Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Rynki finansowe mają konkretną twarz

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 21 minut

Nie ma dnia, abym nie usłyszał w telewizji lub w radiu, nie przeczytał w prasie, że tego lub tamtego nie należy robić, bo źle zareagują rynki finansowe albo że czekamy na reakcje owych rynków po decyzji gospodarczej jakiegoś rządu. Nikt nie próbuje nam wyjaśnić, czym są rynki finansowe. Sądzę, że ten brak informacji jest nader charakterystyczny. To element strategii mającej na celu przekonanie nas, że istnieją siły pozostające poza kontrolą kogokolwiek, dysponujące ogromną mocą, która może nas ukarać, jeśli będziemy niegrzeczni.

To klasyczny przypadek naturalizacji sił społecznych, czynienia z możliwych do zidentyfikowania podmiotów społecznych, ekonomicznych czy politycznych instancji pozostającej poza jakąkolwiek kontrolą, tak jak poza kontrolą ludzką pozostają siły przyrody, takie jak burze czy powodzie. Naturalizacja ma służyć ukryciu faktu istnienia konkretnych interesów grupowych czy wręcz klasowych oraz konkretnych ludzi, którzy działają w ich imię, po to, abyśmy wszyscy uwierzyli, że na nic nie mamy wpływu i w sposób fatalistyczny pogodzili się z biegiem spraw. Przy czym nie sądzę wcale, aby wszyscy ci, którzy używają wyrażenia "rynki finansowe" (dziennikarze, ekonomiści, politycy), z pełną świadomością służyli owym ukrytym interesom. Jest raczej tak, że potężne grupy interesu potrafiły narzucić określony język reszcie społeczeństwa, doprowadzić do hegemonii pewnej ideologicznej opowieści w taki sposób, że jej podtrzymywanie stało się elementem zdrowego rozsądku określonej wspólnoty społecznej. Skutkiem tego jest bezrefleksyjne używanie określonego języka nawet przez tych, którzy w ten sposób postępują wbrew swoim własnym interesom.

Zmierzam do powiedzenia, że "rynki finansowe" to element pewnego mitu, który opowiada na swój temat kapitalizm, a właściwie opowiadają jego funkcjonariusze, czyniąc to w imię własnych interesów i interesów tych, którzy stoją za ich plecami. A ci mają nazwiska, tak jak mają konkretne nazwy instytucje, którym służą. W przypadku "rynków finansowych" są to największe światowe banki i fundusze hedgingowe. Zamiast zatem mówić, że "nie wiemy, co na to powiedzą rynki finansowe", warto mówić wprost: nie wiemy, co powiedzą na to największe banki oraz inne ogromne instytucje finansowe, które dziś de facto rządzą światem. A czynią to w imię swoich własnych interesów, a właściwie w imię interesów swoich menedżerów, ewentualnie akcjonariuszy.

Narracja o rynkach finansowych sugeruje, że interesom tym musimy się bez szemrania podporządkować. Nawiasem mówiąc, w niejednym przypadku są to dokładnie te same banki, których skandaliczna, całkowicie nieodpowiedzialna polityka finansowa doprowadziła do gigantycznego kryzysu ostatnich lat. W tym sensie nic się w światowej gospodarce nie zmieniło, przede wszystkim nie usunięto ani jednej przyczyny strukturalnej wspomnianego kryzysu, nie dokonano np. podziału ani jednej instytucji finansowej za dużej, aby upaść, nie oddzielono działalności detalicznej od inwestycyjnej, nie położono tamy działaniom mechanizmów finansowych, których jedynym celem działania jest krótkoterminowy zysk spekulacyjny (np. nie wprowadzono podatku Tobina), nie poddano jakimkolwiek regulacjom sposobu spożytko-wywania środków publicznych, jakie zostały w nie wpompowane, nie wprowadzono żadnych nowych regulacji, które mogłyby nas zabezpieczyć przed powtórką sytuacji z 2008 r.; w imię ideologii obrony światowego systemu finansowego pozwolono bankom przejeść gigantyczne środki i uczynić to w sposób całkowicie pozostający poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą.

W tej sytuacji "rynki finansowe" to nic innego jak tylko te same do cna zepsute i niewydolne instytucje finansowe, które doprowadziły do kryzysu 2008 r. Warto o tym pamiętać, gdy używamy tego określenia, i nie udawać, że w ten sposób odnosimy się do jakiejś instancji niemającej konkretnego oblicza instytucjonalnego czy wręcz swoich głównych agentów, popleczników i ideologów. W ten sposób przykładamy rękę do procesu utrwalania się mitologicznego obrazu rynków finansowych jako siły obiektywnej, która sprawiedliwie wycenia nasze działania gospodarcze, kieruje się jakimś przejrzystym systemem reguł i ma stabilizujące znaczenie dla naszej gospodarki.

Mówmy wprost: rynki finansowe to konkretne banki i inne instytucje finansowe oraz ludzie, którzy nimi kierują, o których względy musimy zabiegać, choć wiemy, że są - i owe instytucje, i owi ludzie - odpowiedzialni za ostatni kryzys i z pewnością doprowadzą do następnego. Być może w ten sposób uświadomimy sobie wreszcie, w jakim miejscu się znaleźliśmy: musimy chylić czoła przed ludźmi, którzy nie mają zasad moralnych i kierują się jedynie własnym interesem, a właściwie interesem swojej klasy, na tyle silnej, że nikt ani nic nie jest obecnie w stanie zagrozić jej władaniu. Być może wciąż będziemy się musieli liczyć z rynkami finansowymi, ale przynajmniej będziemy wiedzieli, że nasz los zależy od konkretnych ludzi, konkretnych interesów konkretnych klas społecznych, a nie od naturalnych sił, których wyroki nie podlegają ocenom moralnym. I choć jak wmawia nam ideologia rynków finansowych, nic nie możemy zrobić, aby się tym ludziom przeciwstawić, jednak warto wiedzieć, że nasze dole i niedole nie są konieczne, lecz przygodne i wynikają z konkretnego układu sił społecznych.

Być może skłoni nas to do zastanowienia się, czy naprawdę nic na to nie można poradzić. Demokracja nie zawsze musi przegrywać z rynkami finansowymi (w czasach New Dealu wygrywała z nimi), a my nie zawsze musimy zadowolić się pozycją marionetek, które powtarzają jak mantrę bajkę o rynkach finansowych, które kierują się racjonalnością ekonomiczną jakoby sprawiedliwie karzącą błądzących, a nagradzającą posłusznych. Jak pokazały analizy ostatniego kryzysu żadnej racjonalności nie ma (a jak udowadniają ostatnie książki wybitnych ekonomistów - Romana Frydmana i Michaela D. Goldberga nie może być), są zaś potężne interesy wielkich graczy ekonomicznych, którzy zdołali sobie podporządkować świat, a przede wszystkim państwa, a dziś pracują usilnie nad tym, aby także podporządkować sobie obywateli, wmawiając im usilnie, że nic od nich nie zależy.

Z możliwych do zidentyfikowania podmiotów ekonomicznych czynimy siłę, która pozostaje poza naszą kontrolą, tak jak są poza nią burze czy powodzie

@RY1@i02/2014/016/i02.2014.016.00000270b.803.jpg@RY2@

Andrzej Szahaj profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, historyk myśli społecznej i filozof polityki

Andrzej Szahaj

profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, historyk myśli społecznej i filozof polityki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.