Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Na Marsa. Współpraca ważniejsza od współzawodnictwa

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Wciągu ostatnich kilku tygodni uwagę społeczeństwa indyjskiego i wielu mediów międzynarodowych przyciągały badania kosmiczne. 24 września w Bangalore - indyjskiej Dolinie Krzemowej - premier Narendra Modi uruchomił dźwignię rozpoczynającą proces, który spowodował umieszczenie na orbicie dookoła Marsa bezzałogowego statku kosmicznego "Mangalyaan". To pionierskie przedsięwzięcie indyjskich inżynierów i uczonych zostało zrealizowane przy wsparciu specjalistów z amerykańskiej agencji NASA i ich sprzętu. Realizatorzy projektu podobno spieszyli się, aby "zdążyć przed Chińczykami".

Chińscy publicyści skarżą się na niechęć NASA do współpracy z Chinami. A przecież nawet w latach zimnej wojny była współpraca amerykańsko-radziecka, był wspólny projekt "Sojuz-Apollo". Dlatego teraz zadłużone Stany Zjednoczone nie chcą w tej dziedzinie współpracować ze swoim największym wierzycielem? - zapytują Chińczycy.

Program indyjsko-amerykański stanowi krok na trudnej drodze w kierunku Marsa. W czerwcu i lipcu bieżącego roku NASA poniosła porażkę. Jej projekt załogowego lądowania na Marsie został poddany miażdżącej krytyce. Jak pisze londyński "The Economist", po 18 miesiącach studiów Narodowa Rada Badawcza (NRC) "doszła do wniosku, że projekt nie jest bezpieczny, że jest niedoszacowany i w obecnej formie z góry skazany na niepowodzenie". Niezmiernie istotny jest brak poparcia społecznego dla tego ambitnego projektu.

Warto przypomnieć, że już w trakcie realizacji programu "Apollo", który doprowadził do trzykrotnego lądowania na Księżycu, wielu Amerykanów sądziło, że jest on zbyt kosztowny, a pieniądze powinny być przeznaczone na inne praktyczne cele. Sądzę, że nie mieli oni racji. "Skutkiem ubocznym" tego programu było około 15 tys. patentów, które umożliwiły produkcję nowych wyrobów, sprzyjały nowym usługom i pobudzały tworzenie nowych miejsc pracy w wielu gałęziach gospodarki. A narodowe programy kosmiczne w Chinach i Indiach budzą w społeczeństwach tych państw powszechny entuzjazm.

Odrębny program chiński realizowany bez współpracy z NASA oznacza dublowanie wysiłków, a tym samym marnotrawstwo sił i środków. Jeszcze ważniejszy jest fakt, że amerykańskie doświadczenia mogłyby podnieść bezpieczeństwo chińskich astronautów. Władze chińskie przewidują lądowanie na Księżycu około roku 2020. Gdyby rywalizację zastąpiła współpraca amerykańsko-indyjsko-chińska, to badania Księżyca i Marsa byłyby tańsze, bezpieczniejsze i szybsze.

A tak naprawdę projekty kosmiczne od początku miały charakter międzynarodowy. Urodzony w Wyrzysku niemiecki profesor Wernher von Braun był jednym z twórców amerykańskiego programu kosmicznego. Teoretyczny wkład do tego programu wniósł również inny niemiecki profesor, Ernst Eckert, którego wykładów - wiele lat temu - słuchałem w University of Minnesota.

Precyzyjna aparatura instalowana w radzieckich statkach kosmicznych - bezzałogowych i załogowych - była projektowana i produkowana w Estonii, na Łotwie i na Ukrainie. Urządzenia badawcze projektowane i produkowane w Polsce krążyły na orbitach dookoła Ziemi. W ryzykownych lotach uczestniczył, jak dobrze pamiętamy, Mirosław Hermaszewski, ale też kosmonauci z innych krajów Europy Wschodniej, o których nie pamiętamy. Z kolei w amerykańskich lotach uczestniczyli astronauci z Izraela i Niemiec.

Jak podaje "Wiedza i Życie", obecnie w kilkunastu krajach studenci pracują nad zdalnie sterowanymi pojazdami (tzw. łazikami), które mogłyby zostać wykorzystane do badania powierzchni Marsa przed lądowaniem astronautów. Na Politechnice Białostockiej powstał łazik "Hyperon 2", a na Politechnice Wrocławskiej - "Scorpio 3". Na razie powierzchnię Marsa imitują obszary pustynne w stanie Utah, w Maroku i... w kopalni pod Toruniem.

Czas na koordynację i łączenie wysiłków na szczeblu wielkich mocarstw kosmicznych. W obecnej sytuacji warto pamiętać o słowach Bertranda Russella - "współpraca jest ważniejsza od współzawodnictwa".

@RY1@i02/2014/200/i02.2014.200.000000800.802.jpg@RY2@

Andrzej Wilk nauczyciel akademicki

Andrzej Wilk

nauczyciel akademicki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.