Politycy nic nie robią, aby poprawić los młodych ludzi
Niemal co drugi Polak w wieku 19-34 lata nie ma dziś pracy. Niektórzy młodzi są nastawieni na konsumpcyjny styl życia, najchętniej na rachunek tego, co wypracowały poprzednie pokolenia z ich rodziny - stwierdziła prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego w artykule Janusza Kowalskiego z Dziennika Gazety Prawnej. W tym samym artykule prof. Sztanderska podkreśliła, że bierność zawodowo-edukacyjna młodych wynika w dużym stopniu z nadopiekuńczości rodziców. Te dwa stwierdzenia wystarczyły, aby artykuł redaktora Janusza Kowalskiego został opatrzony tytułem: "Plaga młodych leniwych. Żyją na koszt rodziców". Nadużycie polega na tym, że profesor mówi o niektórych, a w tytule znalazło się słowo plaga.
Policzmy szybko. W Polsce mamy prawie 2 mln zarejestrowanych bezrobotnych, 0,5 mln niezarejestrowanych bezrobotnych i 600 tys. absolwentów wchodzących corocznie na rynek pracy. Gdyby z Polski po 2004 r. nie wyjechały ponad 2 mln osób, to dzisiaj potrzebnych byłoby ponad 5 mln miejsc pracy. Pracodawcy oferują średniorocznie 800 tys. stanowisk, jednocześnie tyle samo etatów ulega likwidacji. Jak z tego wynika, nawet gdyby bezrobotni chcieli, to pracy dla nich nie ma.
Bezrobocie wśród młodych w Polsce to kumulacja wielu czynników, w znacznej części od nas niezależnych. Kryzys z lat 2002-04 spowodował, że wtedy bezrobocie w grupie młodych wynosiło 43 proc. Otwarcie przed nami europejskiego rynku pracy poprawiło statystyki. Kryzys z 2008 r. ponownie spowodował wzrost bezrobocia wśród młodych. Tym razem nie było gdzie wyjeżdżać, bo zdolności absorpcyjne wszystkich gospodarek zostały ograniczone.
Nie da się ukryć, że rząd w miarę dobrze dokonuje diagnozy rynku pracy. Coraz lepiej radzi sobie z formułowaniem programów i strategii działania - tyle tylko, że od tych diagnoz i strategii nie przybywa miejsc pracy. Politykom nie zależy na rynku pracy, wszak oni już swoich bliskich zatrudnili. Na tworzeniu miejsc pracy nie zależy także pracodawcom, wszak oni nie są, jak twierdzą, powołani do tego, żeby tworzyć miejsca pracy. Zamiast konkurować innowacyjnością czy tworzeniem rozwiązań, mogą to robić niskimi kosztami pracy, wykorzystywaniem młodych do pracy za darmo w ramach staży i praktyk czy darmowych wolontariatów, oddawaniem całych załóg firmom outsourcingowym. Pracodawcy wykorzystują pracowników do swoich interesów.
Rząd po cichu sprzyja pracodawcom, zamiast wspierać zatrudnienie i "zatrudnialność", zamiast budować atrakcyjność zawodową młodych, zamiast wdrażać staże i praktyki wysokiej jakości. Brak jest działań prewencyjnych, mających na celu aktywizację młodych, brak pomocy w zdobyciu doświadczenia zawodowego, brak jest instrumentów zachęcających pracodawców do tworzenia miejsc pracy. Zamiast przeznaczać środki funduszu pracy na subsydiowanie zatrudnienia, rząd przeznacza te środki do łatania dziury budżetowej. Jak z powyższego wynika, to nie roszczeniowa postawa młodych ludzi, ale plaga leniwych polityków i urzędników winna jest temu, że co czwarty młody człowiek w Polsce nie ma pracy. A za nazwanie młodych ludzi leniwymi - należą się im przeprosiny.
@RY1@i02/2014/155/i02.2014.155.000000600.802.jpg@RY2@
Bogdan Grzybowski ekspert OPZZ
Bogdan Grzybowski
ekspert OPZZ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu