Dzieci świetnie się uczą. Nie tego, co trzeba
Opinia
Pamiętamy wielką akcję w obronie sześciolatków przed obowiązkiem szkolnym. Organizatorzy i publicyści prawicowi oburzali się, że władza nie słucha głosu milionów obywateli. Premier rozmawiał z rodzicami, rodzice okupowali Sejm, a teraz ponad 90 proc. dzieci sześcioletnich idzie do szkoły i wszyscy są zadowoleni. Okazuje się zatem, że w demokracji niekoniecznie liczą się liczby. Wiem, że są rozmaite - mniej lub bardziej mądre - przepisy referendalne, ale wiem też, że dwudziestu roztropnych ludzi czasem bardziej się przyda niż dwa miliony, co w szczególności widać na podstawie kompletnie anachronicznej, a rzekomo liczebnej, organizacji, jaką są związki zawodowe. A ponadto celem zbiorowych protestów powinny być sprawy ważne i jawnie źle rozwiązywane. W niemal całym świecie demokratycznym sześcioletnie dzieci idą się uczyć. I w wielu krajach uczą się aż do liceum włącznie - nie tego, co trzeba. Oto okazja do protestu.
Co pewien czas słyszymy o wysokim poziomie polskiej szkoły oraz o sukcesach naszych uczniów i studentów w światowych konkursach. To znakomicie. Ja mam jednak inny postulat. Otóż oczekiwałbym od szkoły, żeby nauczyła dzieci i młodzież czytać, pisać i rachować. Mam okazję zaobserwować problemy z tymi umiejętnościami, gdyż uczę, między innymi, studentów pierwszego roku, którzy muszą potem napisać krótki egzamin. Chodzę też na targ, gdzie - oto donos - jeszcze nie posługują się kasami fiskalnymi oraz otrzymuję liczne, jak my wszyscy, pisma urzędowe.
Młodzi studenci nie umieją w zasadzie czytać, to znaczy, owszem, odróżniają litery, ale dwadzieścia stron zadane na następne zajęcia to, z wyjątkiem wyjątków, sprawa dramatyczna. Potem piszą egzamin, a ponieważ w dobie komputerów kompletnie się nie zwraca uwagi na kaligrafię czy chociażby tylko na to, by litery miały kształt podobny do swojej istoty, więc czytamy te prace na wyczucie i w dodatku domyślnie, gdyż często zdania są tak zbudowane, że nie wiadomo, o co chodzi. A wszystko dlatego, że w liceum czytali kilkanaście stron i napisali tyleż. Może znajdzie się ruch społeczny, który tym się zajmie?
Ale by nie pastwić się nad moimi ulubionymi studentami, przypatrzmy się pismom urzędowym, i to tak formalnym oraz groźnym, jak wezwanie do zapłacenia mandatu, bo mnie gdzieś radar namierzył czy też umowa z jedną z sieci komórkowych. Rozumiem, że w obu przypadkach występuje element prawny, więc musi być mętnie na wszelki wypadek, ale nie musi być niegramatycznie po polsku, już nie wspominając nowomowy. Ponieważ teraz każdy ma rzecznika prasowego, proponuję studia dla rzeczników prasowych, które by polegały przede wszystkim na nauce języka polskiego, i potem rzecznik powinien odpowiadać karnie (do więzienia go!) za język pism wysyłanych przez dany urząd.
Z rachowaniem jest lepiej tylko dlatego, że są kasy fiskalne, które mają czynność dodawania i wyrokowania, że półtora kilo pomidorów po 3 zł to będzie 4,50 zł. Gdyby nie one, bylibyśmy w kropce. Zawodowi sprzedawcy na targu też liczą jak maszyny, ale niezawodowi na przykład podzielić na pół nie potrafią. A co dopiero, gdy przyjdzie do nalewki. Ponieważ kończyłem szkołę starej daty i do dzisiaj potrafię pomnożyć 7 przez 9, wzywają mnie, żebym obliczył, jaki procent wyjdzie, jak się doda daną ilość spirytusu 96-procentowego wymieszanego z połową wody.
Wiem doskonale, że to nie jest tylko sprawa polska, na całym świecie są z tym kłopoty. Ale kiedyś zatwardziali konserwatyści sądzili, że "lud" trzeba tylko nauczyć elementów czytania, pisania i rachowania. Więcej mogłoby mu zaszkodzić i wywołać niepotrzebnie rewolucyjne idee. W obecnym stanie rzeczy, przy obecnym poziomie czytania, pisania i rachowania rewolucji nie należy się obawiać. Chociaż mogę nie mieć racji, bo strzelać da się celnie bez znajomości instrukcji użycia pistoletu, która na pewno jest tak napisana, że nikt nie jest w stanie jej zrozumieć.
@RY1@i02/2014/169/i02.2014.169.00000050b.802.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu