Czas szemranych ustaw. Prezes NBP nie ma racji
Szemrane propozycje zmiany ustawy o NBP oraz o powołaniu rady ds. ryzyka systemowego (RRS) nie postulują zarówno rozwiązań powszechnie stosowanych w Europie, jak i indywidualnie zalecanych Polsce. Wręcz przeciwnie. Zmiany tworzone z inspiracji prezesa Marka Belki, a prowadzone przez Ministerstwo Finansów, zawierają pomysły daleko odbiegające od standardów mających budować i chronić niezależność banku centralnego w gospodarce rynkowej. Są również ryzykowne z punktu widzenia przejrzystości i odpowiedzialności w relacjach pomiędzy rządem, nadzorem finansowym i bankiem centralnym. Stwarzają zagrożenie dla upolitycznienia banku centralnego, a w długim okresie generują ryzyko dla stabilności sektora finansowego, zamiast je obniżać.
Kluczowa kwestia w ustawie o NBP ma umożliwić zakup długu publicznego przez NBP w niedopowiedzianych sytuacjach kryzysowych. Proponowane zmiany mają ominąć nie tylko krajową konstytucję, lecz także ustalenia z UE. W praktyce nadaje to prezesowi banku centralnego glejt do solowego kupczenia z decydentami politycznymi (zarówno ze stroną rządową, jak i opozycją). Subiektywne są stwierdzenia, że operacje mogą odbywać się na "rynku wtórnym", "nie mogą pośrednio finansować sektora publicznego" oraz mają być "dokonywane w celu stabilizacji krajowego systemu finansowego". Po pierwsze zapisy ustawowe próbują ominąć Radę Polityki Pieniężnej w tym procesie, nadając prerogatywy zarządowi, czyli de facto prezesowi (wszak to z jego rekomendacji powoływani są członkowie zarządu). Inna kwestia to zakres i instrumenty pomocy w sytuacjach kryzysowych. Otóż doświadczenia ostatniego kryzysu pozwoliły wypracować adekwatne rozwiązania stabilizujące. Tymczasem proponowane zmiany będą prowadzić do politycznego zaangażowania się NBP. Oprócz kwestii długu publicznego podejmowana jest próba zmian w składzie RPP. Nie tylko kontrowersyjna jest chęć jej zmiany, lecz także sposób. Czy obecna RPP instytucjonalnie działa źle? A po wtóre, czy ta w nowej formule gwarantowałaby znaczącą poprawę? W rezultacie liczba członków RPP w latach 2015-2020 wahałaby się od siedmiu do 13, aby docelowo osiągnąć poziom 10 osób (czyli tyle, ile dziś). Jednocześnie sposób realizacji tego postulatu wygląda na próbę znalezienia miękkiego lądowania dla przerostów kadrowych w zbliżającym się okresie zwiększonej niepewności politycznej.
Przewrotne wydaje się również "zainteresowanie" prezesa NBP wyrwaniem nadzoru makroostrożnościowego z KNF. Prezes Marek Belka przez prawie cztery lata swojej kadencji nie uczestniczył w żadnym posiedzeniu KNF, delegując swoich zastępców (zgodnie z ustawą o nadzorze nad rynkiem finansowym, art. 5: "W skład Komisji wchodzą [...] prezes Narodowego Banku Polskiego albo delegowany przez niego wiceprezes Narodowego Banku Polskiego [...]"). Formuła działania KNF nie neguje, a wręcz zachęca do przygotowywania i/lub postulowania o przygotowanie rozwiązań/instrumentów makroostrożnościowych przez bank centralny i omawianie ich na posiedzeniach Komisji. Niemniej bez odpowiedzi pozostaje osobista pasywność prezesa NBP, aby wykorzystywać tę ścieżkę.
Na tym jednak nie koniec. Poważne wątpliwości budzi, że w projekcie ustawy o nadzorze makroostrożnościowym zdecydowano się zawrzeć implementację unijnych regulacji dotyczących wymogów kapitałowych i płynnościowych wobec instytucji kredytowych: dyrektywy CRD IV i rozporządzenia CRR. Dobrze byłoby poznać uzasadnienie dla takiego kroku. Na razie połączenie tych dwóch spraw powoduje, że mówi się o pilności uchwalenia ustawy - z powodu konieczności szybkiej implementacji unijnych regulacji CRD i CRR (notabene i tak tradycyjnie z opieszałością implementowanych przez Ministerstwo Finansów). Podejście takie nie tylko miesza różne problematyki, lecz wywiera także presję na przyjęcie ustawy o wątpliwej potrzebie RRS pod pretekstem mijających terminów implementacji unijnych.
Mimo że w sprawie regulacji unijnych rzeczywiście jesteśmy spóźnieni, to i tak wpadamy w pułapkę, że nie były one przedmiotem poważnej dyskusji, w szczególności w obszarze adekwatności rozwiązań ze względu na wielkość i ryzyko generowane przez różne grupy podmiotów. W rezultacie na rynku krajowym może dojść do relatywnego polepszenia reguł gry dla dużych podmiotów kosztem tych najmniejszych, u nas przede wszystkim banków spółdzielczych.
Ostatni kryzys finansowy obnażył utopię idei samoregulacji sektora finansowego. Z drugiej strony stworzony i funkcjonujący w Polsce system niezależności polityk: fiskalnej (Ministerstwo Finansów), monetarnej (NBP) i ostrożnościowej dla sektora finansowego (KNF) przyniósł wybitnie korzystne rezultaty w latach 2008-2011. W najwyżej rozwiniętych państwach grupy G20 bezpośrednia pomoc publiczna dla instytucji finansowych w czasie kryzysu lat 2008-2009 wyniosła 3,7 proc. PKB z 2008 r. W Polsce hipotetycznie byłaby to kwota około 47 mld zł. Tymczasem w Polsce od 2006 r. nie upadła żadna nadzorowana instytucja finansowa. Co więcej, żaden z nadzorowanych podmiotów nie musiał się zwracać do państwa z prośbą o udzielenie pomocy ze środków publicznych. Tym bardziej w tym kontekście zastanawiająca i wątpliwa jest propozycja paprania przez prezesa NBP w dobrze funkcjonującym systemie rozwiązań prawnych i instytucjonalnych.
Zmiany inspirowane pomysłami Marka Belki mogą zagrażać stabilności sektora finansowego
@RY1@i02/2014/124/i02.2014.124.00000070a.803.jpg@RY2@
Stanisław Kluza były minister finansów i przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, obecnie związany z Gabinetem Cieni BCC
Stanisław Kluza
były minister finansów i przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, obecnie związany z Gabinetem Cieni BCC
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu