Nagroda Darwina dla Tchórzewskiego
Do polityków rynek kapitałowy w ostatnich latach szczęścia nie ma - niektórzy uważają, że giełda jest kasynem, inni starają się udowodnić, że tak jest rzeczywiście. Niekwestionowanym liderem w grupie tych drugich został minister energii Krzysztof Tchórzewski. W czwartkowym wystąpieniu w Sejmie tłumaczył posłom, że kapitał zakładowy w podległych jego resortowi spółkach energetycznych może zostać podniesiony nawet o 50 mld zł.
"Jeżeli mówimy, że będzie to kosztowało 10 mld zł, ale jednocześnie wartość nominalna spółek, która z punktu widzenia wyceny giełdowej niezwykle mocno wpływa na wartość giełdową akcji danych spółek, wzrośnie - jeżeli w przestrzeni kilku lat to zrobimy - o ponad 50 mld zł" - wyjaśniał.
Operacja, którą resort energii przetestował już na PGE, polega na przenoszeniu na kapitał zakładowy kapitału zapasowego, na który składają się w największej części niepodzielone zyski z lat ubiegłych. Od tej operacji firma odprowadza w imieniu akcjonariuszy podatek dochodowy - PGE przeniosła na kapitał zakładowy 467 mln zł, do fiskusa wpłynęło 109 mln zł.
Jak w rzeczywistości tego typu operacja działa na wycenę spółek giełdowych, mogliśmy się przekonać natychmiast po tym, jak pojawiły się relacje z wystąpienia ministra. Kursy firm energetycznych w ciągu kilkunastu minut spadły o przynajmniej 5 proc. i nie podniosły się do końca czwartkowej sesji - ostatecznie akcje PGE straciły 7,1 proc., Enei 6,8 proc., Tauronu 4,0 proc. i Energi 3,4 proc. Łącznie wartość rynkowa wymienionych spółek obniżyła się o 2 mld zł. Z wyjątkiem Tauronu dla trzech pozostałych firm czwartkowe zamknięcie sesji było najniższym w historii.
Nie wiem, czy jest sens zastanawiać się, czy czwartkowe słowa ministra Tchórzewskiego to emanacja jego ignorancji w kwestiach finansów i ekonomii, czy zostały one wypowiedziane z pełną świadomością tego, że są nieprawdziwe. Bo przenoszenie zasobów z kapitału zapasowego na zakładowy w żadnym stopniu sytuacji finansowej firmy nie poprawia - wszelkie wskaźniki obrazujące stabilność finansową spółki wylicza się w oparciu o kapitał własny. Jego częścią jest zarówno kapitał zapasowy, jak i zakładowy. Co więcej, operacja przenoszenia pieniędzy z lewej kieszeni do prawej w istocie kapitały własne zmniejsza, bo trzeba od nich odliczyć wartość potrącanego przez Skarb Państwa podatku. Nie da się udowodnić, że taki zabieg ma inny cel niż fiskalny.
Nie jest to też zwykła operacja księgowa, na którą można przymknąć oko, bo nie powoduje wypływu z firmy gotówki. Jeśli firmy mają jej nadmiar, to naturalnym sposobem jej dystrybucji do akcjonariuszy jest wypłata dywidendy lub skup własnych akcji. W przypadku przedsiębiorstw energetycznych to szczególnie ważne, bo to nie są firmy, które przyciągają inwestorów dynamicznym rozwojem, ale przede wszystkim stabilnością i zdolnością do wypłaty dywidendy. W czwartek minister Tchórzewski wszystkim akcjonariuszom poza Skarbem Państwa oświadczył, że na dywidendę nie mają co liczyć. Dlatego ci zagłosowali nogami. A głosować wciąż ma kto, bo choć wiele pisze się, że zagraniczni inwestorzy generalnie omijają naszą giełdę, to jak pokazało ostatnie walne PGE, wśród akcjonariuszy firmy wciąż znajdowało się kilkaset zagranicznych funduszy. Swoje pieniądze w największej polskiej firmie energetycznej ulokowali zarządzający planami emerytalnymi kilku amerykańskich stanów czy organizacji zawodowych (policjantów, strażaków), ministerstwo finansów Korei Południowej, a nawet... Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Wszyscy oni poczuli na własnej skórze, co znaczy być akcjonariuszem polskiej firmy kontrolowanej przez Skarb Państwa. Celowo lub nie minister Tchórzewski wyrządził - po trochu nam wszystkim - krzywdę, którą da się dokładnie wycenić w gotówce.
Dlatego gdyby przyznawano Nagrodę Darwina w kategorii rynków finansowych, minister Tchórzewski wygrałby bezapelacyjnie. ⒸⓅ
Gdy akcjonariusze usłyszeli, że nie mają co liczyć na dywidendę, zagłosowali nogami
@RY1@i02/2016/186/i02.2016.186.00000150a.802.jpg@RY2@
Tomasz Jóźwik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu