Bogaty Zachód lubi protekcjonizm
Poseł Janusz Korwin-Mikke wzbudził spore emocje pierwszym wystąpieniem w europarlamencie, domagając się osądzenia i ukarania winnych przekrętu zwanego walką z globalnym ociepleniem. Przy tej okazji przypomniano mu, że istnieje konsensus naukowców w sprawie tego zjawiska i jego antropologicznych korzeni. Dlatego rozsądniejsi przeciwnicy walki z globalnym ociepleniem uciekają się do argumentów ekonomicznych. Pierwszy, że koszt takich działań jest za wysoki jak na nasze możliwości. I drugi, że dopóki istnieją Chiny, które zarzucają smogiem nie tylko swój kraj, lecz także całą planetę, niweczy to plany Europy, jeśli ta chce działać w pojedynkę. Jednak to właśnie Państwo Środka może być krajem z kluczem do rozwiązania obu tych problemów. Do takiej wersji przekonuje Michael Sankowski na blogu Monetary Realism.
Wyobrażenie Chin jako koszmaru ekologa jest jak najbardziej zgodne z rzeczywistością. Ten kraj 70 proc. swej energii pozyskuje z węgla, a zdjęcia okrytych smogiem miast to nie fotomontaż. Nawet autorytarne władze w Pekinie nie mogą już tego lekceważyć, stąd myślą nad umasowieniem nowego, czystego źródła mocy - energii słonecznej. Pierwszą reakcją może być niedowierzanie, bo energia słoneczna kojarzy się z czymś drogim. Jednak w Chinach energia pozyskiwana z węgla wcale nie jest tania, zwłaszcza że coraz większa jego część musi być importowana. Rząd jest zmuszony subsydiować swoje firmy na kwoty nawet 600 mld dol., bez czego, jak przekonuje profesor Usha Haley, wiele z nich nie byłoby w stanie przetrwać. Koszt uczynienia energii słonecznej tańszą niż węglowa w ciągu czterech lat ma wynieść według Sankowskiego bilion dolarów, czyli raptem tyle, co suma dwuletnich subsydiów dla sektora przemysłowego. Część kosztów została już poniesiona i to Chiny są liderem w produkcji paneli słonecznych. Energia słoneczna, spośród wszystkich źródeł energii, zapewnia dziś Chińczykom jedynie kilka procent. Sprawienie, że będzie źródłem najtańszym, doprowadzi jednak do rewolucji na tym rynku i do zarzucenia nowych energii węglowych na rzecz energii słonecznej.
Skoro to Chiny wezmą na siebie koszty umasowienia energii słonecznej, może to pogodzić zielonych i antyzielonych na Zachodzie. A jednak UE i USA rękami i nogami bronią się przed chińskimi panelami. Tylko w zeszłym miesiącu USA uszczelniły i podwyższyły cła na ten towar, a UE oskarża Chiny o łamanie minimalnej ceny ich sprzedaży. Może więc taki wolnorynkowiec jak JKM powinien zmienić płytę. Zamiast atakować UE za podwyższanie ceny energii i walkę z dwutlenkiem węgla, niech atakuje ją za protekcjonizm, hamujący import taniej, zielonej energii z jego ulubionych, pędzących naprzód Chin.
@RY1@i02/2014/128/i02.2014.128.00000200a.802.jpg@RY2@
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu