Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Wzrost zatrudnienia w usługach to efekt rozwoju gospodarki. Tylko fabryk żal...

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Mało kto dziś pamięta, czym trudniła się repasaczka. To był ktoś, najczęściej kobieta, kto łapał oczka w rajstopach. Ten towar, podobnie jak wiele innych, był w Peerelu trudny do zdobycia, więc repasaczki przedłużały jego żywot. Zniknął, bo już rajstopy są, i to tanie. Teraz znikają szewcy. Buty stały się tak tanie, że nie opłaci się przedłużać ich przydatności do noszenia. Lepiej wyrzucić i kupić nowe. Ale na miejsce jednych znikających zawodów i usług pojawiają się nowe. Zarządzanie nieruchomościami, ochrona, usługi dla biznesu i wiele innych. Jednym z kryteriów rozwoju gospodarki kraju jest udział zatrudnionych w usługach. Im gospodarka bardziej rozwinięta, tym jest on wyższy.

U nas już o wiele więcej osób zatrudnionych jest w usługach (według danych Narodowego Banku Polskiego - 37,1 proc.) niż w przemyśle (22,3 proc.). Kiedy jednak czyta się raport NBP "Rola usług rynkowych w procesach rozwojowych gospodarki Polski" (szkoda, że napisany wyjątkowo nieprzystępnie), to chciałoby się powiedzieć, "tylko fabryk żal". Bo nie bez powodu wielu ludzi, nie mówiąc już o związkach zawodowych, woli zatrudnienie w przemyśle niż w usługach. Normowane godziny pracy, negocjowana z pracodawcą płaca, o wiele rzadziej stosowane umowy śmieciowe czy samozatrudnienie. I nieco wyższe zarobki.

Kiedy patrzy się na przemysł z perspektywy gospodarki, a nie człowieka, to... fabryk też żal. Ekonomicznie się bronią. Może dlatego, że te, które się nie bronią, wypadają z rynku. Otóż według NBP, mimo że przemysł się kurczy, to jego udział w wytwarzaniu wartości dodanej rośnie. Z 23,1 proc. w 1995 r. do 28,1 w 2012 r. O wiele wolniej rośnie, choć jest na bardzo wysokim poziomie, udział tego wskaźnika w usługach rynkowych (w tym samym czasie powiększył się z 47,1 proc. do 48,9 proc.).

W raporcie zdumiewa jednak coś, nad czym autorzy (praca jest zbiorowa, pod redakcją Jakuba Growieca i Michała Gradzewicza) przechodzą do porządku dziennego. Jest to dramatycznie niski wskaźnik wartości dodanej w polskim rolnictwie. Od 1995 r. spadła ona z 5,5 proc. do 3,1 proc. Zważywszy na ogromny strumień pieniędzy płynący na wieś na modernizację rolnictwa, można się tylko po raz kolejny zdziwić, że nikt nie pyta o efekty. Nikt się nie zastanawia, co stanie się z polską wsią, gdy unijna pomoc za siedem lat przestanie płynąć? Widać przecież, że na wyższy poziom życia, do którego rolnicy już przywykli, sami nie będą w stanie zarobić. Kto im sfinansuje pomoc socjalną?

Autorzy raportu opracowanego w banku centralnym zastanawiają się nad innym problemem. Jak przepływ zatrudnionych z przemysłu do usług (o wiele szybszy niż z rolnictwa, bo z rolnictwa przechodzi się głównie na emerytury) wpłynie na tempo rozwoju gospodarki? Okazuje się, że tempo rozwoju może nieco zwolnić. Usługi (autorzy w swych badaniach nie biorą pod uwagę usług finansowych i ubezpieczeniowych) są wprawdzie mniej podatne na kryzysy, dzięki czemu wpływają na gospodarkę stabilizująco, ale mają też swoje wady.

Tempo postępu technologicznego jest w tej branży wolniejsze, nieco wolniej więc także rosną płace. Sposoby wiązania się z pracownikami także dają im o wiele mniejsze poczucie bezpieczeństwa niż przemysł. Mimo że w obecnych czasach branża usług wymaga coraz wyższych kompetencji. Wygląda jednak na to, że tego trendu odwrócić się nie da.

A już na pewno nie rzucanymi przez polityków obietnicami, że - jak dojdą do władzy - to fabryki zacznie budować państwo. Nie tędy droga. Nie o to bowiem chodzi, by wybudować mury, hale i wstawić do nich urządzenia. Nawet najbardziej nowoczesne. Najlepiej za środki unijne. Przemysł bogaci kraj, gdy jest w stanie wytworzyć produkt innowacyjny i taki, który ludzie chcą kupować. Po konkurencyjnej, oczywiście, cenie. W tej dziedzinie lepiej zawierzyć przedsiębiorcom niż politykom. Wygląda jednak na to, że uderzyliśmy w szklany sufit.

Usługi są mniej podatne na kryzysy, ale mają swoje wady. Wolniej rosną w nich płace, a sposoby wiązania się z pracownikami dają im słabe poczucie bezpieczeństwa

@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.00000090b.803.jpg@RY2@

Joanna Solska autorka jest publicystką tygodnika "Polityka"

Joanna Solska

autorka jest publicystką tygodnika "Polityka"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.