Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Kapitalizm drobnego druku

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 53 minuty

Wielki socjolog niemiecki Max Weber nieprzypadkowo połączył narodziny kapitalizmu w etyką protestancką, twierdząc, że nie mógłby on powstać, gdyby pierwszymi kapitalistami nie kierowały pewne względy światopoglądowe i etyczne każące im inwestować zarobione pieniądze, a nie wydawać je na bieżącą konsumpcję. Szczegóły argumentacji Webera nie są tutaj ważne, istotne jest coś innego: jego przekonanie, że kapitalizm narodził się nie tylko z chęci zysku, lecz także z głębokich pobudek etycznych.

Teza ta jest wiarygodna, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę również ojców założycieli tej formy gospodarowania i organizacji życia społecznego, takich jak Adam Smith czy John Locke. Uważali oni kapitalizm (gospodarkę wolnorynkową) za projekt etyczny. Miał on m.in. stanowić lekarstwo na wcześniejsze ograniczenie wolności (nie tylko wolności gospodarowania, ale wolności jako takiej) i pozwalać na swobodne realizowanie się indywidualnych planów życiowych. W tym sensie liberałowie, którzy przede wszystkim ustanawiali zaplecze ideowe dla nowej formy życia gospodarczego, postrzegali swoją działalność jako głęboko rewolucyjną i - dziś powiedzielibyśmy - emancypacyjną. Miała ona wyrwać ludzi z objęć sztywnego i niesprawiedliwego systemu zależności feudalnych, które nie pozwalały na wyzwolenie inicjatywy jednostek, blokowały kanały awansu społecznego i przyczyniały się do ogromnego marnotrawstwa ludzkich sił i talentów. Liberalizm był więc nurtem postępowym, korzystającym z najlepszych elementów ideologii oświeceniowej i dającym ludziom szansę na uzyskanie osobistego powodzenia i spełnienia.

Nic dziwnego, że wielbicielem gospodarki kapitalistycznej był nawet Karol Marx, który wyraźnie dostrzegał ów postępowy charakter kapitalizmu i jego ogromny potencjał wyzwalania ludzkiej energii i zmieniania zaskorupiałych i nader niesprawiedliwych stosunków społecznych. Nie przypadkiem pisał z aprobatą w Manifeście komunistycznym, że "dziś wszystko co stałe rozpływa się w powietrzu". I choć w żaden sposób nie uznawał on kapitalizmu za spełnienie nadziei ludzkości na lepsze życie, jednak doceniał go jako system, który na spełnienie owych nadziei kiedyś pozwoli, choćby przez to, że zapewni poziom wytwórczości pozwalający później dzielić sprawiedliwie bogactwo, a nie biedę. Nie przypadkiem też w narracji ojców założycieli Stanów Zjednoczonych tak wiele jest etycznej nadziei na lepsze czasy w Nowym Świecie, w którym własność prywatna użyta dla dobra wszystkich stanie się podstawą dobrobytu i wolności.

Zorganizowane oszustwo

Przykłady wiązania wiary w wolny rynek z wartościami etycznymi można by mnożyć. Nawet myśliciele neoliberalni, na czele z Fryderykiem, von Hayekiem oraz Miltonem Friedmanem postrzegali swoje przywiązanie do idei wolnorynkowych w perspektywie etycznej, sądząc, że projektują nie tylko najefektywniejszy, ale i najbardziej etyczny sposób gospodarowania. Tym tropem szli także polscy apologeci wolnego rynku, tacy jak Mirosław Dzielski, którzy wyobrażali sobie, że kapitalizm polski będzie realizacją pewnych ideałów etycznych. Tym bardziej że miał on uzyskać etyczne wsparcie ze strony chrześcijaństwa jako doktryny zabezpieczającej go przed wynaturzeniami, jakie pojawiły się w jego łonie już w XIX w. i zaowocowały takimi wadami jak chciwość, bezwzględność, pycha czy oschłość serca (tę ostatnią wspaniale piętnował Karol Dickens, moralista wierzący w poprawę ludzi przez apelowanie do ich sumienia). Owa nadzieja na etyczne wzmocnienie kapitalizmu etyką chrześcijańską czerpała także z przykładów wielkich kapitalistów XIX w. (przede wszystkim amerykańskich), którzy w ogromnej mierze pod jej wpływem oddawali się działalności filantropijnej, fundowali uniwersytety, szpitale, biblioteki, sale koncertowe, budowali wzorcowe osiedla dla robotników. To także w części chrześcijaństwu zawdzięczamy w ogromnej mierze różne pomysły na korektę wynaturzeń kapitalizmu, które stały się widoczne wyraźnie w XIX w. Przybrały one formę różnych ruchów mających na celu poprawienie doli robotników, wspierały idee ustanowienia państwa socjalnego i skierowania energii rynku kapitalistycznego w kierunku zaspokojenia potrzeb wszystkich warstw społecznych (świetnym przykładem tego typu podejścia były idee tzw. ordoliberalizmu, koncepcji ekonomicznej i politycznej, która stała się po II wojnie światowej podstawą koncepcji społecznej gospodarki rynkowej w Niemczech). Jeśli dodamy do tego stały nacisk na ucywilizowanie rynku kapitalistycznego płynący ze strony zorganizowanego ruchu robotniczego oraz wrażliwych społecznie liberałów (to im Wielka Brytania zawdzięcza powstanie państwa socjalnego), otrzymamy obraz sytuacji, w której kapitalizm jako pewien system gospodarowania oraz organizowania życia społecznego był poddawany ciągłej presji etycznej mającej zmusić go do tego, aby podporządkował się etycznym wymogom ograniczania krzywdy ludzkiej, niesprawiedliwości i przyczyniał do maksymalizowania dobra. Wszystko to doprowadziło do ukonstytuowania się w okresie po II wojnie światowej pewnego konsensusu wszystkich bez mała sił ideowych i politycznych, polegającego na przyzwoleniu wobec działania kapitalizmu, pod warunkiem że podporządkuje się on ważniejszym od niego samego ideałom stałego polepszania losu wszystkich osób znajdujących się w kręgu jego oddziaływania.

Konsensus ów, objawiający się przede wszystkim zgodą na istnienie państwa socjalnego, został zerwany w latach 80. XX w. w wyniku ofensywy sił skrajnych, dotąd traktowanych jak niebezpieczne ekstremum, ciekawostka ideowa, a nie poważna alternatywa dla istniejącego status quo. Siły te skupiły się pod sztandarem czegoś, co przyjęło się w Europie nazywać neoliberalizmem, zaś w Stanach Zjednoczonych - libertarianizmem. Owa, jak ją nazwał prof. Andrzej Walicki, "kontrrewolucja neoliberalna" odniosła olśniewający sukces, ustanawiając de facto hegemonię pewnego sposobu myślenia o gospodarce i państwie m.in. poprzez wmówienie wszystkim, że nie ma dlań żadnej alternatywy. Lecz zwycięstwo neoliberałów okazało się zaiste pyrrusowe, co ostatni kryzys ukazał aż nadto dobitnie. Dziś nie ulega już żadnej wątpliwości, że neoliberalizm, zamiast wzmocnić kapitalizm, doprowadził go na skraj przepaści, co powoduje, że trzeba go obecnie bronić przed nim samym. Nie to jednak mnie w tej chwili najbardziej interesuje. Dużo ważniejsze wydaje mi się dostrzeżenie, iż ów kapitalizm spuszczony ze smyczy, z jakim mieliśmy (i wciąż mamy!) do czynienia w ciągu ostatnich dziesięcioleci, doprowadził do niebywałych spustoszeń moralnych. Świadectw tego mamy aż zbyt wiele, i to zarówno u nas, jak i na świecie.

Analizy ostatniego kryzysu uwidaczniają dobitnie, iż w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat doszło do procesu ukonstytuowania się modelu kapitalizmu jako zorganizowanego oszustwa. Wszyscy próbowali oszukać i przechytrzyć wszystkich, przy czym wszelkie bariery moralne zostały rozmontowane i porzucone. Moralność przegrała z rynkiem. Kapitalizm w formie neoliberalnej ujawnił najgorsze swoje cechy i wyzwolił w ludziach, którzy go realizowali, ciemne siły. Owa degrengolada moralna kapitalizmu, najlepiej widoczna w Stanach Zjednoczonych, nie ominęła także i nas. Nie ma dnia, aby nasze media nie donosiły o przypadkach gwałcących prawo zmów cenowych, prób budowania monopoli, posługiwania się narzędziami korupcji w celu uzyskania przewagi nad innymi podmiotami gospodarczymi, nieuczciwych umów, w których to, co najważniejsze, zapisane jest drobnym drukiem w nadziei, że klient okaże się frajerem, który tego nie przeczyta; tzw. optymalizacji podatkowej, która jest niczym innym jak próbą oszukania wszystkich współobywateli płacących podatki w przekonaniu, iż w ten sposób spełniają obywatelski obowiązek; pogardy dla praw pracowniczych i maksymalizowania zysku kosztem ludzkiej krzywdy (umowy śmieciowe są tego dobrym przykładem); bezwstydnego ukrywania pod płaszczykiem zapewnienia efektywności ekonomicznej faktu potęgującego się wyzysku pracowników; wykorzystywania asymetrii informacyjnej w celu wciągnięcia ludzi w tryby działania giełdy przypominającej coraz bardziej jedną wielką piramidę finansową.

