Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Inwazja podłości

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Opinia

Zaciekawiła mnie ogromnie wiadomość, że "Sueddeutsche Zeitung", znakomita przecież gazeta, postanowiła zrezygnować z publikowania komentarzy internautów. Były bowiem nazbyt ordynarne, prymitywne i agresywne. Mamy ten sam ból w Polsce i dlatego jestem zwolennikiem tego, by autorzy takich komentarzy nie mogli być anonimowi. Jednak narzekam na internautów, a przykład płynie z góry, od znanych dziennikarzy.

Rzadko oglądam Konrada Piaseckiego w akcji, ale ostatnio ze zdumieniem słuchałem jego rozmowy z zaproszonym gościem, profesorem Jerzym Buzkiem. Podkreślam: z zaproszonym i gościem, bo to już samo w sobie zobowiązuje. Wiem, że dziennikarze na całym świecie marzą o tym, żeby popastwić się nad rozmówcą i wyciągnąć z niego jakieś nieoczekiwane emocje, ale nie w przypadku ważnych i godnych szacunku postaci. Jerzemu Buzkowi na pewno szacunek się należy. A co wyczyniał Piasecki?

Najpierw - najwyraźniej słyszał wypowiedzi pisowców - chciał wykazać, że nowe europejskie stanowisko Donalda Tuska jest nic nie warte. Oczekiwał widocznie, że Jerzy Buzek odpowie mu, że rzeczywiście, to stanowisko wyłącznie portiera, nikt go nie chciał, więc z braku laku wybrali Tuska. Przecież wiedział, że Jerzy Buzek tego nie powie, więc po co go zapraszał? Po to, żeby powiedzieć to, co sam powiedział, ale może w tym celu gość mu nie był potrzebny, wystarczyłoby, żeby porozmawiał z sobą samym. Potem zadał chamskie pytanie Buzkowi, czy mu nie jest przykro, że już nie jest jedynym Polakiem, który zajmował najwyższe stanowisko we władzach Unii Europejskiej. Czy oczekiwał, że Jerzy Buzek z tego żalu się rozpłacze przed kamerami? Jakiej odpowiedzi oczekiwał, bo ja jej sobie wyobrazić nie potrafię. Po co więc w ogóle zadawał to pytanie i to jeszcze ze złośliwym uśmieszkiem? Jednak rekord padł, kiedy zapytał Jerzego Buzka, czy gdyby pani premier Bieńkowska nie była kobietą, to zapewne by jej nie wybrali na komisarza. Innymi słowy, Bieńkowska głupia - ale baba, więc dopchała się. I co znowu miał odpowiedzieć Jerzy Buzek? Po co Piaseckiemu w ogóle była potrzebna obecność premiera?

Otóż tylko po to, żeby pokazać, jak potrafi być ostry, choć graniczyło to z podłością, i to, jak kompletnie nie przejmuje się żadnymi autorytetami. A Jerzy Buzek mógł mu akurat wiele opowiedzieć o funkcjonowaniu UE, o jej kulisach, o metodach wybierania i tak dalej. To jednak Piaseckiego w ogóle nie obchodziło. Kompletnie inaczej niż Piasecki zachowują się dziennikarze, którzy z kolei pozwalają rozmówcom mówić najokropniejsze głupstwa i świństwa, jak Jacek Kurski ostatnio o Tusku, i nie reagują. Są granice kłamania i uprawiania podłości w sytuacjach publicznych. Niedawno pisałem o bezczelności dziennikarzy z okazji rzekomej afery taśmowej, ale - jak się okazuje - to już jest stała tendencja.

Jednak tacy dziennikarze, zwłaszcza telewizyjni jak Piasecki (nie on jeden), mylą się co do zupełnie podstawowej sprawy. Sądzą mianowicie, że widzowie ubóstwiają, jak się uprawia spektakl polegający na judzeniu jednego rozmówcy na drugiego lub na agresywnym i podłym potraktowaniu poważnego rozmówcy. Otóż niedawno robiono na ten temat badania w Stanach Zjednoczonych, z których wynika, że widzowie - o dziwo! - oczekują informacji i spokojnej rozmowy, a bardzo nie lubią agresji i domniemanie dynamicznych zachowań, że dziennikarze, którzy się wymądrzają, tracą publiczność. I wobec tego sposób zachowania wobec gości uległ kompletnej zmianie. W Polsce jednak nie i już zaczynam się zastanawiać, kto jest gorszy - czy prymitywny i ordynarny internauta, czy znacznie bardziej świadomy rzeczy dziennikarz. A poza wszystkim, wracamy do sprawy zaproszenia i gościa, to jest po prostu dowód złego wychowania i kompletnego braku manier.

@RY1@i02/2014/175/i02.2014.175.00000030a.802.jpg@RY2@

Marcin Król filozof, historyk idei

Marcin Król

filozof, historyk idei

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.