Ile człowieka, ile komputera
Dzisiejszy dodatek zdominowały kwestie społeczne. Za kilka dni wchodzi w życie ustawa z 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (Dz.U. z 2013 r. poz. 674). Od 18 maja obowiązują znowelizowane przepisy o kombatantach i osobach represjonowanych (Dz.U. z 2014 r. poz. 496). Czyli nowe obowiązki czekają zarówno powiatowe urzędy pracy, jak i ośrodki pomocy społecznej. Regulacje o promocji zatrudnienia mają pomóc przede wszystkim grupom osób, którym najtrudniej znaleźć się na rynku pracy, czyli tym do trzydziestki i tym w wieku przedemerytalnym. Zanim taka osoba dostanie odpowiednie wsparcie, trzeba będzie ustalić, w jakim profilu powinna się znaleźć. Pomoże w tym komputerowy system Syriusz, który uzyska odpowiedzi na część pytań z sieci. Pozostałych bezrobotny udzieli na miejscu urzędnikowi. Na tej podstawie zostanie ustalony profil takiej osoby, jej "oddalenie od rynku pracy" i "gotowość do wejścia lub powrotu na rynek pracy". W zależności od tego, do której grupy trafi bezrobotny, jego doradca zaproponuje mu konkretne oferty pracy albo działania aktywizacyjne.
Im dłużej się zastanawiam, tym mniej jestem przekonana, że włączanie komputera i skomplikowanych systemów oceniania możliwości bezrobotnego uzdrowi sytuację. Wolałabym chyba, żeby dodatkowa aktywność urzędników PUP zwracała się w kierunku znajdowania zajęcia bezrobotnym. Gdy przejeżdżam przez niektóre miejscowości o wysokim poziomie bezrobocia, mam wrażenie, że panuje tam po prostu marazm. I uszeregowanie, kto ewentualnie pierwszy, a kto w drugiej kolejności może uzyskać pracę, niewiele zmieni. Bo i dla tego pierwszego jej nie ma. W innych miejscowościach włodarze i mieszkańcy aktywnie poszukują szans na wyjście z kryzysu. Pojawiają się inicjatywy wyjścia z bezdomności, sprzątania osiedli i uliczek, zakładane są spółdzielnie socjalne. Jest ubogo, ale czysto i porządnie. Mam wrażenie, że wykorzystanie szansy na lepienie pierogów, które można sprzedać w osiedlowym sklepiku lub oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów wielkim mieście, to znacznie lepsze działanie aktywizacyjne niż szkolenie np. na florystkę, w sytuacji gdy jedyna w okolicy kwiaciarnia właśnie plajtuje z braku odpowiednio zamożnych klientów. Zanim zaś bezrobotnego pośle się na kurs obsługi nowoczesnych maszyn, dobrze byłoby sprawdzić, jak sobie praktycznie radzi ze zwykłą wiertarką przy remoncie mieszkania np. dla osoby niepełnosprawnej w tej samej gminie. Wiem, na takie działania potrzebne są pieniądze. Ale na szkolenia, często e-learningowe, i systemy komputerowe też. Jestem przekonana, że wyrwanie bezrobotnego z marazmu i beznadziei w znacznie większym stopniu zależy od ludzkiego wsparcia niż komputerowych wyliczanek. I znacznie lepiej rzeczywiste chęci i zaangażowanie widać w praktycznym działaniu niż przy wypełnianiu kwestionariuszy, które usystematyzuje komputer.
@RY1@i02/2014/097/i02.2014.097.088000100.802.jpg@RY2@
Zofia Jóźwiak redaktor prowadzący
Zofia Jóźwiak
redaktor prowadzący
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu