Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Zagrożenia dla kapitalizmu a krótszy dzień pracy

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

Dyskusje w starym stylu o skracaniu czasu pracy trwają. Nadchodzi jednak pora, aby o skracanie dnia pracy przestali toczyć ponad 300-letnią walkę robotnicy, a zaczęli ich w tym wyręczać najpierw światli kapitaliści, a za nimi pozostali. A z kim mają walczyć? Czy nie sami ze sobą, skoro decyzje w tej sprawie zależą od nich? Powinni walczyć z sektorem usług państwa i siłą roboczą, pełniącymi - podobnie jak kapitał - funkcję czynników produkcji, o ich udział w kosztach przełomu systemowego i rozwiązaniach kompromisowych.

Futurologia przyspiesza

Chodzi o coś poważniejszego niż o zmniejszanie intensywności pracy czy o najkorzystniejszą dla pracodawców wydajność pracowników. Chodzi o początek nowej epoki, której nadejście dawno przewidywali futurolodzy - o problem niemożności utrzymania w gospodarce naturalnego bezrobocia (głównie bezrobocia dobrowolnego). Futurolodzy słusznie sądzili, że poziom bezrobocia będzie musiał wzrastać z powodu robotyzacji, czyli - jak możemy wyrazić to dosadniej - zastępowania siły roboczej pracownikami sztucznymi. W praktyce zwiększanie stopnia robotyzacji jest określane jako wprowadzanie zautomatyzowanych linii produkcyjnych. To właśnie one poważnie zmniejszają zapotrzebowanie na pracę żywą.

Futurolodzy mieli pokusę proponowania recepty na nieunikniony wzrost bezrobocia w postaci stałego zwiększania działalności charytatywnej społeczeństwa, a przede wszystkim państwa. Niedostatecznie uświadamiali sobie fakt, że kapitaliści będą w gruncie rzeczy oczekiwali przekształcania się dawnych pracowników w konsumentów, lecz o  sile nabywczej gwarantującej możliwości ciągłego wzrostu popytu, a nie sprowadzania go do rozmiarów generowanych przez zubożałe społeczeństwo o dochodach mających zapewniać mu tylko biologiczne przetrwanie. Kto bowiem będzie mógł pobudzać popyt umożliwiający wzrost dynamiki produkcji i płynących z niej zysków? Wagę tego pytania, jak i piętrzących się trudności rozwoju gospodarczego po wybuchu ostatniego kryzysu, umacnia trwałość jego skutków nakładających się na prognozowany od dawna wzrost bezrobocia "futurologicznego". Wspomniana recepta w postaci działalności charytatywnej musiałaby jednak oznaczać przelewanie z pustego w próżne w miarę ubożenia społeczeństwa.

Jak dowodzą doświadczenia ostatnich lat, warstwa kapitalistów działających w sferze realnej gospodarki musi się liczyć z narastającymi trudnościami ze strony swoich rynków zbytu i swojego personelu pracowniczego poddanego presji pogarszających się warunków zarobkowania i skłonnego do nastrojów buntowniczych z tytułu zagrożenia utratą pracy. Dodatkowe problemy przedsiębiorców wynikają ze sfery bankowej w zakresie niepewnego lub niekorzystnego kredytowania. Tego typu kłopoty właścicieli kapitału nie dotykają bezpośrednio potentatów finansowych osiągających olbrzymie dochody ze swojej dominującej pozycji wśród uczestników rynków finansowych oraz z udziału w operacjach rynku pochodnych instrumentów finansowych. Rynek ten, ze swym potencjałem 700 bln dol. podstawowej wartości w formie derywatów, czyli instrumentów o charakterze podróbek kapitału, nazywanych aktywami toksycznymi, stanowi ekonomiczny wulkan, który po wybuchu w 2008 r. rozwija się nadal jako wulkan uśpiony, napędzany obiegiem wirtualnych dolarów, wytwarzanych w wyniku stosowanej zasady "dług rodzi pieniądz".

W takich okolicznościach powstają przesłanki do przyjęcia hipotezy, że kapitał jako czynnik produkcji sam sobie zagraża. Dzieje się tak, pomimo że głównym źródłem patologii rynków finansowych była wadliwa polityka mieszkaniowa i deregulacja w czasach prezydenta Clintona oraz polityka pieniężna Stanów Zjednoczonych oparta na ideologii neoliberalnej i szkodliwym interwencjonizmie banku centralnego. Dwa pozostałe czynniki produkcji, tj. praca i usługi państwa, są nadal zdominowane przez kapitał, od którego powinien wyjść zdecydowany sygnał radykalnych zmian systemowych, do czego powinny też skłaniać przedsięwzięcia protestacyjne ruchu oburzonych. Poniżej przedstawiam w zarysie hipotetyczny projekt takich zmian.