Szczególnie bolesne jest socjalizowanie młodych ludzi do kłamstwa i manipulacji przez zmuszanie ich do oszukiwania klientów. Konfrontacja idealistycznie nastawionego młodego człowieka z machiną działania instytucji, w której troska o zysk wyparła wszelkie skrupuły moralne, jest często początkiem łamania charakteru. W ten sposób dokonuje się deprawacja na wielką skalę, która przybrała dziś charakter systemowy. Przez to ostatnie rozumiem nie tylko skalę tego procederu, lecz także fakt, iż jest on uwarunkowany ogólną sytuacją hiperkonkurencji, w której jedynie te przedsięwzięcia gospodarcze mają szansę na sukces, które dostosują się do walki rynkowej nieprzestrzegającej żadnych reguł, w tym i reguł moralnych. Jeśli warunkiem utrzymania się na rynku jest stosowanie nieuczciwych chwytów, nawet najbardziej moralny przedsiębiorca czy po prostu pracownik w końcu ulegnie logice gry, w której albo się gra nieuczciwie, albo się upada, i sam zacznie grać nieuczciwie. W ten sposób demoralizacja staje się warunkiem systemowym ekonomicznego powodzenia.

Upadek nadzoru państwa

Co stało się przyczyną tej moralnej degrengolady kapitalizmu? W moim przekonaniu nie chodzi o to, że ludzie stali się dziś w jakiś istotny sposób gorsi pod względem moralnym, niż byli wcześniej. Ale o to, że poprzez wycofanie się państwa z pełnienia funkcji regulatora rynku i strażnika reguł gry, a także z powodu stopniowej eliminacji roli światopoglądu religijnego jako faktycznego, a nie tylko deklarowanego regulatora ludzkich działań, do głosu doszły najbardziej destruktywne siły tkwiące w kapitalizmie od samego początku. Jest to bowiem system niespecjalnie wrażliwy na względy moralne. Jego własna logika działania popycha go w kierunku nihilizmu. Jedynie poddanie go stałej presji zewnętrznej pochodzącej przede wszystkim ze strony państwa, lecz także takich instytucji społeczeństwa obywatelskiego, jak związki zawodowe czy Kościoły, może zmusić go do honorowania zasad moralnych i pewnej przyzwoitości w traktowaniu wszystkich, którzy znajdują się w orbicie jego oddziaływania. Najważniejsze jednak, aby szukać recepty na jego uzdrowienie nie tyle w kursach etyki biznesu, ale takim działaniu prawodawczym (systemowym), które spowoduje, iż nieuczciwość i zorganizowane oszustwo staną się po prostu nieopłacalne. Niedawne decyzje rządu amerykańskiego mające na celu dotkliwe ukaranie instytucji finansowych, które przyczyniły się do ostatniego kryzysu (przede wszystkim banków i agencji ratingowych), znamionuje uświadomienie sobie przez część elit politycznych USA, że nie ma co liczyć na proces ich samooczyszczenia i autonaprawy. Skala obłudy klasy panującej w poddanym finansjalizacji "kapitalizmie kasyna" oraz jej umiejętność cynicznego wkalkulowywania w ryzyko swojego działania konieczności przeznaczania części zysków na cele spłaty różnorakich kar wymusza na państwie sięganie do środków na tyle bolesnych, aby uczynić ten proceder nieopłacalnym.

Uświadomienie sobie stopnia zepsucia owej klasy pokazuje, że kapitalizm pozbawiony nadzoru państwa zamienia się w mechanizm systemowej demoralizacji, prowadzącej do rozpadu tkanki społecznej (do anomii). Warto pamiętać, iż ostateczna delegitymizacja kapitalizmu, która niechybnie nastąpi w wyniku tego procesu (już nastąpiła?), może doprowadzić do nieprzewidzianych turbulencji społecznych o charakterze rewolucyjnym. Gniew i frustracja narastające latami mogą doprowadzić do społecznego wybuchu. Powinni o tej możliwości pamiętać wszyscy ci zwolennicy istniejącego status quo, którzy wszelkie próby korekty działania kapitalizmu zmierzające do przywrócenia mu bardziej ludzkiego oblicza traktują jako zamach na efektywność gospodarowania czy "święte prawo własności". Szczególnie u nas, gdzie procesy społecznego rozwarstwienia i skala wyzysku przybierają rozmiary pozwalające na postawienie tezy o stopniowym stawaniu się Polski Bangladeszem Europy.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat doszło do procesu ukonstytuowania się modelu kapitalizmu jako zorganizowanego oszustwa. Wszyscy próbowali oszukać i przechytrzyć wszystkich, przy czym wszelkie bariery moralne zostały rozmontowane i porzucone

@RY1@i02/2014/046/i02.2014.046.000002100.804.jpg@RY2@

Andrzej Szahaj profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, historyk myśli społecznej i filozof polityki

Andrzej Szahaj

 profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, historyk myśli społecznej i filozof polityki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.