Inwazyjna choroba liberalizmu
W okresie głośnych obchodów 25-lecia naszej transformacji i wśród licznych medialnych argumentów utrwalających jej oceny pozytywne pojawiła się książka "Dziecięca choroba liberalizmu" Rafała Wosia, publicysty z pogranicza politologii i ekonomii, z dużym autorytetem oraz pokaźnym dorobkiem o charakterze buntowniczym i prowokującym wobec środowisk akademickich. Nic dziwnego, że postanowił pójść na całość i obrać sobie tytuł książki sugerujący dwie choroby naraz, to znaczy rodzaj niedowładu, a nawet zapaści naszego życia społeczno-politycznego i gospodarczego, oraz chorobowe upośledzenie liberalizmu jako podbudowy wdrażanych koncepcji.
Na treść książki składają się głównie zagadnienia empiryczne z chorobowymi obciążeniami pierwszego typu. Obejmują one obszerną faktografię z zakresu różnych dziedzin polskiej polityki i gospodarki, ale nie potraktowaną w sposób tylko opisowy, lecz z zacięciem naukowym, opartym na posługiwaniu się metodami analitycznymi, zaczynając od analiz porównawczych i określania dynamiki zjawisk oraz ich wzajemnych zależności aż do analiz przyczynowo-skutkowych i identyfikowania trwałych prawidłowości, a także ich tendencji rozwojowych. Analizując funkcjonowanie organów państwa i działania licznych przywódców, autor przedstawia skutki ich postępowania, obnażając bezwzględnie błędy polityki oraz patologie rodzące się bezpośrednio lub pośrednio z braku lub wadliwości odpowiednich regulacji państwa i nadmiaru naiwnej wiary urzędników i ogółu społeczeństwa w magiczne właściwości rynku.
Szczególne znaczenie merytoryczne mają diagnozy autora w odniesieniu do naszej polityki podatkowej, określanej jako tworząca z Polski swoisty "raj podatkowy" oraz polityki dotyczącej spraw zatrudnienia i rynku pracy, skazującej nas na szkodliwe skutki bazowania na taniej sile roboczej. Przekonujące są też oceny niekorzystnych zjawisk w polityce społecznej i w sposobach traktowania związków zawodowych oraz świadczeń socjalnych.
Formalnie rzecz biorąc, można uznać, że Wosiowi udało się pomyślnie przeorać najeżone uniwersyteckimi napuszeniami i dogmatami pole neoliberalizmu jako źródła wadliwej doktryny, psującej politykę gospodarczą i społeczną. W tej dziedzinie również udowodnił, że potrafi poruszać się dzięki swoim predyspozycjom naukowym. Przynajmniej w trzech rozdziałach naświetlił proces powstawania i rozprzestrzeniania się w środowiskach akademickich Stanów Zjednoczonych, a następnie na całym Zachodzie i w innych krajach ideologii neoliberalnej. Wystarczająco dobitnie pokazał wpływ Friedricha Hayeka i Miltona Friedmana na kształtowanie nowego nurtu myślowego w postaci neoliberalizmu.
Ale Woś nie docenił konieczności podjęcia próby bardziej precyzyjnego wykazania różnicy między neoliberalizmem a liberalizmem. Naraził się więc na podejrzenie, że operując w niektórych fragmentach książki obu tymi pojęciami bez ostrego ich odróżnienia, objawia swą postawę antyliberalną. Przypuszczam, że tu zaciążyła niepotrzebnie pokusa dziennikarza, który wie, że mówi do adresata masowego, więc ma prawo posługiwać się pewnymi zwrotami języka potocznego, aby trafić do mniej wymagającego czytelnika, który może lubi się posługiwać porzekadłem: "Jak się zwał, tak się zwał, byleby się dobrze miał", a w każdym razie definiowanie go nie pociąga. Nie chcąc wprowadzać mniej znanych terminów, autor na stronie 13. popełnia błąd, pozwalając sobie na niepożądany luz w stwierdzeniu: "Czy dodamy do jego (liberalizmu) nazwy przedrostek »neo« czy też nie, ma w tym przypadku znaczenie raczej drugorzędne". Oczywiście uważny czytelnik nie powinien mieć wątpliwości, że redaktora Wosia nie można traktować jako przeciwnika liberalizmu, skoro już na okładce książki informuje, że przez to pojęcie rozumie "liberalizm prostacki, wątpliwy moralnie oraz ekonomicznie nieefektywny". W tekście książki wielokrotnie wyjaśnia, że takim został uczyniony liberalizm pod wpływem ideologii neoliberalizmu. Możemy więc uznać, że liberalizm uległ chorobie inwazyjnej (taką nazwę noszą choroby wywoływane przez pasożyty). Gdy już stał się tak chory, przekształcił się w neoliberalizm i zaczął emitować wirusy zakażające liberałów i ich politykę oraz społeczeństwa, czyniąc im szkody w wyniku psucia gospodarek czynnikami kryzysogennymi.
W jakimś stopniu Woś mógł też ulec presji poglądów innych swoich potencjalnych adresatów, czyli neoliberałów (oczywiście nazywających siebie radykalnymi liberałami), skoro w trakcie wyjaśniania ujemnych skutków neoliberalizmu w polityce gospodarczej, zwłaszcza państw peryferyjnych, odwołał się do konsensusu waszyngtońskiego jako źródła wyjaśniającego podstawy neoliberalizmu. Nie jest to żaden fundament prawdziwej ideologii neoliberalizmu, lecz tylko radykalnego liberalizmu, formułującego nadmierne wymagania wobec słabych gospodarczo państw. Dokument ten, jak i każdy inny oficjalny dokument, nie może zawierać najbardziej fundamentalnych zasad ideologii neoliberalnej, którymi są: antypaństwowość, antyzwiązkowość i antysocjalność. W całej swej okazałości występują one w literaturze libertariańskiej. Niestety, jak dotychczas, zbyt mało przedstawicieli politologii i ekonomii interesuje się libertarianizmem, a media też nie przejawiają wystarczającego zainteresowania tą ideologią w czystej postaci, tj. jako minarchizmem oraz anarchokapitalizmem.
Powyższe uwagi, mogące być ewentualnie przydatne autorowi w następnym wydaniu książki, którego potrzeba zapewne szybko się pojawi, nie utrudniają mi wyrażenia ogólnej wysokiej oceny tej pracy Wosia. Należą mu się wyrazy uznania za jego akceptację liberalizmu w formie postulowanego w książce naprawiania kapitalizmu według koncepcji welfare state (państwa dobrobytu), a także za postulat terapii antykryzysowej typu Kaleckiego i Keynesa.
Wosiowi udało się pomyślnie przeorać najeżone uniwersyteckimi napuszeniami i dogmatami pole neoliberalizmu jako źródła wadliwej doktryny, psującej politykę gospodarczą i społeczną
@RY1@i02/2014/202/i02.2014.202.000002700.802.jpg@RY2@
Marian Guzek profesor ekonomii Uczelni Łazarskiego w Warszawie
Marian Guzek
profesor ekonomii Uczelni Łazarskiego w Warszawie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu