Przyszłość, inna wersja teraźniejszości
Jedno z moich wspomnień okresu transformacji dotyczy dwóch kolegów z klasy. Byliśmy w czwartej klasie technikum, był rok dziewięćdziesiąty, a wokoło wykluwała się nowa Polska. Nie spędzał nam ten fakt snu z powiek, młodość ma swoje prawa i poza nauką zajmowaliśmy się rzeczami mało przyziemnymi i bardzo rozrywkowymi. Poza wspomnianą dwójką.
Pierwszy, o ile dotarł w poniedziałek na lekcje, odsypiał dwie, trzy godziny w ostatniej ławce. W każdy weekend kursował do Berlina, skąd przywoził wszystko, co tylko nadawało się u nas do sprzedania. Piątek w pociąg, sobota na miejscu, i z powrotem do domu. Handlował tak przez całą czwartą klasę i piątą, zmieniając miejsca zaopatrzenia i asortyment, niewielką przerwę zrobił sobie tylko przed maturą. Drugi dzielił czas między szkołę a handel na bazarku, najpierw z polowego łóżka, potem z własnej budki. Gdyby nam wtedy ktoś opowiedział, jak będzie wyglądała Polska za ćwierć wieku, pewnie chórem wykrzyknęlibyśmy: niemożliwe. Poza nimi dwoma. Oni widzieli więcej, żyli już w nowym świecie. My mieliśmy w głowie młodość i komunę, oni dorosłość i kapitalizm. Jestem przekonany, że dla nas rok 1990 i 2015 dzieli przepaść, dla nich to tylko inna wersja tej samej rzeczywistości.
Czy da się opisać świat za 25 lat? Nie. Czy powinniśmy się zastanawiać, co nas spotka w przyszłości? Tak. Bo ważne, byśmy wiedzieli, dokąd zmierzamy. Stąd pomysł na to wydanie specjalne DGP. Ćwierć wieku to perspektywa, którą możemy objąć rozumem i która większość z nas obejmie. W piątkowych magazynach opisujemy rzeczywistość, w tym zajęliśmy się przyszłością. Rozumianą jako konsekwencja naszych dzisiejszych działań. Nie tą odległą, niejasną, pełną zagadek. Tę zostawiamy pisarzom i reżyserom science fiction.
Historycy powtarzają, że teraźniejszość jest tylko mutacją przeszłości i trudno się z nimi nie zgodzić. To, jak będzie wyglądał rynek pracy za dwadzieścia pięć lat, jest pochodną tego, jak wygląda dziś. Jeśli w przyszłości obrazimy się na demokrację, to dlatego, że dziś nie darzymy jest zbytnią estymą. Klimat się zmieni z powodu naszych działań (lub ich braku) dziś, a sposób wydawania unijnych miliardów wpłynie na nasz dobrobyt (bądź jego brak) w przyszłości.
Większość mojej klasy, podobnie jak wspomniana dwójka prekursorów, poradziła sobie w nowej rzeczywistości. Dorosła, zaczęła myśleć tym, co się może zdarzyć. Dziś, jako społeczeństwo, znów zaczynamy zanurzać się w teraźniejszości. Tu i teraz jest najważniejsze, a natychmiastowe spełnienie celem samym w sobie. Dziecinniejemy? Nie sądzę. Może zbyt przyzwyczailiśmy się do dobrego? Ono nie jest dane raz na zawsze. Warto się nad tym pochylić.
@RY1@i02/2015/082/i02.2015.082.000000100.802.jpg@RY2@
Andrzej Andrysiak
dziennikarz i publicysta DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu