Eksperyment na moście
kac moralny
Czasem, gdy człowiek (na przykład taki jak ja) nie wie tak do końca, kim jest (bo zapomniał, bo nigdy o tym nie myślał, bo nie jest nigdy niczego pewien albo wciąż poszukuje), może ów człowiek wówczas dla rozjaśnienia umysłu zastosować proste narzędzie filozoficzne zwane eksperymentem myślowym. No to jedziemy.
Miejsce: most. Czas: wczesne popołudnie. Stoisz sobie na tym moście, a tu w rzece, pod tobą, topi się dwoje ludzi. Niestety, masz tylko jedno koło ratunkowe. Komu je rzucisz, temu z brązowymi włosami czy temu blond?
Pewnie słusznie myślisz, że pytanie jest idiotyczne. Jak to, kolor włosów ma decydować o tym, kto żyje, a kto ginie? To cecha przypadkowa; jak mówią niektórzy, moralnie nieistotna — podobnie jak to, co ludzie ci zjedli na śniadanie, jakiego koloru są ich ręczniki kąpielowe, czy lubią pingwiny i ile razy w życiu widzieli czerwoną taksówkę. I jeden, i drugi mają do zbawienia przez koło takie samo prawo, bez względu na stosunek do pingwinów i kolorystykę upierzenia.
Będziesz więc w planach ratunkowych starał się abstrahować od włosów (oczywiście możesz mieć swoje kolorystyczne sentymenty, ale zdajesz sobie sprawę, że uleganie im będzie niesprawiedliwe). Ale inne cechy mogą chyba mieć znaczenie przy tak istotnej decyzji? Na przykład cnoty charakteru - lepiej rzucić koło Dumbledore’owi niż Malfoyowi, czyż nie? Albo suma wprowadzonego do świata dobra - Ludwik Pasteur (szczepionki) powinien wygrać z Oppenheimerem (bomba atomowa), prawda? Jeśli więc jeden tonący jest przykładnym ojcem rodziny, oddanym sprawie onkologiem-pionierem i działaczem kółka różańcowego, to być może bardziej zasługuje na ratunek niż osobnik kilka fal dalej, bezdomny złodziejaszek, który kiedyś (podobno) z wyjątkowym okrucieństwem udusił łasicę proboszcza.
Niby tak. Ale jak się człowiek już zamachnie kołem w kierunku cnotliwego lekarza, bezdomny dręczyciel zwierząt może krzyknąć: "Wstrzymaj się! Wiedz, że i ja chciałem być lekarzem, alem był sierotą, nie miałem butów, szkoła była pięć kilometrów od wioski i gdy do niej szedłem, gryzły mnie w stopy łasice" (rozumiem, że trudno wygłosić taką tyradę, tonąc, ale jemu jakoś się udało). I jakby tego było mało, podchodzi do nas jeszcze tajemniczy Don Pedro (nikt nie wie, skąd się wziął) i wręcza nam historię medyczną bezdomnego. Otóż starał się on, jak mógł, ale od łasiczych ugryzień wdała mu się w stopy gangrena, podwójna amputacja uniemożliwiła mu dalszą pracę w polu, a procedury medyczne związane z powikłaniami kosztowały tyle, że musiał sprzedać dom. Poza tym ma niedobory serotoniny i nieco zbyt dużo testosteronu, nic dziwnego, że nerwowy i nie wytrzymał, jak zobaczył tę łasicę u proboszcza. I masz tu babo placek, komu teraz to koło rzucić, ha?
Są dwie możliwe reakcje (to nieprawda, jest ich co najmniej sto pięć, ale zapominamy o nich w imię potrzeb wywodu). Reakcja pierwsza: robi ci się głupio. Cóż bezdomny tonący zawinił, że miał takie życie, jakie miał? A jaka w tym zasługa lekarza, że jego ojciec lekarz od dziecka uczył go biologii i wysyłał na kółko różańcowe? Nagle rozumiesz, że cechy, takie jak niska wartość społeczna, brak wykształcenia, ogólna nerwowość i tendencja do kleptomanii, mogą być w istocie równie niezawinione, jak kolor włosów. Objawiają ci się zależności społeczno-genetyczne, które prowadzą niewinnych ludzi w objęcia chcianych i niechcianych żyć. A ponieważ nie można kogoś skazać na śmierć za przypadkowo kiepski mariaż genów ze środowiskiem, nie wiesz, kogo wybrać, miotasz się po moście i obiecujesz sobie wszczęcie kampanii na rzecz zwiększenia liczby kół ratunkowych na mostach.
Jeśli taka jest twoja reakcja, to jest duża szansa, że jesteś liberałem - nie tym klasycznym, z wolnym rynkiem na ustach, ale post-Rawlsowskim, którego od własności prywatnej bardziej interesuje sprawiedliwość społeczna. Chcesz organizacji życia niezależnej od trafu moralnego i pragniesz, by dystrybucja kół ratunkowych (lub szczęścia, lub dobrobytu) nie brała pod uwagę kwestii, na które ludzie nie mają wpływu. Można ci zarzucić empatię, ale i zaniżanie wartości odpowiedzialności osobistej za kształt życia.
Łkania bezdomnego mogą cię też zirytować - no bo w końcu po owocach ich poznacie, a gdzie są jego owoce? Poza tym znasz osoby z nie taką gangreną i nie tak pogryzione przez łasice, osoby, które jakoś dały radę wyjść na ludzi, a możliwość równa się powinność. Słabe warunki genetyczno-społeczne wydają ci się punktem wyjścia, z którym wartościowi ludzie potrafią sobie poradzić. Uległość okolicznościom jest słabością moralną, zupełnie inną niż brzydki kolor włosów. Jeśli taka jest twoja reakcja (i dlatego rzucasz koło lekarzowi), to jesteś liberałem klasycznym i piewcą wolnego rynku. Można ci zarzucić zbytnią twardość, ale też wiarę w ludzką sprawczość.
I tak to wczucie się w hipotetyczne sytuacje pomaga odkryć nasze preferencje filozoficzne. Eksperyment myślowy, który odkryje, czy jesteś potencjalnym wegetarianinem, czy dożywotnim konsumentem steków - za tydzień, o tej samej porze.
@RY1@i02/2014/172/i02.2014.172.000002000.802.jpg@RY2@
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu