Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Wuzetka, czyli działanie bez planu

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy. To twierdzenie Kopernika sprawdza się do dziś. Przez dziesięciolecia dwudziestego wieku w Polsce obowiązywały plany zagospodarowania przestrzennego, a osiedla, zanim powstały, miały plany urbanistyczne. Wprawdzie architektura była uboga, ale osiedla budowano tak, aby ludzie mieszkający w małych klitkach mieli w miarę uporządkowane i wygodne otoczenie. Była piaskownica dla najmłodszych, huśtawki, boisko dla nieco starszych i ławeczki dla seniorów. W zgodnej z wytycznymi urbanistycznymi odległości znajdowały się sklep, szkoła i ośrodek zdrowia, a ulice bez problemu mieściły niezbyt wielką liczbę samochodów. Takie działanie nie wynikało wyłącznie z systemu, w którym wówczas żyliśmy. Nasi planiści przestrzenni byli kształceni przez dobrych specjalistów i cenieni nie tylko na krajowym rynku. Wprawdzie sadzenie zieleni osiedlowej czy przyulicznej odbywało się często w czynie społecznym, ale porządku przy domu pilnował mieszkający w nim dozorca, a i mieszkańcom spędzającym po ośmiogodzinnej dniówce czas na podwórku zależało, by na zaniedbanych z powodu oszczędności trawnikach posadzić, już bez żadnych politycznych zachęt, bzy, migdałki lub jaśminy. Dziś, gdy zaglądam na osiedla z lat 60., 70. czy 80., widzę, że nie wszędzie te sąsiedzkie więzi przetrwały, ale w wielu miejscach, mimo wciąż ograniczonych środków, nadal mieszka się przyjemnie. Bo osiedla nie są poodgradzane od innych, między blokami jest wystarczająco duża przestrzeń do spacerów, do przystanku autobusowego da się dojść w kilka minut.

Dziś poszczególne bloki lub niewielkie osiedla wciska się między istniejącą zabudowę albo stawia w polu, wszystko na podstawie wuzetek czyli warunków zabudowy. Taki sposób zagospodarowania przestrzeni zwalnia projektanta z myślenia, jak daleko jest do przedszkola czy do przychodni. Gorzej, jeśli przedszkola w sąsiedztwie nie ma, to na podstawie warunków zabudowy trudno przeforsować, by w takim miejscu powstało. Ale przecież ci, którzy kupują lokal, jeżdżą samochodami i dowiozą bliskich gdzie trzeba. Tyle tylko, że wąska lokalna droga nie pomieści mnóstwa nowych aut... A domy stoją o parę metrów od siebie, dzięki czemu lepiej wiemy, co robi rodzina z vis-a-vis niż sąsiad za ścianą.

Czy nie jest to zbyt bliskie sąsiedztwo? Nie, budujemy w zgodzie z przepisami - odpowiada deweloper. I chwali, że osiedle jest ogrodzone, bo na otwartym strach mieszkać, przecież w wielkich miastach przestępczość stała się prawdziwą plagą. A boiska nie ma, wcale nie dlatego, że zajmuje miejsce, tylko dlatego, że dzieci głośno krzyczą i mogłyby powybijać szyby. Gdzie mają się więc bawić starsze dzieci? W weekend można je zabrać na starówkę albo za miasto. A resztę tygodnia nawet bez zachęt ze strony rodziców spędzą przed komputerem. Na to warunki pozwalają.

@RY1@i02/2014/069/i02.2014.069.088000100.802.jpg@RY2@

Zofia Jóźwiak redaktor prowadzący

Zofia Jóźwiak

 redaktor prowadzący

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.