Końca władzy nie zaakceptują ani rządzący, ani rządzeni
Podobno prezydent Barack Obama wygrał jakiś prześmiewczy konkurs na najmniej wpływowego człowieka w Ameryce. Rzeczywiście, lista jego nie-dokonań jest długa i obejmuje między innymi: reformę systemu opieki zdrowotnej, likwidację więzienia w Guantanamo czy położenie kresu ludobójstwu w Syrii. Podobne zarzuty można dziś łatwo formułować w stosunku do niemal wszystkich osób pełniących funkcje przywódcze i sprawujących władzę nad wielkimi i złożonymi organizacjami. Wystarczy przypomnieć bezsilność Watykanu wobec pedofilii w Kościele, bezskuteczne próby odwrócenia spadku wartości takich gigantów jak Kodak, Nokia czy Motorola, przede wszystkim jednak niekończący się festiwal niespełnianych obietnic wyborczych składanych przez kolejne rządy sprawujące władzę w krajach demokratycznych. Zjawisko jest na tyle powszechne, że trudno jest przypisywać je wyłącznie osobistym ułomnościom osób sprawujących władzę, tym bardziej że wiele z nich słusznie uchodzi za jednostki wybitne.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.