Strażnicy bardzo odległej galaktyki
Toczą nierówną, wyczerpującą fizycznie wojnę z babciami handlującymi pietruszką przy przystankach autobusowych. Walczą dzielnie z grajkami-amatorami zakłócającymi spokój kwiaciarkom przy Nowym Świecie. Przygotowują wyczerpujące intelektualnie raporty na temat ilości nielegalnych psich kup wykrytych w miejskim parku i z pełnym poświęceniem ścigają ich "autorów". No i oczywiście prowadzą wielogodzinne, tajne, wymagające ogromnej odporności psychicznej operacje pod kryptonimami "Żółta blokada dla każdego frajera" oraz "Fleszem po oczach zza krzaka".
W świetle tego wszystkiego nie mam najmniejszych wątpliwości, że strażnikom miejskim należą się podobne przywileje emerytalne co policjantom. Powiem więcej - z racji na charakter ich pracy i życie w permanentnym stresie wywołanym ryzykiem, że zostanie się nazwanym "tępym urzędasem", powinni podlegać specjalnej ochronie już w czasie swojej służby. Jak żubry. Albo rysie. Proponuję np. zalegalizowanie drzemek w pracy - zamiast po kryjomu, w radiowozie z fotoradarem, strażnik powinien mieć prawo przyciąć komara oficjalnie, w parku na ławce.
Następni po strażnikach o przywileje emerytalne powinni się upomnieć ochraniarze w Tesco - wszak też noszą mundury. Oraz pielęgniarki, których "umundurowanie" dodatkowo potrafi podnieść ciśnienie. No i rzecz jasna harcerze. W zasadzie jedyną umundurowaną formacją, która nie zasługuje na wcześniejszy spoczynek, są ziemniaki w mundurkach.
@RY1@i02/2015/143/i02.2015.143.000000200.802.jpg@RY2@
Łukasz Bąk
szef sekretariatu redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu