Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Bezprzewodowy zamiatacz i fenomenologia współczesności

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Każdy ma jakiś ulubiony program w telewizji - mam i ja. Mój ulubiony program to każdy program a la TV Market. Taki, który trwa dłużej niż 5 minut i który ma za zadanie wcisnąć widzowi jakiś produkt - koc z rękawami, tarkę do pietruszki, cyrkoniowy zegarek na silikonowej bransolecie czy miniodkurzacz. Teleshopping. Infomercials. I love it all. Mogę oglądać bez końca.

Jedna z przyczyn mej pasji jest prosta i zrozumiała. Programy komercyjno-informacyjne bywają przyjemne, bo mają charakter hipnotyczny. Oto garnek, proszę państwa. Dobry garnek. Bardzo, bardzo dobry garnek, usiądź wygodnie, przymknij oczy, rozluźnij się - pomyśl tylko, do takiego garnka nic nie przywrze, nic się w nim nie spali. Koniec z przypaloną zupą. Koniec z przypaloną owsianką. Koniec z przypaloną marchewką z groszkiem. Pomyśl też o tym: fasolka po bretońsku, która odchodzi od dna przy lekkim trąceniu łyżką. Bigos bez czarnej, przypalonej warstwy dolnej. Dobry krupnik. Widzicie państwo? Zwykłe reklamy karmią się hiperbolą (kup garnek, to zostaniesz gwiazdą rocka i będziesz Batmanem, hej!), a teleshopping skupia się na powtórzeniu. Podczas jednej sesji teflonowe dno garnka ukaże się nam nie jeden, nie dwa, lecz dwadzieścia razy, w różnych odsłonach: jako zbawca pomidorówki, przyjaciel kaszy, kumpel ziemniaka i powiernik kluch. Nikt nam nie obiecuje złotych gór, za to uporczywie i wytrwale oferuje miedziane pagórki. Poddajesz się powoli, niezauważenie. Chęć posiadania garnka jest wprost proporcjonalna do długości programu. Po trzech godzinach oglądania kupiłabym pewnie i lek na prostatę. Stan półhipnozy jest stanem przyjemnej zewnątrzsterowności.

Ale jest też inna przyczyna mojej miłości do inforeklam, ciekawsza, o nieco głębszym znaczeniu. Rozrywając się niegdyś programem o bezprzewodowym zamiataczu Shark (Shark Cordless Sweeper), ze zdziwieniem stwierdziłam, że na mnie, świadka sprzątaczych wyczynów Sharka, spływa dziwne uczucie ulgi, przyjemny spokój. I wtedy zdałam sobie sprawę, że sesja z Sharkiem to pierwszy od miesięcy moment, w którym przez kilkanaście długich minut mogę, bez żadnych rozproszeń, skupić się na jednym, jedynym przedmiocie. Zanurzyć się weń, obejrzeć go z lewa, z prawa i od spodu. Zobaczyć, jak zamiata rozsypane śrubki. Widzieć, jak wciąga okruchy ciasta. Być świadkiem jego zwycięstw nad herbatką w granulkach. Posłuchać, co mówi o nim Brenda (mówi, że nieźle zamiata), a co Heather (twierdzi, że zamiata całkiem nieźle). Zajrzeć mu w bebechy i poznać mechanizm działania (niegłupio zamontowana obrotowa szczotka). Melodia inforeklamy, oparta na dość rozsądnym entuzjazmie, przekonuje mnie, że nawet długość kijka Sharka jest warta medytacji. Jego zaokrąglony brzeg uzasadnia chwilę zadumy. Obrót jego szczotki to nie wydarzenie na marginesie życia, ale sytuacja, którą egalitarny kosmos zaprasza na moment do samego centrum.

Oferują więc inforeklamy coś, co się już, drodzy państwo, nie sprzedaje; nie tu, nie na tym świecie, nie w tej cywilizacji - a mianowicie głębokie skupienie na przedmiocie. Dla przeciętnego zjadacza popkultury są jak współczesna wersja strugania świątków na przyzbie. Dla zabieganej pani domu są zakątkiem medytacyjnym w powodzi bodźców telewizyjnych. Mnie przypominają postulat "z powrotem do rzeczy samych", motto filozofów-fenomenologów, dla których filozoficzna perspektywa opierała się na zawieszeniu przesądów i wpatrywaniu się w rzeczy tak długo, aż zrozumiemy, co jest ich istotą.

Można łatwo powiedzieć, że cały ten wywód to gruba przesada. Kto strugał świątki, coś tam przynajmniej wystrugał; oglądacz inforeklam pozostaje bezproduktywnym odbiorcą. Kto medytował, osiągał spokój głębszy od tego, który płynie z kontemplacji teflonowego garnka. A kto był prawdziwym filozofem, ten nie brał na serio informacji z ekranu, tylko badał tak garnki, jak i sharki poza entuzjastycznym, dość jednak kłamliwym kontekstem telewizyjnej komercji. Inforeklamy to wypaczona wersja tych procesów, ich materialistyczna i miałka edycja. To prawda. Ale dziś, kiedy świat szaleje i nikt świątków nie struga, ja chwytam takie wytchnienia, jakie są. Shark Cordless Sweeper to moja zaduma. Proszę nie przeszkadzać.

@RY1@i02/2015/025/i02.2015.025.00000170a.802.jpg@RY2@

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.