Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Rządzący nie słuchają sędziów

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Polemika

Władze odsuwają stan spoczynku, obniżają sędziom chorobowe, odbierają samorządność, przenoszą, zwiększają nadzór, straszą ocenami, nikt nie wie, co jeszcze wymyślą. Po co iść do takiej służby?

Profesor Jerzy Stępień w swoich wypowiedziach dla DGP ("W sądach nie chcą świeżej krwi" - DGP nr 168/2014) rysuje czarny obraz sądów. Dostrzega niektóre objawy choroby, ale diagnozę stawia błędną i nie zauważa, kto obecną sytuację spowodował. Szkoda, bo od tak znaczącej postaci środowiska prawniczego oczekiwałbym więcej.

Jeśli okres od 1989 r. został w sądownictwie zmarnowany, to zapytam, kto go zmarnował. Nie jest prawdą, że państwo dbało, by sędzia więcej zarabiał. Zarobki sędziów rosły w stosunku do średniej krajowej tylko do roku 1996. Potem przez 12 lat spadały i w roku 2008 były niższe niż w 1989. Protesty sędziów zahamowały spadek, ale poziom z 1996 r. pozostaje marzeniem. Zresztą, skoro sędziowie tak świetnie zarabiają, to czemu wybitni adwokaci, radcowie prawni, notariusze nie stoją w kolejkach po wolne miejsca w sądach? Czemu tylko dla referendarzy i asystentów zostać sędzią to awans?

Gdy w 2007 r. stwierdzono niezgodność z konstytucją instytucji asesora, Iustitia domagała się ustanowienia zawodu sędziego koroną zawodów prawniczych. Nie chcieliśmy aplikacji ani szkoły sędziów. Twierdziliśmy, że sędziami powinni zostawać doświadczeni prawnicy z innych zawodów. Dlaczego władze to odrzuciły? Aby wybitny prawnik chciał być sędzią, trzeba mu zaproponować tyle, by porzucił dobrą kancelarię. Wprowadzenie korony zawodów przy obecnych wynagrodzeniach sędziów jest nierealne, co widać. Władze wolały utworzyć, przy naszych negatywnych opiniach, Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury: chciały, aby sędziami nadal zostawali prawnicy bez doświadczenia, bo są tańsi. Dziś współpracujemy z KSSiP - bo skoro powstała, to nie można jej ignorować; nie żyjemy w próżni.

Nie jesteśmy zwolennikami asesury. Ale to fakt, że z dwojga złego lepiej powołać młodego prawnika na asesora, który będzie czasowo orzekał i pokaże, co potrafi. Jeśli zostanie sędzią i wtedy dopiero się okaże, że się nie nadaje, jest już po herbacie. Nawet świetny referendarz i asystent sali sądowej nie zna i nie ma pewności, jak sobie poradzi. Dobry prokurator zna salę i powinien bez problemu móc sądzić sprawy karne, radca prawny - cywilne, a adwokat - jedne i drugie. Statystyki dowodzą, że adwokat czy radca, jeśli się zgłosi, ma dużo większe szanse na stanowisko sędziego sądu rejonowego niż asystent lub referendarz. Ale się nie zgłaszają! Zarobki sędziów są nienadzwyczajne (w porównaniu z nimi, nie ze średnią krajową), a przeciążenie pracą - widoczne. A władze odsuwają stan spoczynku, obniżają chorobowe, odbierają samorządność, przenoszą, zwiększają nadzór, straszą ocenami, nikt nie wie, co jeszcze wymyślą. Po co iść do takiej służby?

Jerzy Stępień wymienia profesorów, którzy aplikowali do Sądu Najwyższego i zostali odrzuceni. Ale to był SN. Liczy około 80 sędziów. Profesorów prawa jest więcej - do sądów powszechnych się nie zgłaszają. Jeden przykład odrzucenia profesora mi nie wystarczy. Jeśli była to decyzja niesłuszna, nie musi być reprezentatywna. Gdyby zaś zrealizować zasadę korony, nie byłoby potrzeby tworzenia specjalnych kolegiów do powoływania sędziów. Sędziowie musieliby wybierać z innych zawodów z braku własnych kandydatów. W trosce o siebie wybraliby lepszych, bo zły sędzia dokłada pracy kolegom. Ale jeśli ktoś z góry zakłada nepotyzm, zawsze powie, że z innych zawodów też można wybrać po znajomości.

Zgadzam się, że sędziowie - przynajmniej część - orzekają pod wyższą instancję. Sam pisałem o tym w "Prawniku" ("Bez zrozumienia, bo nadzór czyha" - DGP nr 172/2014). Opisu sporu cywilnego prof. Stępnia nie komentuję. On był stroną, a głosu drugiej strony nie słyszałem. Ale to jego następcy w Trybunale Konstytucyjnym uznali za zgodny z konstytucją ścisły nadzór ministra nad sądami powszechnymi, czyniący z sędziów urzędników. Ewa Łętowska zasiadała w TK razem z Jerzym Stępniem, lecz inaczej widzi przyczyny tego samego zjawiska. Nie sugeruje, że winę ponoszą sędziowie i że to im trzeba odbierać kolejne zakresy uprawnień we władzy sądowniczej. Ona odróżnia winę egzekutywy od win judykatywy.

Zgadzam się z prof. Stępniem, że nadmiar szczebli, po których sędzia wspina się w karierze, jest szkodliwy. Bo kto dąży do awansu, chce być pozytywnie oceniany i to ma wpływ na jego wyroki. Ale sędziowie w zdecydowanej większości chcieliby, by istniało tylko stanowisko sędzia. Przejście do sądu wyższego rzędu byłoby zmianą miejsca służby, jak przejście do równorzędnego. Iustitia wyrażała już takie poglądy, od lat też sprzeciwia się rozwarstwieniu wynagrodzeń. Sędziowie jednakowo traktowani byliby bardziej niezawiśli, ale i bardziej zjednoczeni. Gdyby w sądzie rejonowym zarabiano tyle co w apelacyjnym, chętnych z zewnątrz też by było więcej. Ale politycy chcą sędziów podzielonych, kuszonych awansami i straszonych ich pozbawieniem. Chcą dać całą władzę w sądach małej grupie sędziów i ich tylko sobie pozyskać. Divide et impera.

Nie będę wracał, jak Jerzy Stępień, do czasów PRL. Cieszę się, że minęły. To prawda, że sądownictwo nie przeszło weryfikacji, która zadowoliłaby zwolenników rozliczania. Ale przecież sędziowie, którzy dziś mają po pięćdziesiąt kilka lat - a do nich się zaliczam - zostali nimi już po roku 1989. Sędziowie czasów PRL są na ogół od dawna w lepiej płatnych zawodach lub w stanie spoczynku. Z dzisiejszych sędziów orzekali w PRL nieliczni. Wtedy byli na początku kariery, dziś są koło sześćdziesiątki. Rzecznicy i sędziowie dyscyplinarni okresu weryfikacji też już w większości odeszli. Weryfikacja była zaś źle napisana, spóźniona i o zbyt krótkim okresie działania. Ale to była decyzja Sejmu, nie sędziów. Nie do nas te pretensje.

Panie profesorze, niech pan zażąda ustanowienia zawodu sędziego koroną zawodów prawniczych. My pana poprzemy, politycy odmówią na pewno. Niech pan powie, że zamiast sześciu parlamentarzystów w Krajowej Radzie Sądownictwa powinno być po dwóch adwokatów, prokuratorów i radców. Też odmówią. Niech pan zatem nie sugeruje, że to sędziowie są winni obecnej sytuacji. Niech pan posłucha, jakich zmian w sądownictwie chcemy my. Bo ci, którzy Rzecząpospolitą władają, nie słuchają.

@RY1@i02/2014/178/i02.2014.178.183001100.802.jpg@RY2@

Maciej Strączyński prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"

Maciej Strączyński

prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.