Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Żuki i darczyńcy

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Pamiętna scena z "Dzienników" Gombrowicza: żuki na plaży. Idzie Gombrowicz pospać sobie na piasku, a tu żuk bidny nogami macha, bo się na grzbiet (pancerz? plecy?) przewrócił i słońce go w brzuch praży; śmierć się nań czai. Gombrowicz przewraca żuka, ale tu obok drugi bidny żuk i trzeci bidny żuk z nogami w górze, a zaraz całe morze żuków machających kończynami, takoż bidnych... ileż można przewracać? Autorowi w końcu opadają bezsilnie ręce; potem i współczucie, i obowiązek też mu opadają i Gombrowicz zasypia.

Scena z żukami świetnie ilustruje problem z rekrutacją darczyńców przez organizacje pomocowe. Spójrzmy na przykład na pomoc dzieciom z krajów rozwijających się. Rocznie 9 milionów takich dzieci od lat 0 do 5 umiera na uleczalne choroby; 101 milionów nie pójdzie do szkoły; 17 milionów jest osieroconych przez AIDS. Przed nami nieskończona plaża wywróconych żuków. Jak im pomóc? Najpopularniejsza strategia to budzenie współczucia - niechaj wzrok plażowicza spocznie na nieszczęściu istoty, niech go poruszy - i to go pchnie do akcji.

Widać to na przykładzie tych organizacji, które szukają sponsorów dla konkretnych dzieci ("Childfund", "Compassion" czy "One Child Matters"). Na ich stronach internetowych można znaleźć między innymi małą Dorę z Ghany w poszarpanym, kolorowym ubranku. Dora patrzy w obiektyw nierozumiejącym, ale dziwnie dojrzałym wzrokiem; jest zagubiona gdzieś w meandrach własnego smutku. Można też kliknąć na filmik o Dorze, na co się nie odważam, bo flaki mi się wywrócą z powodu przejścia niekontrolowanego tsunami współczucia i będę musiała przejść do koszyka i Dorę "wykupić" (a wolę inne organizacje, na przykład "SOS Wioski Dziecięce" czy "Actionaid", w których sponsoruje się na ślepo). Czyli strategia przynajmniej częściowo skuteczna. Na innych skuteczna jeszcze bardziej. Pewien niesmak związany z tym, że cała sytuacja wygląda na frymarczenie nieszczęściem i emocjonalny gwałt, musi ustąpić w obliczu skuteczności (bo czymże jest niesmak w obliczu życia Dory - otóż niczym).

Ale z tą skutecznością współczucia może nie być tak różowo. Po pierwsze, jeśli współczucie działa, to działa na małym poletku, a nie globalnie. Zawęża nam pole widzenia i dotyczy zawsze tylko jednej Dory (nie można tak naprawdę współczuć pułkowi żołnierzy, chociaż w ogólnym sensie może nam być ich szkoda). Spójrzmy na Gombrowicza: niesiony uczuciem pomaga pierwszemu żukowi, może jeszcze kilku innym - ale przy większej liczbie zaraz wysiada. Po drugie, współczucie może się szybko wypaczyć. Susan Sontag pisze, że to emocja niestabilna - bo jeśli problemu nie da się rozwiązać, jeśli jest zbyt dużo żuków, "ogarnia nas znudzenie, cynizm, apatia". I tak też się dzieje: po obejrzeniu Dory klikam na inne dzieci, jest ich dużo, za dużo, tracę werwę i rozpęd, portfel chowam, włączam "Comedy Central" - zupełnie jak ten nasz Gombrowicz, nagle po prostu wzruszam ramionami. Po trzecie, pomoc jest bardziej znacząca, jeśli przekonamy do niej też innych. Współczucie tymczasem jest osobiste, odbywa się bez słów, w zaciszu naszych kanciap i serc. Hannah Arendt twierdziła, że cechuje je "przedziwna niemota, a przynajmniej niezgrabność w posługiwaniu się słowem". Do działań bardziej politycznych się coś takiego nie bardzo nadaje, no bo jak? No i po czwarte - współczucie się myli. Nelson z Haiti może mnie potrzebować bardziej niż Dora; ma jednak to nieszczęście, że nie wygląda jak siedem nieszczęść.

Może więc przestać używać chwytających za serce obrazów? Może organizacje pomocowe powinny szukać innej drogi do stabilności ekonomicznej, na przykład argumentów moralnych, dzięki którym ludzie długoterminowo zmienią swoje nawyki zarządzania portfelem i bez emocjonalnych akrobacji uznają wsparcie charytatywne za swój obowiązek? Ale czy takie coś w ogóle chwyci? I ile to zajmie czasu? A z drugiej strony Dora potrzebuje pieniędzy już dziś... i może przynajmniej tymi emocjami te kilka żuków obrócimy, nawet jeśli za chwilę nam się znudzi?

Jak zawsze, kurczę, dylemat.

@RY1@i02/2014/011/i02.2014.011.00000110a.802.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Karolina Lewestam, etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.