Końca władzy nie zaakceptują ani rządzący, ani rządzeni
Podobno prezydent Barack Obama wygrał jakiś prześmiewczy konkurs na najmniej wpływowego człowieka w Ameryce. Rzeczywiście, lista jego nie-dokonań jest długa i obejmuje między innymi: reformę systemu opieki zdrowotnej, likwidację więzienia w Guantanamo czy położenie kresu ludobójstwu w Syrii. Podobne zarzuty można dziś łatwo formułować w stosunku do niemal wszystkich osób pełniących funkcje przywódcze i sprawujących władzę nad wielkimi i złożonymi organizacjami. Wystarczy przypomnieć bezsilność Watykanu wobec pedofilii w Kościele, bezskuteczne próby odwrócenia spadku wartości takich gigantów jak Kodak, Nokia czy Motorola, przede wszystkim jednak niekończący się festiwal niespełnianych obietnic wyborczych składanych przez kolejne rządy sprawujące władzę w krajach demokratycznych. Zjawisko jest na tyle powszechne, że trudno jest przypisywać je wyłącznie osobistym ułomnościom osób sprawujących władzę, tym bardziej że wiele z nich słusznie uchodzi za jednostki wybitne.
Amerykański politolog Moises Naim w książce wydanej w zeszłym roku określa to zjawisko mianem końca władzy i analizuje jego uwarunkowania. Należy ich szukać w dynamice współczesnych demokracji oraz współczesnych systemów rządzenia i zarządzania. Charakteryzują się one przeważnie uzasadnionymi i słusznymi, a ponadto rosnącymi, uprawnieniami wszelkiego rodzaju mniejszości o poglądach, preferencjach i interesach odmiennych od reprezentowanych przez większość społeczności czy ekspertów, a w konsekwencji przez ośrodki władzy. Niekiedy są to grupy ekonomicznie i prestiżowo uprzywilejowane, jak np.: piloci w liniach lotniczych, zawodowi sportowcy, górnicy, nauczyciele akademiccy czy urzędnicy państwowi, a w korporacjach kadra menedżerska średniego szczebla. A niekiedy wręcz odwrotnie - są to osoby niepełnosprawne, wyzyskiwani pracownicy sezonowi lub kontraktowi. Odpowiednio korzystając z przysługujących im praw, są oni w stanie skutecznie blokować zamiary ośrodków kierowniczych, które zmuszane do ustępstw na jednych polach, np. socjalnych, rezygnują z deklarowanych ambicji na innych, np. rozwojowych. Sprzyjają temu coraz bardziej skomplikowane i niejednoznaczne systemy prawne, które sprawiają, że "dobry prawnik jest w stanie wygrać z prawem", opóźniając i zakłócając egzekucję prawa, a organizacje podlegające regulacji, np. instytucje finansowe, przejmują w praktyce kontrolę nad regulatorami, np. nadzorem finansowym. Procesy rządzenia i zarządzania są więc obarczane coraz większymi dozami niepewności, które narastają kumulatywnie z okresu na okres w miarę rozrostu i komplikowania się systemów, np. zachodzenia na siebie regulacji narodowych i ponadnarodowych. Wielkie systemy, takie jak państwa narodowe czy korporacje, ulegają nieuchronnie decentralizacji, a niekiedy wręcz dekompozycji na mniejsze jednostki, np. samodzielne regiony, centra zysku czy filie. Korzystają one z niemałych uprawnień i faktycznej autonomii, które sprawiają, że realizacja wspólnej linii zostaje obarczona coraz większą dozą niepewności. Efektem jest coraz krótsza piłka w rządzeniu i zarządzaniu: wypieranie długofalowych strategii i polityk przez doraźne reakcje na trudne do przewidzenia wymuszenia.
Przyczyną nieskuteczności władzy jest też to, że życie społeczne i polityczne w coraz większym stopniu opiera się na emocjach. Wynika to z przemian społecznej komunikacji, w której dominują obrazy i sugestywne krótkie komunikaty. Z jednej strony są to emocje konsumentów, którzy pragną kolejnych dóbr i usług, z drugiej obywateli, którzy na podobnej zasadzie ulegają emocjonalnym perswazjom konkurujących ze sobą i zwalczających się ugrupowań politycznych. Emocje te przenoszą się w czasie rzeczywistym do powszechnie i łatwo dostępnej przestrzeni wirtualnej, gdzie toczą się "prawdziwe" kampanie i bitwy, coraz bardziej oderwane od rzeczywistości. Ich wyniki są trudne do przewidzenia i coraz trudniej jest nimi sterować. Koalicje i ruchy społeczne, jak np. "oburzeni" czy "piraci", stają się coraz bardziej doraźne, nietrwałe i nieprzewidywalne. W atmosferze emocjonalnego napięcia i powierzchownego przekazu pojawiają się pola dla demagogów i populistów, którzy obiecują realizację świadomych i podświadomych pragnień, np. ukarania złodziei lub zaspokojenia narodowej dumy, bez oglądania się na rzeczywiste możliwości i ograniczenia oraz konsekwencje inicjowanych działań. Racjonalne rządzenie lub zarządzanie taką mieszanką świata rzeczywistego i gry komputerowej natrafia na coraz większe trudności i ograniczenia.
Końca władzy nie zaakceptują na dłuższą metę ani rządzący, ani rządzeni. Nieuchronnie czekają nas więc radykalne zmiany i innowacje zarówno w sferze rządzenia, jak i zarządzania. Można się spodziewać, że będą one polegały na akceptacji i oswojeniu niepewności.
@RY1@i02/2014/115/i02.2014.115.00000120a.802.jpg@RY2@
Andrzej K. Koźmiński prezydent Akademii Leona Koźmińskiego
Andrzej K. Koźmiński
prezydent Akademii Leona Koźmińskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu