Gospodarka, głupcze? Nastroje nie reagują na wskaźniki
Gospodarka, głupcze!" - powiedział Bill Clinton i dwukrotnie wygrał wybory, pozostawiając amerykańską gospodarkę i finanse publiczne w znakomitej formie. Przekonanie, że to gospodarka determinuje politykę i że sukces gospodarczy automatycznie pociąga za sobą sukces polityczny, staje się jednak coraz bardziej wątpliwe w dobie internetu i mediów społecznościowych. Dzisiaj amerykańska gospodarka ma się świetnie. Bezrobocie spadło do poziomu poniżej 6 proc., wzrost gospodarczy przekracza 4 proc., a deficyt budżetowy, który jeszcze 3 lata temu dochodził do 10 proc., spadł do "przyzwoitego" poziomu 3 proc. Sprzedaż dóbr trwałego użytku (zwłaszcza samochodów) bije rekordy, a w budownictwie panuje ożywienie. Pomimo to notowania prezydenta i partii demokratycznej pozostają rekordowo niskie, a większość Amerykanów (niemal 70 proc.) wbrew oczywistym faktom uważa, że nadal trwa recesja.
Podobnie wygląda zestawienie twardych danych ekonomicznych i nastrojów społecznych w Polsce. To prawda, że udało nam się uniknąć recesji i pomimo niezbyt sprzyjających warunków zewnętrznych gospodarka stale rośnie, ostatnio - mimo niewielkiej korekty w dół - w całkiem przyzwoitym tempie powyżej 3 proc. rocznie. Od kryzysowego 2008 r. nasza gospodarka wzrosła o niemal 20 proc. Są to wyniki imponujące w porównaniu z większością krajów unijnych, zwłaszcza starej UE. W kategoriach dochodu narodowego i konsumpcji dogoniliśmy już Grecję i Portugalię. Choć oficjalne wskaźniki bezrobocia utrzymują się na wysokim poziomie, to poziom i komfort życia w Polsce nigdy nie były tak wysokie, jak w ostatnich latach i nigdy nie zbliżały się tak szybko do wymarzonego poziomu europejskiego. Warto uświadomić sobie, że w 2013 r. ponad 14 proc. reprezentatywnej próby Polaków deklarowało zakup samochodu w rodzinie (w 2012 - niemal 16 proc.), ponad 26 proc. - zakup mebli lub sprzętu AGD (w 2012 - prawie 32 proc.), niemal 15,0 proc. - komputera (w 2012 - prawie 20 proc.) i 25 proc. - sprzętu elektronicznego (w 2012 - ponad 36 proc.). Mimo to jednak znaczna część społeczeństwa (ponad 40 proc.) uważa, że gospodarka znajduje się w kryzysie, a społeczne oczekiwania dotyczące jej przyszłości stają się coraz bardziej pesymistyczne. Ponad 90 proc. reprezentatywnej próby Polaków sądzi, że mamy do czynienia z silnym wzrostem cen (nawet usług telefonicznych!) i obawia się ich dalszego wzrostu. Narastającemu pesymizmowi towarzyszy coraz bardziej negatywna ocena rządów i rządzących, a zwłaszcza parlamentu i partii politycznych.
Zastanawiając się nad przyczynami tego rozjeżdżania się wskaźników ekonomicznych i nastrojów społecznych, trzeba przywołać polaryzację sceny politycznej w obydwu krajach, gdzie opozycja prowadzi silny, emocjonalnie i ideologicznie podbudowany atak na aktualnie rządzących. Propaganda klęski jest totalna i obok wątków czysto politycznych, obyczajowych czy religijnych obejmuje także i gospodarkę, często wbrew danym dostępnym i zrozumiałym jedynie dla osób zorientowanych w sprawach ekonomicznych. Promowana jest w ten sposób atmosfera emocjonalnego odrzucenia na podstawie kryteriów ideowych i etycznych. Taka atmosfera wyklucza także ponadpartyjne porozumienia w sprawach gospodarczych, które mogłyby potencjalnie legitymizować rządzących. Jako przykłady nasuwają się budżetowe wojny pomiędzy prezydentem a Kongresem USA czy konflikty wokół programu reformy opieki zdrowotnej, a na naszym gruncie sprawa podniesienia wieku emerytalnego lub reformy OFE. Podświadomie przyjmowane jest założenie, że gospodarka, która jest polem zaciekłej politycznej bitwy, nie może mieć się dobrze.
Swoista społeczna nadwrażliwość na wszelkie negatywne sygnały kształtowana jest z jednej strony przez media głównego nurtu, które z upodobaniem relacjonują i nierzadko wyolbrzymiają wszelkie niepowodzenia, wątpliwości, konflikty, z drugiej zaś przez media społecznościowe. Te ostatnie gromadzą osoby o zbliżonych poglądach i nastawieniach emocjonalnych, które nakręcają się wzajemnie często na podłożu plotek, półprawd i zupełnego fałszu. Emocje, a zwłaszcza emocje negatywne, roznoszą się po sieci jak ogień po wiązce chrustu. Podłożem jest frustracja: niezaspokojone aspiracje. W USA zasadniczą rolę ogrywają nierówności dochodowe. Jedynie 5 proc. najbogatszych gospodarstw domowych korzysta z owoców ekonomicznego rozwoju. Dochody pozostałych stoją w miejscu lub nawet spadają. Klasa średnia, będąca tradycyjnie w Ameryce głównym stabilizatorem gospodarki, polityki i społeczeństwa, traci grunt pod nogami. Efekt demonstracji najbogatszych staje się coraz bardziej drażniący.
W Polsce podobną rolę odgrywa bezrobocie, a zwłaszcza bezrobocie i emigracja młodych. Różnice dochodowe, choć nie rosną, utrzymują się od kilku lat na dość wysokim poziomie. Działa to na emocje w społeczeństwie o dość silnie zakorzenionych normach egalitarnych.
@RY1@i02/2014/205/i02.2014.205.000000400.802.jpg@RY2@
Andrzej K. Koźmiński prezydent Akademii Leona Koźmińskiego
Andrzej K. Koźmiński
prezydent Akademii Leona Koźmińskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu