Z gęsią po kweście
Ach, te czasy, kiedy człowiek się nie fiksował na pieniądzach, tylko dawał gęś, a ktoś mu za to orał swoim wołem pole albo odprawiał mszę w intencji... i tak ręka rękę myła. Albo te miejsca, takie jak Triobrandy, które opisał Malinowski, nasz wielki antropolog, gdzie jedni drugim dają prezenty, a potem karma do nich wraca, bo ci inni też im coś fajnego w zamian dadzą i tak w kółko, bez sięgania do portfeli. Jeśli ktoś tęskni za taką bezgotówkową wymianą, to są dobre wieści: w XXI w. znów coraz chętniej toczy się ona bez naruszania zawartości kont. Tylko z jakiegoś powodu tu i teraz wygląda to trochę mniej fajnie.
"Niestety, nie możemy panu zapłacić, ale docieramy do 13 mln czytelników miesięcznie" - to cytat ze słynnego w dziennikarskim świecie e-maila od magazynu "The Atlantic" do niejakiego Nate’a Thayera, doświadczonego publicysty. Thayer napisał dobry tekst, magazyn go chciał na stronę, ale nie chciał się pozbywać pieniędzy; za to mamił autora perspektywą potencjalnych czytelników (Thayer zaprotestował, opublikował korespondencję z pismem i dodał, że nie będzie generował jeszcze większych przychodów medialnym imperiom, skoro nie ma czym nakarmić dzieci - ale tysiące innych się na taki układ zgodziło). "Modelkom płacimy w ciuchach, a jak nie chcą z nami pracować, to przecież nie muszą" - to z kolei Marc Jacobs na Twitterze, w oparach skandalu, który wybuchł, gdy pracująca u niego po 20 godzin na przymiarkach modelka napisała na blogu, że za pracę dostała torby. Torby były ładne, ale podobno nie dało się ich zjeść. "Nie przyjechaliście tu po to, żeby opływać w luksusy, tylko po to, żeby obcować z mądrymi ludźmi i uczyć się" - to z kolei dziekan na zebraniu doktorantów na moim wydziale, w odpowiedzi na czyjś nieśmiały kwik, że uczy się studentów, prowadzi za profesora wykłady, sprawdza prace i pisze artykuły po godzinach, a człowieka nie stać na czynsz. Praktykanci, młodzi, freelancerzy, rezydenci, naukowcy, artyści, pisarze coraz rzadziej dostają za ciężką pracę prawdziwe, rzetelne pieniądze. Płaci się im inaczej.
Jak? Obietnicą przyszłych zarobków. Możliwością zapełnienia pustej linijki w CV. Zwiększeniem szans na rynku pracy. Ekwiwalentem w znajomościach, które może się kiedyś opłacą. Tym, że ktoś cię przeczyta. Ktoś zobaczy zrobione przez ciebie zdjęcie na często odwiedzanej stronie. Prestiżem. Atmosferą mądrości i powagi, którą możesz pooddychać, żując stęchłą marchew przy doktoranckim biurku. Uciszeniem poczucia winy, bo przecież nie można być takim sknerą, żeby nie udostępnić swoich myśli internautom.Ale pola nie zaorze ci nikt, tylko obiecają, że za swoją gęś możesz kiedyś dostać własnego wołu.
Na pierwszy rzut oka opłacanie pracy perspektywami nie zawsze oburza. Ale upowszechnienie pracy bez płacy generuje trzy poważne problemy. Po pierwsze, wymiana gęsi na abstrakcję dawno przestała być zabawą dla nastolatków. Teraz dotyczy ludzi koło trzydziestki, a nawet starszych; ludzi, którzy mogą już mieć rodziny i potrzebują niezależności ekonomicznej. Po drugie, system, w którym stałą pensję z zabezpieczeniem zatrudnienia można dostać wyłącznie po latach jednostronnych ofiar z gęsi (bo nikt nas nie zatrudni bez doświadczenia), sankcjonuje klasowe status quo. Kogo stać, żeby latami harować za punkty w CV, które może kiedyś pomogą dostać dobrą pensję? Tylko tych, którzy bez kasy nie pomrą z głodu, bo pomoże im mama, tata albo dziadek. A po trzecie, taki pseudo-barter to świadectwo pewnej kultury ekonomicznej, w której wydajność firm jest fetyszyzowana do takiego stopnia, że uzasadnia coraz większe ilości bezpłatnej, niepewnej pracy. Ręka rękę myje, tylko prawa czysta, a lewa wciąż się jakoś klei.
Komentator ekonomiczny Eric Garland napisał kiedyś, małpując korporacyjny język: "Masz dopiero 28 lat. Albo 33. Przed tobą jeszcze długa kariera. Zarobisz później! Niestety, nie mamy w tym roku budżetu dla praktykantów. Użyliśmy tych pieniędzy, żeby podnosić pensje dyrektorów w tempie pięciokrotnie wyższym od wzrostu kosztów życia. Ekonomia jest przecież w strasznym stanie! Mamy co prawda coraz większe rezerwy gotówkowe i wyższe przychody. Ale jest strasznie, naprawdę!".
Jest faktycznie nie najlepiej. Ale co zrobić? Trzeba zacisnąć pasa, a potem, kiedyś, w przyszłości, po latach, być może człowiek w końcu dostanie tego wołu. A wtedy jak ciepnie tym pługiem, jak przeklnie, jak splunie i jak zrobi rewolucję...
@RY1@i02/2014/071/i02.2014.071.00000200b.802.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu