Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Potrzeby rosną, możliwości się kurczą

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

To, co najbardziej doskwierało Polakom w minionym 25-leciu, to brak wsparcia społecznego. Musieliśmy wszyscy być bardzo zaradni, by podołać przemianom. Kto nie dawał rady - przepadał, gorzej, że często razem z rodziną. Pomoc społeczna była iluzją, ponieważ kwoty przewidywane na te cele nie pokrywały nawet minimum potrzeb.

Od paru miesięcy sytuacja zaczyna się trochę zmieniać. Medialne przekazy, wypowiedzi lokalnych włodarzy i przedstawicieli rządu wydają się ciut przychylniejsze dla tych, którym trudnej egzystować z przyczyn ekonomicznych, zdrowotnych czy ze względu na miejsce zamieszkania oddalone od rynku pracy. Zauważam w tym dużą rolę samorządów. To od nich zaczęła się choćby akcja wspomagania dużych i z tego powodu często ubogich rodzin, podjęta teraz na poziomie krajowym.

Do niedawna w zakładach pracy, urzędach, a także w medialnych przekazach za niedościgły wzór stawialiśmy singli, którzy wprawdzie dzieci nie mieli, ale za to rzadziej się spóźniali do pracy czy mogli popracować do późna. Nie zastanawialiśmy się, że dzieci są potrzebne, żeby gospodarka się rozwijała, żeby miał kto zarobić na naszą starość i żeby było na kogo wydawać ciężko zarobione pieniądze. Ważniejsze były i niekiedy są jeszcze akcje niechętne rodzinom, spychające je na margines. W związku z tym ci, którzy myślą o przyszłości nie tylko swojej (bo pewnie korzystniej byłoby odkładać pieniądze na starość do skarpety), lecz także całego kraju, są na marginesie ekonomicznym. I wiele wskazuje, że karty dużych rodzin - pomyślane tak jak obecnie - nie zmienią sytuacji. Te rozwiązania, z których wynikają codzienne korzyści, działają tylko lokalnie. Student z Ostrołęki, nawet z najlepszymi ocenami, nie dostanie w stolicy biletu za 99 zł rocznie, bo nie tu jego rodzice odprowadzają podatki. Jeśli taka rodzina ma więcej zdolnych latorośli, to może zbankrutować. A ja wcale nie zamierzam namawiać samorządowców do rozszerzania przywilejów, bo przecież ich obowiązkiem jest dopięcie budżetu. Nie da się go w nieskończoność rozciągać i żyć z pożyczek.

Demografia, a raczej gwałtowne zmniejszanie się liczby Polaków, nie wróży dobrze samorządowym finansom. Na spektakularny wzrost nie ma co liczyć, nawet przy niezłej koniunkturze gospodarczej. Co więc zrobić, żeby żyło się lepiej? Odpowiedź tylko z pozoru jest prosta. Lepiej gospodarować tym, co się ma. A na to składają się tysiące drobnych czynności. Od usprawnienia działalności administracji (za czym powinno iść zmniejszenie liczby urzędników), przez możliwość załatwienia urzędowych spraw z domu nie tylko internetowo, lecz także przez telefon, aż po dbałość każdego urzędnika o codzienne sprawy, takie jak choćby prawidłowe ustalenie wadium w przetargu. Bo nie tylko spektakularne działania rządu, lecz także jakość życia lokalnego zadecydują o tym, czy mieszkamy nad Narwią, Sołą lub Wartą, czy też wybieramy wygodniejsze życie nad Renem, Loarą lub Tamizą.

@RY1@i02/2014/112/i02.2014.112.088000100.802.jpg@RY2@

Zofia Jóźwiak redaktor prowadząca

Zofia Jóźwiak

redaktor prowadząca

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.