Przed wyborami
W znanej mi gminie kandyduje do rad wszystkich poziomów (gminnej, powiatowej, wojewódzkiej) ponad 400 osób. Ze względu na większościowe okręgi wyborcze, a jest ich 14, dodatkowo zatrudnionych przy liczeniu głosów będzie około 100 osób. Gdyby te liczby przeliczyć na poziom kraju, znaczyłoby to, że od dwóch do czterech milionów Polaków bierze udział w wyborach samorządowych lub je obsługuje. Liczba niezwykła, nawet jeżeli de facto jest nieco mniejsza. Cieszyć się czy płakać?
W pobliskim miasteczku, każdy z państwa to zna, dziesiątki plakatów z twarzami kandydatów. Na jednym płocie naliczyłem jedenaście takich twarzy. Wynika to z tego, że w zamożniejszej Polsce płotów jest coraz mniej, miejsce na billboardzie to już wydatek. Kolejny wydatek, bo za zdjęcia i plakaty trzeba zapłacić, za reklamę gazetową i rozdawaną także. I jest to reklama z punktu widzenia adresata fatalna. Co mi mówi imię i nazwisko, wiek, wykształcenie i numer na liście? Nic.
I tak wiadomo, że na poziomie nieco wyższym wygrają albo ludzie lokalnie już znani, albo faworyci partii politycznych (pierwsze i drugie miejsce na liście). W wiejskiej gminie zaś wszystko zależy od lokalnych stosunków, czyli nauczyciele mają oczywiście większe szanse, bo są nie tylko znani, ale od nich całkowicie zależy los dziecka. Niby wszystko jest tajne, ale przy tak małych okręgach nie ma cudów. A jak wiemy, wybór do rady gminnej jest bez większego znaczenia, a wybór wójta, burmistrza czy prezydenta na ogół przesądzony z góry, chyba że osoba obecnie sprawująca tę funkcję była wyraźnie fatalna.
Przy tym wszystkim i znając siłę ambicji partyjnych, należałoby zrezygnować z głosowania. A jednak w tym przypadku, chociaż nie uważam głosowania w jakichkolwiek wyborach za obowiązek obywatelski, zachęcałbym do udziału. Dlaczego? Po to, by uzyskać prywatne moralne prawo domagania się zasadniczej reformy samorządów. Wiem, że jest to mało prawdopodobne, bo władze centralne nie mają żadnego swojego interesu, ale trzeba mieć nadzieję na samorządową rewolucję. Konieczna jest nie tylko dlatego, że kończą się już środki europejskie dla samorządów i że w obecnym kształcie władza ustawodawcza w samorządach praktycznie nie ma nic do powiedzenia.
Ważniejsza jest rola samorządów, szczególnie tych we wsiach i w mniejszych miastach, dla dalszego rozwoju Polski, a obecne nie podołają. Ponieważ samorząd musi się zmienić z administratora na inicjatora. Zamiast roztropnie wydawać, co mu skapnie, musi sam dbać o pieniądze, a dlatego - i ze względu na interes mieszkańców - umieć uczyć, jak zarabiać pieniądze, jak rozwijać gospodarstwa wiejskie, które w szybkim tempie, w trakcie ostatnich czterech lat, zanikają i będą zanikały, jeżeli się nie wyspecjalizują. Miasta i miasteczka nie mogą poprzestać na konsumpcji i pomoc samorządowa przy nowych inwestycjach jest niezbędna.
Do takich zadań obecny samorząd w obecnej strukturze nie jest przygotowany, a ponadto jest ucieleśnieniem tendencji antydemokratycznych. Skoro o demokracji na poziomie państwa wielu teoretyków wypowiada się coraz bardziej krytycznie, bowiem stawiają raczej na ekspertów niż na głos obywatelski, to tym bardziej proces ten będzie odczuwalny na poziomie samorządowym. Obrona demokracji samorządowej to obrona resztek szansy na autentyczną demokrację.
Wiem, że to są postulaty praktycznie nie do zrealizowania, ale idea samorządności budzi się na całym cywilizowanym świecie. Przyjmuje różne postaci, od grup dobrowolnie zrzeszających się w internecie w celu wspólnych zakupów żywności po inne - broniące członków przed przewagą i czasem przemocą instytucji finansowych. Samorząd terytorialny ma tę przewagę, że już jest, tylko trzeba lepiej to narzędzie wykorzystywać, a także zmienić jego kształt. Zaskakujący wzrost poziomu oświecenia obywatelskiego pozwala żywić nadzieję, że zaraz po tych wyborach zaczniemy domagać się zmiany, a co najmniej pojawią się tacy, którzy słowo "samorząd" potraktują dosłownie.
@RY1@i02/2014/220/i02.2014.220.000001100.802.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu