Urodzić się pod szczęśliwą gwiazdą
To prawo decyduje o losach człowieka, począwszy od poczęcia aż do śmierci i dłużej. Warto przypomnieć to władzy
Zastanawiałem się kiedyś nad sensem powiedzenia: "Urodzić się pod szczęśliwą gwiazdą". Nie jestem poetą ani filozofem, więc rozumuję w sposób dość przyziemny. Dlatego przypuszczam, że szczęśliwe narodziny nie mają nic wspólnego z gwiazdami, chyba że chodzi o Czerwoną Gwiazdę, która szczęście przyniosła tylko nielicznym. Wszystko zależy raczej od tego, gdzie i kiedy człowiek przychodzi na świat. W czasie i miejscu urodzin obowiązuje bowiem określone prawo, które odnosi się do rodziców i ich dzieci. Dlatego tak jest istotne, jakie jest to prawo, kto i jak je tworzy oraz kontroluje. Warto przypomnieć to władzy.
Z urodzinami człowieka bywa różnie. Wszystko jest w porządku, gdy człowiek rodzi się zdrowy, a także gdy nie ma problemu z ustaleniem daty i miejsca jego urodzin oraz nazwisk rodziców. Wtedy możliwe jest odnotowanie tego faktu we właściwym urzędzie lub w miejscowej parafii. Ci, którzy o to zadbają, otrzymają akt urodzenia lub chrztu zawierający najważniejsze dane. Na podstawie tego w przyszłości będą wystawiane inne ważne dokumenty.
W pewnych sytuacjach proces oficjalnego potwierdzenia narodzin może jednak skomplikować się. W czasie okupacji Kościół katolicki wystawiał wiele fałszywych aktów chrztu, aby ratować żydowskie dzieci. Podawane w nich fakty nie mogły zawierać prawdziwych danych, ponieważ utraciłyby charakter swoistej przepustki do dalszego życia. Po wojnie nie wszyscy posiadacze takich dokumentów prostowali informacje o sobie, chociaż zmiana imienia i nazwiska stała się prawnie dopuszczalna. Zdarzało się też i tak, że nie zachował się żaden dokument, bo został zagubiony lub uległ zniszczeniu, co w czasach wojennych zdarzało się często. Prawo musiało sobie poradzić również z takimi przypadkami, gdy z ziem niesłusznie utraconych (Kresy) przymusowo przenoszono naszych dziadków i rodziców na ziemie sprawiedliwie odzyskane lub posyłano ich jeszcze dalej (Syberia, Kazachstan). Wtedy trzeba było tworzyć tożsamość człowieka od nowa. Takie to były czasy i prawo!
W czasach w miarę normalnych także można nie znać daty i miejsca urodzin oraz nazwisk swoich rodziców. Częściej dotyczy to biologicznego ojca, ale nazwisko matki też niekiedy może pozostać tajemnicą (patrz tzw. okna życia lub miejskie śmietniki). Prawo musi sobie radzić z takimi wypadkami.
W świetle prawa można być obywatelem (tylko jednego lub wielu państw bądź Unii Europejskiej) lub być bezpaństwowcem i mieć status "człowieka", któremu prawo międzynarodowe przyznaje określone prawa i ochronę. Będąc cudzoziemcem, można być azylantem, uchodźcą, imigrantem itp. oraz przebywać w danym państwie legalnie lub nielegalnie. Mniejsze znaczenie ma obecnie kolor skóry rodziców oraz ich wyznanie religijne, chociaż nie zawsze.
Wśród przepisów prawnych danego państwa podstawowe znaczenie mają regulacje odnoszące się do obywatelstwa. Prawo ustala zasady jego nabywania i utraty. Liczy się zarówno obywatelstwo rodziców dziecka, jak i miejsce jego narodzin. Być może dlatego wszyscy Polacy urodzeni po 17 września 1939 r. na Kresach otrzymywali potem w dowodach osobistych adnotację, że miejscem ich urodzenia była dana miejscowość (pisownia polska) w... powiecie ZSRR. Był to największy powiat na świecie. Ci, którzy w nim zostali na dłużej, stali się obywatelami Kraju Rad. Tylko nielicznym udało się uzyskać status repatrianta lub Kartę Polaka. Na więcej nie mogą na razie liczyć, bo teraz bardziej palącą kwestią jest ewentualne przyjęcie islamskich uchodźców.
Tymczasem na Litwie nadal zniekształca się imiona i nazwiska mieszkającym tam Polakom, stosując ich litewską pisownię. My tego nie robimy wobec nikogo. Zezwalamy na to, aby polscy obywatele innych narodowości zachowywali oryginalne brzmienie nazwiska lub zmieniali je na polsko brzmiące i zamiast Hansa używali imienia Janek. Jako sygnatariusze licznych konwencji i umów międzynarodowych jesteśmy też życzliwie przygotowani na udzielanie ochrony prawnej oraz zgody na pobyt i pracę osobom o innym statusie międzynarodowym. Z trudem, niestety, uzmysławiamy sobie, że jesteśmy równocześnie obywatelami Unii Europejskiej. Gdyby więc pewna posłanka nie była nadal zainteresowana posiadaniem unijnego obywatelstwa, to musiałaby uruchomić procedurę zrzekania się obywatelstwa polskiego. Musiałaby jednak liczyć się z utratą mandatu i immunitetu oraz diety poselskiej.
Mądrość prawa, niezależnie od ustroju, w którym ono obowiązuje, polega przede wszystkim na tym, że uzależnia ono status prawny człowieka od jego wieku. Czasami sięga nawet do rzymskiej konstrukcji nasciturusa, czyli człowieka poczętego i jeszcze nie narodzonego. Latami kłócono się o jego ochronę prawną. Skończyło się na skandalach z ustawami dotyczącymi zakazu przerywania ciąży oraz zapłodnienia in vitro. Potem wszystko wróciło do normy. Póki co, CBA nie bada jeszcze, gdzie i kiedy nastąpiło poczęcie człowieka, a fiskus nie żąda od nasciturusa płacenia podatków. Jest więc dobrze. Dopóty w nocy nie zmieni się obowiązujące prawo.
Niesłychanie ważne jest oznaczenie przez prawo wieku człowieka. Jego określenie opiera się na kryteriach psychofizycznego rozwoju. Nie bez powodu prawo cywilne posługuje się pojęciem "pełnoletniego" przypisanym do osoby, która ukończyła 18 rok życia. Obok nich wyróżnia się osoby małoletnie, niemające zdolności do czynności prawnych (do 13 lat) lub mające ją w stopniu ograniczonym (od 13. do 18. roku życia). Prawo cywilne wprowadza też pojęcie osoby ubezwłasnowolnionej (po 13. roku życia), która nie potrafi kierować swym postępowaniem.
Do czasu uzyskania pełnoletności pozostajemy pod władzą rodzicielską. Czasami ją sąd ogranicza lub odbiera rodzicom lub jednemu z nich oraz wyznacza dziecku opiekuna prawnego. W normalnym biegu wydarzeń to jednak rodzice decydują o imionach i nazwisku dziecka oraz o jego miejscu zamieszkania, rodzice posyłają dziecko do żłobka, przedszkola i szkoły tam, gdzie chcą i mogą.
Troskę o losy dzieci wyraża również państwo, chociaż nie zawsze zachowuje się w tej mierze racjonalnie. Wymaga np. skończenia jedynie szkoły podstawowej (7 lub 8-letniej), pozostawiając wybór dalszej edukacji w szkole zawodowej lub w technikum bądź liceum. Potem na młodego człowieka czeka praca bądź studia wyższe, bo służba wojskowa nie jest już obowiązkowa. W minionym ustroju państwo poważnie traktowało wszystkie te zajęcia. Służba wojskowa była obowiązkowa niemalże dla wszystkich mężczyzn. Szkół wyższych było wówczas niewiele, ale za to wszystkie miały zapewnione państwowe finansowanie. Uczelnie zatrudniały dobre kadry naukowe, a ich mury opuszczali dobrze wykwalifikowani absolwenci, którzy nie musieli szukać pracy za granicą. Wyjazdy zagraniczne były zresztą co do zasady zakazane i możliwe wyjątkowo. Taki był ustrój i takie prawo!
Sytuacja uległa zmianie wraz z przyjęciem lepszego ustroju politycznego, w którym obowiązuje już inne prawo. Teraz państwo chce, abyśmy wszyscy ukończyli szkołę średnią, przechodząc z podstawówki do gimnazjum i liceum lub technikum. Chodzimy i kończymy szkoły, ale niewiele z tego wynika. Jednocześnie na rynku drastycznie odczuwa się brak fachowców niemalże wszelkich praktycznych specjalności, od krawca i stolarza po mechanika samochodowego oraz elektronika i informatyka. Młodzi absolwenci szkół średnich na ogół niczego nie potrafią i nikt się tym nie przejmuje, bo odpowiednie ministerstwo dopiero przygotowuje kolejną reformę. Ci mniej odporni psychicznie podejmują naukę zawodu u majstra lub wykonują dorywcze prace fizyczne na podstawie umów śmieciowych.
Inni podejmują studia wyższe. Najczęściej nie mają na tyle dobrych ocen na świadectwie dojrzałości, aby dostać się na bezpłatne studia dzienne w uczelniach publicznych. W rezultacie cała armia szkolnych głąbów lub dzieci z biednych rodzin decyduje się na podjęcie płatnych studiów zaocznych w uczelniach publicznych lub studiów dziennych w uczelniach prywatnych. Tych ostatnich jest nie mniej niż aptek, czyli można je spotkać w dowolnej miejscowości powyżej 10 tys. mieszkańców. O poziomie kształcenia i wartości uzyskanych tam dyplomów wolę nie pisać. Zbyt dobrze znam temat. Państwo jest jednak dumne z tego, że obowiązujące w nim prawo umożliwia studiowanie i nauczanie każdemu. Uczy więc Marcin Marcina, ale uczeń wie coraz to mniej. Żaden przedsiębiorca nie chce przyjąć do pracy absolwenta większości prywatnych szkół, bo potrzebuje tylko takich, którzy wiedzą więcej niż on sam. I kółeczko się zamyka. Taki ustrój i takie prawo!
Z wiekiem i z pełną zdolnością do czynności prawnych nie ma żartów. Prawo rodzinne i opiekuńcze nie bardzo wierzy 18-letnim mężczyznom i na wszelki wypadek do zawarcia małżeństwa dopuszcza tylko tych, którzy ukończyli 21 lat. Niechętnie czyni też wyjątki od tej reguły. Obejmuje obowiązkami alimentacyjnymi rodziców nie tylko na czas dochodzenia ich dzieci do pełnoletności, lecz także w okresie pobierania przez nie nauki (do 25 lat). Zupełnie inaczej przebiegają granice wieku w prawie karnym. Środki wychowawcze i poprawcze mogą być stosowane wobec nieletniego, czyli osoby, która ukończyła 13 lat. Natomiast górną granicą "nieletniości" jest w zasadzie wiek 17 lat, chociaż po ukończeniu 15 lat możliwe jest pociągnięcie do odpowiedzialności karnej za niektóre rodzaje przestępstw. W prawie wyborczym jest natomiast inaczej o tyle, że bierne prawo wyborcze do parlamentu lub na urząd prezydenta wymaga już osiągnięcia znacznie poważniejszego wieku. Tak samo jest przy powoływaniu na niektóre stanowiska (sędziego, prokuratora) i zawody (np. adwokatów).
W prawie pracy i ubezpieczeń społecznych też bywa różnie. Cywilizowany prawodawca nie godzi się na zatrudnianie dzieci oraz osób o zaawansowanym wieku. Ze zrozumieniem podchodzi też do zatrudniania osób trwale lub czasowo niezdolnych do pracy. Tymczasem wiejskie dzieci i inwalidzi rechoczą ze śmiechu z tego powodu już od dawna, bo dobrze znają swoje codzienne powinności w polu i zagrodzie. Najwięcej manipulacji wiekiem odnotować trzeba w związku z ustalaniem wieku emerytalnego. Nigdy w tym zakresie nie było pełnej racjonalności i przejrzystości. Raz liczył się wiek oraz inne warunki, jak płeć, rodzaj wykonywanej pracy lub pełnienia funkcji, staż pracy, tzw. okresy składkowe. Innym razem to wszystko w całości lub częściowo zmieniano. Prawie nigdy nie obowiązywała zasada, że zmiany w prawie emerytalnym nie mogą godzić w nabyte słusznie prawa emerytów. Trybunał Konstytucyjny nie wydobył z siebie tyle odwagi, by jednoznacznie i bezwarunkowo stanąć po stronie emerytów. Takie państwo i prawo!
W najszerszym stopniu ustalenia poczynione odnośnie wieku przez prawo cywilne są respektowane w prawie administracyjnym, finansowym i gospodarczym. Ukończenie 18 lat życia umożliwia stanie się podmiotem wszelkich praw i obowiązków, które wynikają z przepisów ustaw zaliczanych do wymienionych gałęzi prawa. To jest ważne dla nabycia statusu przedsiębiorcy i wspólnika lub udziałowca w spółce prawa handlowego, a także podatnika lub beneficjenta dotacji budżetowych lub pomocy udzielanej ze środków unijnych. Tak było zresztą zawsze, ale w istotny sposób zmieniły swój kształt przepisy prawa administracyjnego, gospodarczego i finansowego. Zniesiono lub ograniczono zakazy podejmowania działalności gospodarczej. Umożliwiono prowadzenie jej w bardzo licznych formach prawnych. Podatnik otrzymał ochronę prawną, czym nie bardzo przejmuje się fiskus.
Nie wszystko jednak zmieniło się wyłącznie na lepsze. Państwo zaczęło bowiem wycofywać się z dotychczasowego zakresu finansowania naszych potrzeb zbiorowych i indywidualnych. Uznało, że skoro zarabiamy, to sami powinniśmy decydować o zakresie ich zaspokajania i finansowania. Problem leży jednak w tym, że wielu z nas nie zarabia wiele i nie ma szansy na to, aby zarabiać więcej. Państwo zdaje się tego nie dostrzegać. Wręcz przeciwnie, obłożyło nas licznymi ciężarami publicznymi (podatki i opłaty publiczne), których wcześniej nie było i których obecnie nie jesteśmy w stanie unieść. Jednocześnie państwo nie zapewnia społeczeństwu tego, co miało ono zagwarantowane wcześniej (bezpłatna edukacja, zatrudnienie, ochrona zdrowia, opieka społeczna, korzystanie z darmowego wypoczynku, kultury i sportu). Najstarsi wiedzą, czym jest ofiara na rzecz ojczyzny, a także na odbudowę stolicy i zagospodarowanie ziem odzyskanych. Oni dobrze pamiętają też czasy stalinizmu i uzależnienia od Starszego Brata. Ale nie potrafią zrozumieć, dlaczego ich dzieci, wnuki i prawnuki, ciesząc się z pełnej swobody i żyjąc w nowej konstelacji politycznej mają gorzej niż oni mieli w najgorszych czasach PRL. Dlaczego są zdani na cudzoziemskich pracodawców oraz zagraniczne banki? Czemu i komu służyła powszechna prywatyzacja majątku państwowego? No cóż, jaki ustrój, takie prawo!
Nie pytajmy więc wróżbitów o szczęśliwe dla nas gwiazdy. Wybierajmy takie miejsca na Ziemi, gdzie prawo jest ważniejsze od gwiazd i celebrytów. Są bowiem jeszcze na tym globie państwa, gdzie prawo tworzy się dla ludzi, nie zaś dla władzy. Tworzą je ci, którzy się na tym znają i mają poczucie odpowiedzialności za losy innych. Konstytucje państwowe są stabilne i nie zmienia się ich na żądanie szarpidrutów. Urzędnicy znają i przestrzegają prawa, na straży czego stoją niezawisłe sądy i trybunały. Politycy nie sekują sędziów. Policja i służby specjalne uganiają się wyłącznie za przestępcami. Straż miejska pilnuje porządku, nie bijąc bez powodu ulicznych przechodniów. Na koniec zagadka: gdzie leżą te państwa i jak można do nich najszybciej dotrzeć?
Mądrość prawa, niezależnie od ustroju, w którym ono obowiązuje, polega przede wszystkim na tym, że uzależnia ono status prawny człowieka od jego wieku
Państwo jest dumne z tego, że obowiązujące w nim prawo umożliwia studiowanie i nauczanie każdemu. Uczy więc Marcin Marcina. Jednocześnie na rynku drastycznie odczuwa się brak fachowców niemalże wszelkich praktycznych specjalności
@RY1@i02/2016/065/i02.2016.065.07000060b.805.jpg@RY2@
SHUTTERSTOCK
@RY1@i02/2016/065/i02.2016.065.07000060b.806.jpg@RY2@
MATERIAŁY PRASOWE
Cezary Kosikowski
prof. zw. dr hab., dr h.c. Uniwersytetu Pavla Jozefa Šafárika (Koszyce)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu