Rosja nie odwróci się trwale od Zachodu
Opinia
Patrząc na kolumny rosyjskich czołgów wjeżdżających na Ukrainę, trudno nie kryć obaw przed efektami ekspansywnej polityki Rosji i irytacji rzadko spotykanym poziomem cynizmu jej przywódców. Ale w moim przekonaniu najbardziej wstrząsającym obrazem tego konfliktu nie jest wojna, a to, co dzieje się w rosyjskim społeczeństwie. Wiarygodne relacje i dane o dużym poparciu dla agresywnej polityki Władimira Putina wśród młodzieży i przedstawicieli klasy średniej stawiają pod znakiem zapytania jedno z najważniejszych założeń leżących u podstaw myślenia o rozwoju gospodarczym: że klasa średnia i pokolenie Facebooka będą wspierały modernizację polityczną na tzw. rynkach wschodzących. Jeżeli te grupy ludności nie będą wspierały modernizacji, to długookresowe konsekwencje dla globalnej gospodarki i ładu politycznego mogą być daleko gorsze niż przejściowy konflikt militarny.
Nie wszyscy analitycy wierzyli, że w krajach bez większych doświadczeń demokratycznych można budować demokrację na wzór zachodni, ale bardzo wielu zdawało się wierzyć, że kluczem do powodzenia modernizacji będzie właśnie klasa średnia i pokolenia wychowane z internetem, którym trudniej sprzedać propagandę. Według danych OECD udział klasy średniej w rosyjskim społeczeństwie podwoił się w ciągu pierwszej dekady tego tysiąclecia. Kiedy w 2012 r. setki tysięcy Rosjan wyszły na ulicę, protestując przeciw powrotowi Putina do władzy, niektórzy obserwatorzy wyrażali nadzieję, że w długim okresie to będzie fundament modernizacji politycznej kraju. Znany ekonomista Nouriel Roubini apelował: to z tymi ludźmi trzeba rozmawiać, nie z Kremlem. Tymczasem relacje wielu analityków obserwujących Rosję wskazują, że dziś duża część ludzi, którzy w 2012 r. protestowali przeciw reżimowi, popiera jego agresywną politykę i imperialno-nacjonalistyczną retorykę. W elitach nie ma właściwie ludzi myślących liberalnie, a w społeczeństwie jest ich coraz mniej.
Jednocześnie trzeba dostrzec, że mimo zaostrzania kursu politycznego Rosji nie wychodzi kopiowanie azjatyckiego modelu oświeconego autorytaryzmu. W Chinach reżim polityczny jest ostrzejszy niż w Rosji, wspierany przez nie mniej nacjonalistyczną propagandę odradzającej się potęgi, ale jednak pewien podziw na Zachodzie wzbudza chiński model administracji, oparty na bardzo rygorystycznej selekcji urzędników i coraz ostrzejszej kontroli antykorupcyjnej. I przede wszystkim podziw wzbudzają efekty - nieprzerwanie wysoki wzrost gospodarczy Chin, który nawet na skalę historyczną jest ewenementem.
Władimir Putin zawsze marzył, by być oświeconym autokratą. Za wzór przywoływał często Piotra Stołypina, słynnego reformatora z początku XX wieku, który ostry kurs polityczny łączył z liberalnymi reformami gospodarczymi. Stołypin mawiał: "Dajcie mi 20 lat spokoju, a nie poznacie Rosji" i Putin powtarzał to za nim. Niestety, nie za bardzo to wychodzi. Różne analizy pokazują, że rosyjska administracja na poziomie operacyjnym jest równie niewydolna co w okresie rządów Borysa Jelcyna, uznawanych za czarną dziurę w historii kraju. Przykład? Rosja jest rezerwuarem surowcowym, ale nie potrafi modernizować innych gałęzi gospodarki. Ma szóstą na świecie powierzchnię uprawną na głowę mieszkańca, a musi importować aż 40 proc. konsumowanej żywności. Powód? Brak magazynów i infrastruktury potrzebnej do organizowania dostaw.
Mamy zatem do czynienia z Rosją, która coraz bardziej odrzuca liberalny model modernizacji na wzór zachodni, ale jednocześnie nie umie zbudować modelu oświeconego autorytaryzmu. Dokąd to zmierza? Nie ma co udawać, że w tym chaosie możliwe są jakiekolwiek prognozy. Ale kilka obserwacji wydaje mi się wartych podkreślenia.
Przede wszystkim, choć Putinowi nie wychodzi naśladowanie Stołypina, to wątpliwe, by chciał być drugim Stalinem. Porównanie może drastyczne i nieodpowiednie, ale odnosi się do opinii pojawiających się w mediach, jakoby dzisiejsza Rosja niewiele różniła się od tej z okresu paktu Ribbentrop-Mołotow. Putin wciąż chce być Stołypinem, a to prowadzi do dwóch wniosków. Po pierwsze, bez zastosowania drastycznych środków służących utrzymaniu w kraju uciekających oszczędności Rosja będzie musiała w średnim i dłuższym okresie stosować politykę budowania zaufania wśród inwestorów. Nie ma rozwoju bez kapitału. Nie chodzi tylko o inwestorów zagranicznych, ale też Rosjan, którzy na razie wolą lokować swoje nadwyżki finansowe w zachodnich bankach niż lokalnych przedsięwzięciach inwestycyjnych. Po drugie, Zachód zdaje sobie sprawę z punktu pierwszego i dlatego nie będzie prowadził polityki agresywnego odpychania Rosji od Ukrainy, a raczej stosował politykę kija i marchewki, wykorzystując każdą szansę, by pozwolić Rosji "zejść z drzewa" i budować relacje choćby ograniczonego zaufania z UE i USA. Niemcy już zaznaczyły, że nie chcą żadnych baz NATO w Europie centralnej, a dla USA Ukraina będzie trzeciorzędnym problemem, odsuwanym w cień przez wyzwania związane z Bliskim Wschodem i Azją. Chcielibyśmy widzieć niezależną Ukrainę w ramach UE i może NATO, ale niestety dużo bardziej prawdopodobne jest, że pomysły na modernizację Ukrainy trzeba będzie snuć w oparciu o realia funkcjonowania w orbicie przynajmniej częściowych wpływów Rosji.
Ponadto historia pokazuje, że nastroje społeczeństwa różnymi ścieżkami chadzają i dzisiejszy wzrost poparcia dla retoryki nacjonalistycznej i imperialnej w Rosji nie musi być zjawiskiem trwałym. W XIX wieku, kiedy liberalna (jak na tamte czasy) inteligencja w Rosji dopiero się rodziła, konflikty międzynarodowe również wzbudzały fale imperialnego patriotyzmu nawet wśród reformatorsko nastawionych grup społecznych. Te fale opadały, kiedy problemy wewnętrzne dawały o sobie silniej znać. Pod koniec XX wieku poparcie Rosjan dla wojny w Czeczenii również falowało między kilkoma a kilkudziesięcioma procentami.
Pomimo ponurych wniosków, jakie można wyciągnąć, patrząc na wydarzenia na Wschodzie i sytuację polityczną w Rosji, powrót do zimnej wojny nie wydaje mi się na razie scenariuszem - jak mawiają ekonomiści - bazowym. Rosja będzie szukała jakichś ścieżek relacji z Zachodem, a Zachód porozumienia z Rosją. Jak zwykle, trochę ponad naszymi głowami.
@RY1@i02/2014/168/i02.2014.168.000000800.101.jpg@RY2@
Ignacy Morawski ekonomista BizBanku, publicysta
Ignacy Morawski
ekonomista BizBanku, publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu