Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Dziś dla teatru nie ma tematów niemożliwych

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

FELIETON Warto poczekać, aż "Henrietta Lacks" Anny Smolar otrzyma drugie życie. To dowód na to, że dla każdego tematu można odnaleźć sceniczną formułę

Przedstawienie Anny Smolar widziałem w miejscu dla teatru nietypowym, bo w warszawskim Centrum Nauki Kopernik. Trwał festiwal Przemiany, którego tegorocznym tematem była pokusa nieśmiertelności. Bohaterka spektaklu ucieleśnia go doskonale, można powiedzieć, że oddała życie na ołtarzu nauki. Wygenerowane z jej organizmu komórki, nazwane od jej imienia i nazwiska He.La, miały zdolność do nieustannego rozmnażania się. Pomogło to potem w poszukiwaniu szczepionki na polio, pracach nad klonowaniem oraz metodą in vitro.

Zagrana przez czworo aktorów Teatru Polskiego w Bydgoszczy - Martę Malikowską, Sonię Roszczuk, Macieja Pestę i Jana Sobolewskiego - a powstała w koprodukcji Kopernika z warszawskim Nowym Teatrem "Henrietta Lacks" zdaje się spektaklem dyskursywnym. Dowodzi, że nie ma dla teatru tematów niemożliwych, niemalże dla każdego można znaleźć formę. Komórki rakowe - proszę bardzo. Można wprowadzić na scenę owieczkę Dolly i kazać jej mówić ludzkim głosem, można uczłowieczyć Pana Raka. Smolar i jej aktorzy zrywają z teatralną konwencją, wiele fragmentów grając przy zapalonym świetle na widowni. Nie jest to na szczęście ubrany tylko w sceniczną formę wykład, bo taki seans byłby nie do wytrzymania. Aktorzy bawią się stylistyką i samym tematem opowieści, czasem rozbrajając ją żartem, niemal prywatną emocją.

Ma to swoje dobre i złe strony. O dobrych już powiedziałem, gorsza jest taka, że chwilami nie do końca wiadomo, czemu to wszystko służy. Popularyzowaniu wiedzy? Dobrze, jednak teatr nie jest w tej kwestii najlepszym medium. Zabawie? Chyba nie tylko. To zresztą kłopot z podobnymi widowiskami. Zdarza się, że przybierają wymiar monstrualny, choćby w "Swarce" również z Teatru Polskiego w Bydgoszczy, czasem się bronią, jak tym razem. Bywa jednak, że nietrudno na widowni odnieść wrażenie, iż rzecz powstała przede wszystkim dla podbudowania samopoczucia twórców.

Bywają w tej dziedzinie dzieła niemal wybitne, jak "Aktorzy żydowscy" z warszawskiego Teatru Żydowskiego, znów w reżyserii Anny Smolar. Tyle że tam aktorzy Żydowskiego opowiadali o sobie, najczęściej własnymi słowami, co budowało wymiar niezwykłej z nimi relacji. Tymczasem dyskurs nie zastąpi emocji. Co nie oznacza, że trzeba skreślić teatr henriettopodobny. A samo przedstawienie zapewne powróci i wtedy warto wyrobić sobie o nim własne zdanie.

@RY1@i02/2016/175/i02.2016.175.19600040a.801.jpg@RY2@

A.STEIFER/CNK

Jacek Wakar

 Polskie Radio

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.