Narodziny patologii
Wybór jest prosty: sympatyczny lekarz oraz personel pomocniczy kontra poirytowany, śpieszący się medyk i sprawdzająca coś na komórce siostra. Kafelki, flizelinowe kapciuszki i fartuszki, bidety, USG pod ręką versus ponury gabinet, przebieralnia, dobrze, jeśli z umywalką, a na badania proszę przyjść za trzy dni. Jeśli tylko kobietę stać, nie będzie się zastanawiała. Pójdzie do ginekologa prywatnie. Przyszła mama potrzebuje pewności, komfortu, serdeczności, więc je sobie kupi. I już obmyśla strategię: gdzie urodzić. Najlepiej w publicznym szpitalu: taniej, no i prywatne kliniki nie mają sprzętu ani obsady niezbędnych w razie komplikacji. Więc prywatny gabinet, ale doktor pracujący na państwowym. - U mnie to świetnie zadziałało. Za poród pierwszego dziecka zapłaciłem lekarzowi 2,5 tys. zł, za drugie już 4 tys., ale byliśmy z żoną zadowoleni - opowiada kolega. A drugi dodaje, że kiedy on "rodził" syna, ginekolog, którego jego partnerka odwiedzała 1-2 razy w miesiącu, niezwłocznie zabrał ich do pojedynczej sali. Takiej z piłką i basenikiem z wodą. - Szkoda mi było tylko innej pary, która weszła do szpitala równo z nami. Moja żona była już po wszystkim, a ci wciąż czekali na izbie przyjęć. Ona wyczerpana, on płakał - wspomina.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.