Dwuzmianowa praca

W gospodarce światowej występują ogromne niewykorzystane zasoby majątku produkcyjnego oraz wielkie wolne zasoby wykwalifikowanej siły roboczej. Ten potencjał aż się prosi o stworzenie systemowych warunków do racjonalnego wykorzystania i do zmniejszenia zagrożeń kryzysowych tkwiących w obecnym systemie gospodarki światowej.

W celu stworzenia możliwości trwałego eliminowania bezrobocia przewyższającego poziom bezrobocia naturalnego należy obniżyć dzienny wymiar pracy do sześciu godzin. Zwiększy to też szanse zatrudniania powracających emigrantów oraz następnych pokoleń pracowników bez istotnego zwiększania bezrobocia aż do następnego etapu względnego nadmiaru podaży na rynkach pracy. Koszty ekonomiczne tych przedsięwzięć powinny być rozłożone po równo na pracodawcę, pracownika i państwo oraz potraktowane jako specyficzne inwestowanie w przyszłość przez każdą ze stron. Poziom tego inwestowania wynikałby z równowartości 2 godzin pracy pracownika podzielonej po 1/3 na każdą stronę. Pracownik ma więc za 6 godzin pracy wynagrodzenie dotychczasowe, lecz w wysokości takiej, jaka była należna za 7 i 1/3 godziny. Pracodawca pokrywa następną część wynagrodzenia poprzedniego za 2/3 godziny, a państwo obniża podatek wobec firmy o wartość pozostałą, czyli równą poprzedniemu wynagrodzeniu pracownika za 2/3 godziny.

Uruchomienie drugiej sześciogodzinnej zmiany, głównie w przedsiębiorstwach produkcyjnych, umożliwia zaoferowanie znacznej części pracowników pierwszej zmiany dodatkowego zatrudnienia, np. 3 godziny na drugiej zmianie, co oznacza, iż nadrobią oni z nadwyżką poprzednie swoje wynagrodzenie ośmiogodzinne. W takich przypadkach na pozostałe 3 godziny drugiej zmiany mogliby być zatrudniani nowi pracownicy na pół etatu. Umowy śmieciowe zamiast etatowego zatrudnienia powinny być wyeliminowane. Firmy, które już funkcjonują na dwie zmiany po 8 godzin, mogą pracować na 3 zmiany po 6 godzin, jeśli istnieją ku temu warunki. Wtedy potencjalny wzrost produkcji wynosiłby 12,5 proc.

Dla firmy wprowadzającej dwie zmiany zamiast jednej powstaje możliwość zwiększenia produkcji o 50 proc., jeśli liczyć w proporcji do zmiany funkcjonowania zakładu z 8 do 12 godzin. Produkcja może spotkać się z większym popytem dzięki wzrostowi płac w całej gospodarce, a także możliwości zwiększenia popytu ze strony sektora świadczeń socjalnych towarzyszących wzrostowi funduszu płac i dodatkowych wydatków socjalnych państwa możliwych w wyniku powiększenia dochodu narodowego. Ponadto mogą powstawać korzyści z tytułu rosnącego eksportu.

Państwo może w stosunkowo krótkim czasie zostać zasilone w dochody podatkowe z tytułu wzrostu produkcji przedsiębiorstw oraz wzrostu zatrudnienia. Może więc wychodzić z nadmiernego zadłużenia publicznego, a także uwalniać się od przesadnej zależności od rynku i oczyszczać działalność swoich instytucji z obciążeń wynikających z osłabienia i patologii o charakterze kryzysogennym stwarzającym prawdopodobieństwo występowania nierównowagi gospodarki w przyszłości. Społeczeństwo jako całość mogłoby odzyskać utracone w dużym stopniu zaufanie do właścicieli kapitału zarówno finansowego, jak i reprezentującego sektor przedsiębiorstw zmuszanych obecnie do ratowania się przed bankructwem przedsięwzięciami obniżającymi standard zatrudnienia i poziom płac. Wdrożenie takiej koncepcji mogłoby się odbywać w ramach prac trójstronnego organu pracodawców, pracowników i państwa. Negatywne doświadczenia Francji z wieloletniej realizacji pomysłu skrócenia dnia roboczego nie powinny być uznawane za dyskwalifikujące samą ideę. Francji chodziło bowiem o budowanie socjalizmu, a nam chodzi o ratowanie kapitalizmu, więc zasady projektu i sposób jego wdrażania muszą być inne.

Poziom bezrobocia będzie musiał wzrastać z powodu robotyzacji. To właśnie automaty już poważnie zmniejszają zapotrzebowanie na naszą pracę

@RY1@i02/2014/128/i02.2014.128.000002000.803.jpg@RY2@

Marian Guzek profesor ekonomii Uczelni Łazarskiego w Warszawie

Marian Guzek

profesor ekonomii Uczelni Łazarskiego w Warszawie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.