Sztuka politycznego trollingu
Dziś w życiu publicznym prowokatorami nie są już słabi i bezsilni, ale ci, którzy mają władzę i wciąż pragną być w centrum uwagi
Nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że dziś terminy z internetowej popkultury czasem lepiej opisują współczesną politykę niż tradycyjny słownik nauk politycznych. A niekiedy okazują się one wręcz niezbędne. Jak na przykład nazwać upodobanie współczesnych polityków do kolejnych pozornie bezsensownych i jałowych prowokacji, które stały się nieodłączną częścią medialno-politycznej karuzeli, w której "wywoływanie reakcji" jest - czasem, jak na Facebooku, rozumiane dosłownie - najważniejszą walutą. Przecież chyba nie obserwujemy jakiegoś najazdu rozbrykanych nastolatków na politykę? Głupie zaczepki i czyste złośliwości są równie często środkiem do celu bez względu na doświadczenie, wiek czy polityczną orientację. O co więc chodzi? To po prostu trolling. A konkretnie "zarządzanie przez trolling".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.