Czym się różni menedżer od Struzika
Czasami myślę, że postulowany gdzieniegdzie pomysł, by polityk bądź urzędnik najpierw sprawdził się w biznesie, a potem dopiero brał do gospodarowania publicznymi pieniędzmi, nie jest taki całkiem bez sensu. Bo weźmy takiego menedżera czy prezesa dużej firmy prywatnej. Co robi, gdy budżet mu się sypie, bo kontrahent nie zapłacił, koniunktura się pogorszyła albo rząd podniósł podatek? Zakasuje rękawy i działa. Szuka dodatkowych wpływów, oszczędza, reorganizuje, rewiduje plany ekspansji. Jednym słowem: walczy. Bo musi. Gdyby zamiast tego przesiadywał u właściciela, skarżąc się, jak to bardzo ma źle, jak niesprzyjające są warunki i generalnie to niewiele da się zrobić, pewnie szybko straciłby robotę. Bo nie od tego jest.
A taki urzędnik? Nie przymierzając - marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik? Chodzi i jojczy. Że źle, że skandal, że polityczna zemsta. Tyle właśnie zrobił, gdy rząd mu komornikiem przypomniał, że musi płacić janosikowe. A mógłby choćby przejrzeć listę zatrudnienia. W 2000 roku urząd mazowiecki miał 307 pracowników, pod koniec 2013 - 1063. Nie wiem, czy wszyscy pracują efektywnie, ale jestem przekonany, że nie wie tego także marszałek Struzik. Bo jest politykiem, a nie menedżerem.
@RY1@i02/2014/073/i02.2014.073.000000200.802.jpg@RY2@
Andrzej Andrysiak zastępca redaktora naczelnego
Andrzej Andrysiak
zastępca redaktora naczelnego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu