Komu potrzebna jest dzisiaj edukacja menedżerska
Dziedziną, która suchą stopą przechodzi wszystkie kolejne kryzysy i fale dekoniunktury, jest edukacja menedżerska. Szkoły biznesu, a zwłaszcza ogólne programy MBA (Master of Business Administration) oraz specjalistyczne studia podyplomowe nie narzekają na brak inteligentnych i ambitnych kandydatów i kandydatek. Nie odstraszają ich nawet niekiedy astronomicznie wysokie i stale rosnące ceny programów. Od razu trzeba jednak uczynić zastrzeżenie, że wysoki popyt nie dotyczy wszystkich programów, a jedynie markowych, czyli właśnie najdroższych, które cieszą się na swoich rynkach dobrą reputacją. Uzyskuje się ją dzięki pozytywnym opiniom biznesu i środowisk akademickich, karierom absolwentów, akredytacjom (zwłaszcza międzynarodowym) oraz dobrym pozycjom w rankingach.
Z niecierpliwością wyczekiwany jest na świecie publikowany co roku przez "Financial Times" ranking stu najlepszych programów Executive MBA. U nas przechodzi on niemal całkowicie niezauważony. Wynika to, jak sądzę, z dwóch powodów. Po pierwsze, dominują tam programy amerykańskie i w coraz większym stopniu chińskie (lub oferowane w Chinach). Programów europejskich jest tylko 20. Od kilku lat pojawia się tam tylko jeden w całości polski program, choć na coraz wyższych pozycjach (ostatnio na 45.). Po drugie, brak zainteresowania światowymi rankingami wynika z utrzymującej się ciągle lokalności, żeby nie powiedzieć peryferyjności polskiego rynku talentów menedżerskich i co za tym idzie, edukacji menedżerskiej. Jedna jaskółka na razie wiosny nie czyni!
To, że w okresie słabszej koniunktury popyt na wartościową edukację menedżerską paradoksalnie rośnie, można wytłumaczyć tym, że menedżerowie średniego szczebla pragną poprawić swoją pozycję na niepewnym rynku pracy. I gotowi są zainwestować w nią duże pieniądze oraz wiele czasu i wysiłku. Taka inwestycja przeważnie przynosi efekty. Deklarowany przez absolwentów wzrost wynagrodzeń w ciągu trzech lat po ukończeniu programu sięga 100 proc. i przeważnie wiąże się ze zmianą pracodawcy i awansem. Headhunterzy śledzą uważnie kolejne roczniki absolwentów prestiżowych programów, a prywatny biznes gotów jest płacić za ich kwalifikacje.
W większości krajów europejskich, a szczególnie w Polsce, niemal zupełnie brak jest natomiast zainteresowania takimi fachowcami ze strony administracji publicznej i samorządowej oraz większości firm państwowych. Można przypuszczać, że wynika to nie tylko z ograniczeń, jakie stwarzają siatki płac w sektorze publicznym, lecz także, lub może przede wszystkim, z formalistyczno-prawnego i upolitycznionego mechanizmu funkcjonowania jednostek tego sektora. Trudno jest pogodzić go z menedżerskim pragmatyzmem oraz kultem skuteczności i produktywności wyniesionym ze studiów menedżerskich. Ponadto ich absolwenci słusznie obawiają się przypadkowości, ryzyka i niepewności karier w sektorze publicznym. A przecież właśnie tam zlokalizowane są najpotężniejsze hamulce wzrostu i właśnie tam najbardziej potrzebna jest menedżerska orientacja określana mianem "zarządzania publicznego". Konieczne byłoby dostosowanie edukacji menedżerskiej do potrzeb i specyfiki sektora publicznego, ale jak dotąd nie ma się czym pochwalić w tej dziedzinie, i to nie tylko w Polsce. W administracji królują po dawnemu formalne przepisy oraz pasożytnicze gry, które toczą się wokół stanowisk.
Obecny model edukacji menedżerskiej nie stanowi w pełni adekwatnej odpowiedzi na wyzwania współczesności, dlatego podlega zmianom, które zapewne zintensyfikują się w przyszłości. Zgodnie z koncepcją Howarda Gardnera, profesora Harvardu, będą one zmierzać w pięciu najważniejszych kierunkach. Po pierwsze, w kierunku dalszego pogłębiania i rozwoju umiejętności analitycznych opartych na mieszance ilościowych i jakościowych metod stosowanych w sposób rygorystycznie poprawny metodologicznie. Wielkie nadzieje wiązane są z technikami analizy "Big Data". Po drugie, coraz wyraźniejsza jest potrzeba odejścia od dyscyplinarnego szufladkowania przekazywanej wiedzy (finanse, marketing, prawo, zasoby ludzkie itp.) i rozwoju umiejętności syntezy, i rozwiązywania praktycznych problemów, takich jak np. zarządzanie łańcuchami dostaw, optymalizacja podatkowa, lansowanie nowych produktów itp. Po trzecie, edukacja menedżerska powinna obejmować rozwój kreatywności, czyli niestandardowego definiowania i rozwiązywania problemów. Po czwarte, absolwentom elitarnych programów wyraźnie brakuje pokory wobec ludzi i spraw, jako ważnego elementu przywództwa. Po piąte wreszcie, konieczne jest oparcie na racjonalnych podstawach przestrzegania zasad etyki biznesu. Wymaga to określenia specyfiki i zrozumienia społecznej roli menedżera.
Niemal zupełnie brak jest zainteresowania fachowcami ze strony administracji oraz większości firm państwowych
@RY1@i02/2014/214/i02.2014.214.000000700.803.jpg@RY2@
Andrzej K. Koźmiński prezydent Akademii im. Leona Koźmińskiego
Andrzej K. Koźmiński
prezydent Akademii im. Leona Koźmińskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu