Ewangelizowanie wierzących
Uwielbiam biografie polityczne i jestem im w stanie wiele wybaczyć. Ale nie to, że przestają być biografiami, a stają się pomnikami ku czci. Taki zarzut muszę postawić książce "Tadeusz Mazowiecki. Biografia naszego premiera".
Proszę mnie źle nie zrozumieć. Dzieło Andrzeja Brzezieckiego to porządne czytadło. Napisane potoczyście i wciągająco. Anegdoty dobrze "leżą", a sposobu opowiedzenia historii otwierającej książkę - o Mazowieckim, który cudem unika śmierci w pierwszych dniach września 1939 r. - nie powstydziłby się niejeden utytułowany pisarz. Nie, od tej strony książce niczego zarzucić nie można. Da się za to (a nawet należy) skrytykować ją za brak... przewrotności i pewnego rodzaju intelektualnej odwagi. Doskonale rozumiem, że biograf staje wobec pokusy, by się ze swoim bohaterem zaprzyjaźnić. Ta mieszanka empatii, szacunku i środowiskowej lojalności zaczyna tworzyć coś na kształt kokonu.
Zwłaszcza gdy - jak Brzeziecki - biograf zdecydowanie chętniej rozmawia z przyjaciółmi i poplecznikami bohatera niż z jego politycznymi przeciwnikami. Kończy się zwykle tak: "Krytycy zarzucali Mazowieckiemu to i tamto. Dobrze te argumenty obala jednak przyjaciel premiera, który wyjaśnia, że...". A czytelnik kręci głową i myśli: "Jacy ci krytycy tępi i ograniczeni".
Widać to doskonale, gdy Brzeziecki zajmuje się terapią szokową, najbardziej kontrowersyjnym rozdziałem politycznej biografii Mazowieckiego. Znamienne jest już to, że poświęca jej dwie i pół strony. I to niecałe. Biograf opiera się w całości na narracji lansowanej przez Leszka Balcerowicza i Waldemara Kuczyńskiego, a więc głównych architektów terapii szokowej, którzy mówią oczywiście, że "nie było innej alternatywy". Argumenty ludzi, którzy uważają (uważali), że była jednak alternatywa, w ogóle się nie pojawiają. Brzeziecki cytuje jeszcze Aleksandra Halla, który nazywa uchwalenie planu Balcerowicza "wielkimi dniami polskiego parlamentu". W ogóle nie interesują go relacje tych posłów OKP, którzy - jak nieżyjący już Aleksander Małachowski - twierdzili, że terapia szokowa została dopchnięta kolanem, bez debaty i szansy na zapoznanie się przez posłów z tym, nad czym właściwie głosują. Całość kończy zaduma Mazowieckiego, że "może niedostatecznie potrafiliśmy wytłumaczyć, na czym będą polegały trudności tego okresu". Ale znów ma to bardziej pokazać, że bohater biografii był zdolny do autorefleksji. Z odważnym wzięciem pełnej politycznej odpowiedzialności za hekatombę ekonomiczną 1990 r. nie ma to jednak wiele wspólnego.
Wszystko to sprawia, że "Biografia naszego premiera" będzie kolejnym przykładem "ewangelizowania wierzących". Ta książka spodoba się pewnie politycznym i ideowym spadkobiercom Mazowieckiego. Jest jednak równie przesądzone, że nie trafi do tych, którzy wobec ostatniego premiera PRL mają pewne polityczne zastrzeżenia.
To w sumie dość zabawne, ale ta książka jest bardzo podobna do wydanej w 2013 r. książki "Lech Kaczyński. Biografia polityczna 1949-2005" autorstwa m.in. Sławomira Cenckiewicza. Tamta książka była w większym stopniu pracą historyczną niż dziennikarską (gorzej napisana, ale lepiej udokumentowana). Cenckiewiczowi (i spółce) także jednak nie udało się zachować dystansu wobec bohatera. Ich (skądinąd zrozumiała) obrona dorobku Kaczyńskiego przed nieprzychylną byłemu prezydentowi atmosferą medialną była tak żarliwa, że i oni skończyli jako piewcy "ku czci". Choć (podobnie jak Brzeziecki) intencje mieli pewnie najszczersze. To dowodzi tylko, jak trudnym kawałkiem literatury jest biografia polityczna. I że na naprawdę dobre portrety ważnych figur minionego 25-lecia przyjdzie nam jeszcze poczekać.
@RY1@i02/2015/088/i02.2015.088.00000320b.802.jpg@RY2@
Andrzej Brzeziecki, "Tadeusz Mazowiecki. Biografia naszego premiera", Znak Horyzont, Kraków 2015
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu