Pączki od Pączkowskiego, czyli etos przedsiębiorcy
Dopadł nas koniec karnawału: kilka dni temu mieliśmy tłusty czwartek, dziś ostatki. Trudno nie pomyśleć o stosach pączków i faworków czyhających na chcących utrzymać linię. Ale przyznam, że jeśli pączki, to tylko te z mojego dzieciństwa. Chadzało się na nie (na inne ciastka oraz lody też) do cukierni pana Pączkowskiego. To były smakołyki palce lizać. Spore, nadziane różą, że mało nie popękały. Małych, felernych, brzydkich nie było. Sprawa oczywista, bo pilnował tego sam pan Pączkowski. Gdyby zobaczył niestarannego kuchcika, robiącego coś byle jak, złapałby pewnie ścierę i przez łeb - dla pamięci. W końcu te pączki to była jego wizytówka, jego renoma. Skucha w tym zakresie (o którą przecież nietrudno) równałaby się utracie twarzy.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.