Wielki targ próżności
Książka wybitnego amerykańskiego socjologa Davida Riesmana oraz grona jego współpracowników zatytułowana "Samotny tłum" to od dawna klasyka myśli społecznej. Zawarto w niej typologię trzech modeli bycia człowiekiem ze względu na relacje pomiędzy jednostką a jej otoczeniem społecznym. Człowiek sterowany tradycją stara się robić wszystko tak, jak dotąd to robiono, po to, aby wpisać się w model zachowania typowy dla jakiejś grupy (rodu, plemienia czy jakiejś innej wspólnoty). Z kolei człowiek wewnątrzsterowny jest zorientowany na realizację swoich zasad, w które głęboko wierzy. Uniezależniają go one od otoczenia i powodują, że zawsze wie on, w którą stronę iść, albowiem drogę wyznacza mu moralny żyroskop (wzorem takiej postawy dla autorów książki był amerykański pionier).
Człowiek zewnątrzsterowny jest z kolei zorientowany na swoje otoczenie. Miast kierować się wewnętrznym żyroskopem moralnym, kieruje się wskazaniami wewnętrznego radaru nastawionego na otoczenie, wrażliwością na zdanie innych. Stara się wychwytywać bodźce płynące z zewnątrz, by zająć jak najlepszą pozycję w grupie rówieśniczej, która ma decydujący wpływ na jego zachowanie. Sam Riesman zauważył, iż taka sytuacja czyni go niezwykle podatnym na wpływ reklamy i środków masowego przekazu. Staje się on konformistą, który w każdej sytuacji będzie się starał iść za innymi, w obawie, że inaczej straci ich szacunek i uznanie. W przypadku człowieka zewnątrzsterownego samodyscyplinę typową dla człowieka wewnątrzsterownego zastępuje skłonność do ulegania modom.
Teza niniejszego tekstu jest następująca: proces przechodzenia do sterowania tradycją, przez wewnątrzsterowność do zewnątrzsterowności się pogłębia. Ludzie stają się coraz bardziej ludźmi bez właściwości, aby przywołać tytuł znanej książki Roberta Musila. Ten brak właściwości wykorzystuje bezwzględnie cały świat reklamy, telewizji oraz mediów społecznościowych, dokonując permanentnej manipulacji ludzkimi pragnieniami i emocjami. Bardzo często czyni to w imię utowarowienia wszystkich aspektów ludzkiego życia, tzn. przeliczenia ich wedle miernika użyteczności materialnej. Wszystko staje się towarem na sprzedaż. Sami siebie zaczynamy traktować jak indywidualne przedsiębiorstwo, którym trzeba zarządzać tak, aby mieć z tego zysk. A ponieważ nie ma sprzedaży bez klienta, staramy się go znaleźć, wystawiając się na widok innych za pomocą wszystkich dostępnych środków.
W tym sensie media społecznościowe, z ich obsesją wystawiania na pokaz tego, co intymne, doskonale się wpisują w dominujący od kilku dziesięcioleci na Zachodzie neoliberalizm, który wszak postawił przed nami zadanie wprzęgnięcia w relacje rynkowe tych aspektów naszego życia, które były dotąd rynkowo bezużyteczne. A tam, gdzie w grę wchodzą relacje rynkowe, musi także dominować konkurencja, przecież nie każdy towar może znaleźć klienta. Stąd dzisiejsze obsesyjne porównywanie się z innymi, lansowanie siebie za pomocą wszystkich środków, wystawianie na pokaz i dążenie do bycia widzialnym za wszelką cenę jest jedynie logiczną konsekwencją neoliberalnej zasady, że wartość ma wyłącznie to, co może przynieść zysk, co może się sprzedać, zyskać rynkowe uznanie innych. Ideologia konkurencji i zysku z kapitału (a za kapitał zaczyna po prostu uchodzić nasze życie, które musi się nam jakoś opłacić) zamienia ludzką egzystencję w permanentny proces wystawiania się na sprzedaż, porównywania swoich szans i przewag z szansami i przewagami innych, ukrywania przed sobą i innymi naszych słabości (tak jak z reguły ukryciu ulegają wady wszelkich towarów na rynku) oraz traktowania każdego innego jako potencjalnego konkurenta w wyścigu, w którym zwycięzca bierze wszystko. W ten sposób nasza egzystencja staje się w pełni uzależniona od sił, nad którymi nie panujemy (wszak nikt nie jest w stanie przewidzieć trendów rynkowych i zachowań konsumentów) i traci jakąkolwiek wartość samoistną. Przestajemy już cenić życie dla samego życia, nasze osobiste sukcesy dla nich samych i zaczynamy je wartościować wedle schematów rynkowych jako satysfakcjonujące tylko wtedy, gdy "kupione" przez innych, i jako rozczarowujące wtedy, gdy w tym sensie zignorowane.
Co ciekawe, w ten sposób za pomocą spotęgowanych do absurdalnych wymiarów idei liberalnych (idea wolności i idea praw do posiadania wszystkiego, co sami sobie zawdzięczamy) zaczynamy zaprzeczać temu, co w liberalizmie było zawsze najcenniejsze. Główną dlań wartość autonomii, czyli bycia niezależnym od innych, opierania się na sobie, prowadzenia życia od wewnątrz, jak to ujmował wielki myśliciel liberalny John Stuart Mill, zastępujemy uzależnieniem się od innych. Nasze niegdyś wewnątrzsterowne "ja" rozpływa się w morzu ocen innych ludzi, stajemy się cali ulepieni z ich pochwał lub nagan. Uzależnieni od opinii przestajemy cenić cokolwiek, co nie znajduje uznania w oczach naszych "klientów". A ponieważ wszystko jest bacznie obserwowane przez dzisiejszych Wielkich Manipulatorów, jak marketingowcy wszelkich maści, specjaliści od reklamy i human relations, sterowani przez korporacje trendsetterzy, ludzie mediów i świata show businessu, po to, aby cały ów proces zamienić w potencjalne źródło zysku, sami stajemy się de facto ich bezwolnymi ofiarami. Także wtedy, gdy naiwnie wydaje nam się, że sami swobodnie wybieramy z szerokiej palety stylów życia i wzorów konsumpcji, nie dostrzegając, iż wszystko zostało nam podsunięte jako wyrób gotowy.
Tracąc swoje własne "ja", rozpuszczając je w morzu instagramów i facebooków, osłabiamy jedną z ostatnich instancji, która mogłaby nam pozwolić zachować krytyczny dystans wobec systemu, w którym wszystko jest albo powinno być na sprzedaż, hiperkonkurencja jest zwykłym stanem rzeczy, a współczucie dla tego, kto przegrywa - wyrazem niepraktycznego sentymentalizmu. Ze znajdującego oparcie w samym sobie wewnątrzsterownego człowieka i krytycznego obywatela zamieniamy się w pozbawionego własnego "ja" "człowieka bez właściwości" i manipulowanego konsumenta. A wszystko to pod przykrywką narracji o wolności i wadze indywidualnego wyboru. Współczesnej bajki dla dużych dzieci, które naiwnie wierzą, że panują nad swoim życiem, pozostając już od dawna we władaniu rynku.
Wszystko jest na sprzedaż. Traktujemy siebie jak firmę, która ma przynieść zysk. Ponieważ nie ma sprzedaży bez klienta, staramy się go znaleźć, wystawiając się na widok innych za pomocą wszystkich dostępnych środków
@RY1@i02/2015/055/i02.2015.055.00000270b.802.jpg@RY2@
Andrzej Szahaj
filozof polityki i historyk myśli społecznej, profesor zwyczajny na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu