polsce bardzo popularny, głównie jako tzw. własność gromadzka lub gminna, a w miastach komunalna. W następnych latach ośrodki libertariańskie zdołały nadać szerszą interpretację tej formie własnościowej, przy zastosowaniu pojęcia "dobra wspólnego", które swego czasu było na libertariańskiej czarnej liście w rozumieniu dobra ogólnonarodowego lub dobra ogólnospołecznego. W dokonaniu takich zmian terminologicznych wydatnie pomogły prace profesora Davida Bolliera, a zwłaszcza książka pt. "Dobro wspólnot: Świat poza rynkiem i państwem" (2012 r.). Na przekształceniu terminologicznym nie traci więc główny nurt libertarianizmu, bo zarządzanie tym dobrem wspólnym jest rozumiane jako decentralizacja władzy, czyli przenoszenie funkcji państwa na rzecz samorządów lokalnych, co jest już procesem wszędzie - także w Polsce - mocno zaawansowanym.

Wspieranie gospodarki społecznej

Ta koncepcja jest atrakcyjna również w związku z wycofywaniem się z prywatyzacji i urynkowienia usług publicznych. Ideolodzy pokazują, do kogo te usługi powinny przechodzić od kapitału prywatnego. Otóż nie powinny wracać do państwa, lecz do gmin. I w ten sposób po wstrząsach ze zbyt nisko rentownymi usługami publicznymi mamy możność zmieszczenia się w szerszej koncepcji libertarianizmu zwalczającego państwo. Polscy ideolodzy zamiast terminem "zarządzanie dobrami wspólnymi" wolą posługiwać się pojęciem "zarządzanie przez instytucje niekomercyjne", rozbudowujące "ekonomię społeczną". To ostatnie określenie jest wynikiem błędnego przetłumaczenia pojęcia "social economy", które oznacza "gospodarka społeczna", a nasza ekonomia po angielsku brzmi "economics". Najważniejsze jest jednak to, abyśmy byli świadomi, że wraz z Zachodem mamy potencjalne warunki do przechodzenia z neoliberalizmu do wyższych stadiów libertarianizmu, i to pod sztandarem "dobra wspólnego", poważniejszego od gromadzkiego, bo gminnego.

Przy okazji należy wspomnieć, że już częściowo zdezaktualizował się adresowany do Polaków apel profesora Gerarda Caseya w artykule pt. "Świat bez państwa" ("Rzeczpospolita" 13-14.10.2012 r.), abyśmy spowodowali całkowite przekazanie wszystkich funkcji naszego państwa firmom prywatnym, co powinno zapewnić jego zniknięcie. Jak widać, minimum państwa powinno pozostać, i to o większych rozmiarach, niż wydawało się profesorowi Leszkowi Balcerowiczowi.

@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.00000270b.802.jpg@RY2@

Marian Guzek profesor ekonomii Uczelni Łazarskiego w Warszawie

Marian Guzek

profesor ekonomii Uczelni Łazarskiego w Warszawie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.