Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Podatkowe czary-mary

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Co zrobić, aby podwyższyć podatki? Ktoś niewprawiony powie: podwyższyć stawki. Owszem, ale jakie to prymitywne, pozbawione polotu, a że nie polityczne, to już chyba nie trzeba wspominać. Od dłuższego czasu mamy w Polsce festiwal podwyżek fiskalnych. Bynajmniej nie chodzi tutaj tylko o "przejściowe" podwyższenie stawek VAT (swoją drogą jest to jeden z wielu przykładów potwierdzających tezę, że prowizorki i rozwiązania przejściowe są najtrwalsze).

Zmasowany atak na kieszenie podatników trwa cały czas, a przed nami jego kolejne odsłony. Nie trzeba daleko szukać w pamięci. Jak bowiem, jeżeli nie podwyższanie podatków, sklasyfikować rządowy skok na VAT od zakupów samochodowych. Nie chodzi tutaj o same tylko samochody, ale zakupy do nich. Miało być 3 x 50, a na razie... Tak wiem, od lipca 2015 r. będziemy mieli prawo do rozliczania połowy VAT od paliwa - chyba żeby jednak nie... (mam nadzieję, że jestem w tej kwestii tylko pesymistą, a nie lepiej zorientowanym optymistą). Efekt, podatnik, który zmieniając opony na zimowe, w sezonie zima 2013/2014 odliczył cały VAT przy letnich oponach, miał tylko 50 proc. VAT - czyli finalnie zapłacił fiskusowi więcej VAT. To nie jest podwyżka?

Inny przykład? Wcześniej ograniczenie ulgi prorodzinnej i de facto odebranie jej rodzicom, którzy w niedostateczny sposób uczestniczą w ratowaniu ZUS i mają tylko jedno dziecko, a przy tym zarabiają odrobinę więcej niż średnia krajowa (tak, wiem teraz będzie zmiana i poprawa... ale nie dla tych, którym zabrano ulgę jeszcze nim ich dzieci narodzone w okresie jej obowiązywania zdążyły dorosnąć). Jakiś świeższy przykład? Proszę bardzo, ostatnie zmiany w regulacjach cienkiej kapitalizacji - ewidentne ograniczenie kosztów podatkowych, czyli podatnik zapłaci wyższe podatki (chyba, że wybierze szczególną metodę, ale ta ewidentnie opłaca się bankom i prawie bankom, ale dla innych to już trzyletnia ruletka).

Jeszcze nowszy przykład? Projekt zmian w ordynacji w nim m.in. propozycja zniesienia instytucji "automatycznej kompensaty" w VAT. Dla mniej wtajemniczonych mała prezentacja: dzisiaj jeżeli podatnik opodatkuje sprzedaż z listopada w październiku, to nic strasznego się nie stanie, gdyż w październiku powstanie nadpłata, która automatycznie zostanie rozliczona z zaległością w listopadzie. Pomysł projektodawcy: w listopadzie mamy zaległość, od której płacimy odsetki, a nadpłatę za październik odzyskamy dopiero gdy kiedyś skorygujemy deklarację. Absurd? Przecież Skarb Państwa ma pieniądze, więc z jakiej racji płacić odsetki? Tak logiczne, ale co z tego? Bulwersuje? Ale z jakiego powodu, w podatkach dochodowych tak właśnie jest od zawsze i to nawet przy zaliczkach! Czy zniesienie automatycznej kompensaty w VAT, a przez to narażanie podatników na (nawet jeżeli w wielu przypadkach tylko przejściowe) podwójne płacenie podatków (bo za wcześnie się opodatkowali) oraz odsetek od zaległości powodowanej zbyt wczesną zapłatą podatku, z ostrożności to nie faktyczne podwyższanie podatków? Jeszcze inny przykład? Całkiem świeży, bo ubrany na razie w postać założeń do projektu, pomysł na wprowadzenie w VAT kolejnej proporcji dla podatników, którzy wykorzystują świadczenia do działalność gospodarczej i na inne potrzeby. Podatnik, osoba fizyczna, który dzisiaj kupuje komputer na potrzeby działalności i po to, by "prywatnie" poserfować w internecie odlicza VAT na zasadach ogólnych, już wkrótce będzie musiał przyznać się naczelnikowi US do tego, że korzysta z komputera nie tylko, by wystawiać faktury, ustalić z nim proporcję i stosować taką przy rozliczaniu VAT naliczonego od zakupu np. takiego komputera, ale i usług dostępu do internetu i wszystkich innych świadczeń, które nie służą tylko i wyłącznie działalności. Efekt, rozliczając mniej VAT naliczonego, zapłaci więcej podatku należnego...

Kolejne przykłady? Można je przywoływać, przywoływać i przywoływać. A prawodawca je mnoży, mnoży i mnoży. Jeżeli do tego dołożymy sprzeczne interpretacje, absurdalne wykładnie (nawet czasami pozornie korzystne dla podatników - ale tylko niektórych) to nagle się okazuje, że mamy permanentny stan podwyżek podatkowych.

Płacimy coraz to wyższe podatki! Ale przecież stawki się nie zmieniają, a rządzący walecznie, bronią w Brukseli niektórych stawek obniżonych (np. na wyroby medyczne). Jak to więc możliwe? Ot taki fiskalny hokus-pokus, takie podatkowe czary-mary...

@RY1@i02/2014/222/i02.2014.222.071000200.802.jpg@RY2@

Radosław Kowalski doradca podatkowy

Radosław Kowalski

doradca podatkowy

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.