Pierścień Gygesa
W "Państwie" Platona można przeczytać bardzo ciekawą historię pierścienia Gygesa. Jest to pierścień może nie tak potężny jak ten, który Frodo niósł w czeluści Mordoru, ale dzieli z nim jedną przydatną moc: moc czynienia właściciela niewidzialnym. Dlaczego przydatną? Gyges np. skorzystał z niewidzialności w całkiem sensowny sposób: uwiódł królową, zabił króla i sam został władcą. Ach, mieć taki pierścień. Raz-dwa i nie ma cię - możesz zostać królem albo (w przypadku mniejszych ambicji) kraść jabłka ze straganu, podstawiać nogi zamyślonym przechodniom, zapobiec trzepaniu gabinetu dentystycznego swojej żony przez skarbówkę. Wszystko zupełnie bezkarnie.
U Platona historię pierścienia opowiada niejaki Glaukon i stawia taką oto tezę: jeśli weźmiemy dwóch ludzi, jednego sprawiedliwego, honorowego i wspierającego schroniska dla kotów, a drugiego nikczemnika, co te koty kopie, i damy im po takim pierścieniu, to obaj schronieni przed spojrzeniem świata panowie okażą się tak samo wredni. Nikomu, mówi Glaukon, nie uda się pozostać dobrym, jeśli jest bezkarny. Czyny sprawiedliwego będą identyczne z czynami niesprawiedliwego, jeśli nikt na nich nie patrzy. Za zasłoną niewidzialności wszyscy będziemy królobójcami. Dlaczego? Bo taki już jest człowiek, że jego moralność ma źródło w kontroli społecznej, a nie płonącym mu w duszy wiecznym ogniu boskim.
Są co prawda doniesienia o rychłym wejściu na rynek cudownych zegarków Apple, ale nawet Tim Cook jeszcze nie wymyślił pierścienia niewidzialności - dlatego wszyscy wiedzą, że dziś jeszcze całkowicie przed okiem ludu ukryć się nie można. Są jednak chwile, w których czujemy się mniej albo bardziej niewidzialni. Ukryci pod prysznicem dłubiemy sobie w nosie. Na własne podwórko człowiek wyjdzie w starych gaciach, kopnie kota, rzuci mięsem. W pracy jednak pojawi się już w garniturze, nosa nawet się nie dotknie, a kota szefa czule pogłaszcze. I tak dalej — im więcej spojrzeń, tym człowiek lepszy, ładniejszy, cnotliwszy. Podobno wystarczy powiesić zdjęcie ludzkich oczu nad puszką na datki dobroczynne, żeby ofiarowane sumy natychmiast wzrosły. Jeśli Glaukon miał rację, to nie ma w tym niczego dziwnego; ot, natura ludzka. Dobro nasze jest sumą spojrzeń.
Glaukona nie zdziwiłyby na pewno nagrania opublikowane przez tygodnik "Wprost" - jest tam kilka mniej lub bardziej bulwersujących rzeczy, ale uczestnicy spotkań sądzili, że są chronieni czymś w rodzaju grupowego pierścienia Gygesa. W takiej sytuacji każdy sprawiedliwy robi się trochę niesprawiedliwy, a każdy dobry bardziej zły. Własny interes wygląda nieśmiało zza interesu publicznego i zaczyna go lekko podduszać, a boskie światło moralności musi nieco zblednąć. Jeśli chcecie mieć dobry rząd, nie spuszczajcie go z oka, powiedziałby Glaukon. A jeśli rząd chce przetrwać, niech wie, że widać go zawsze i wszędzie. Niech zinternalizuje zewnętrzne spojrzenia i nosi je w sobie, tak w toalecie, jak i na konferencji prasowej. Niech Wielki Brat zamieszka w każdej duszy i nigdy jej nie opuści. Bo cały widz z moralnością polega na tym, żeby nikt nigdy nie był tak naprawdę sam. Niech taśmy będą wszędzie, a zapanuje pokój.
Ale to Glaukon by tak powiedział. Bo Sokrates, mentor Platona, w "Państwie" wcale się z Glaukonem nie zgadza. Mówi, że ktoś prawdziwie sprawiedliwy nie musi się bać spojrzeń, bo bycie porządnym człowiekiem jest samo w sobie nagrodą i wyzwoleniem, nawet jeśli ma się na palcu pierścień Gygesa. (Może dziś dałby nam za przykład Harry’ego Pottera, który płaszcz niewidzialności wykorzystywał głównie do walki ze złym Voldemortem, a nie do obalenia dyrektora szkoły). Widać więc, że interpretacja afer taśmowych wszelkiego rodzaju zależy od tego, jakie jest nasze rozumienie ludzkiej natury. Jeśli zgadzamy się z Glaukonem, że normalne jest zło za kulisami, możemy wybaczyć i dalej wierzyć w sensowną personę polityczną ofiar nagrań. Jeśli zaś stoimy po stronie Sokratesa, wiemy, że prawdziwa cnota jest odporna na płaszcze i pierścienie. Wtedy potknięcia taśmowe stawiają pod znakiem zapytania całość charakteru nagranych. Więc jak? Gdzie siedzi moralność? W spojrzeniach czy w duszy?
@RY1@i02/2014/118/i02.2014.118.00000150a.802.jpg@RY2@
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu