Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Pochwała rentiera

Wall Street, ok. 1925 r., inwestorzy z rynku pozagiełdowego przekazują szczególnymi gestami, jakie akcje chcą kupić lub sprzedać
Wall Street, ok. 1925 r., inwestorzy z rynku pozagiełdowego przekazują szczególnymi gestami, jakie akcje chcą kupić lub sprzedać
31 grudnia 2020
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

J ohn Maynard Keynes zasłynął w nauce ekonomii i polityce gospodarczej głównie za sprawą swojej „Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza” (1936). Wśród jego publicystycznych dzieł najlepiej znana jest książka o ekonomicznych konsekwencjach pokoju (1919). Keynes bardzo krytycznie odniósł się w niej do postanowień traktatu wersalskiego nakładających na Niemcy reparacje wojenne, których nie były zdolne unieść. Uważał, że zamiast powojennej odbudowy i ożywienia gospodarczego w Europie mogło to doprowadzić jedynie do nowych konfliktów. Szkic „Perspektywy ekonomiczne dla naszych wnuków” jest zupełnie innej klasy, raczej ciekawostką i przykładem niezbyt udanej publicystyki autora.

Nie chodzi mi bynajmniej o ocenę prognoz Keynesa. Kiedy horyzont sięga stulecia, trudno oczekiwać nieprzypadkowej zbieżności prognoz z rzeczywistością. Zresztą przynajmniej pod jednym względem trafność przewidywań Keynesa co do kierunku i intensywności wpływu zmian popytu na siłę roboczą zasługuje na uznanie. Mimo wzrostu udziałów w produkcie narodowym sektorów usług o wysokiej pracochłonności (związanych z edukacją, zdrowiem czy opieką nad osobami starszymi), przyczyniających się częściowo do wydłużenia przeciętnego okresu życia, mimo stale rosnącego zapotrzebowania na siłę roboczą o wysokich i wyspecjalizowanych kwalifikacjach, a także mimo pewnego osłabienia intensywności postępu technicznego, zapotrzebowanie na siłę roboczą ma wyraźną tendencję malejącą. Nakłady pracy ogółem przypadające na jednostkę produktu narodowego maleją. „Chorujemy na nową chorobę, o której niektórzy czytelnicy być może jeszcze nie słyszeli, ale o której będzie głośno w nadchodzących latach, a mianowicie na bezrobocie technologiczne. Oznacza ono bezrobocie, które spowodowane jest wynajdowaniem sposobów ograniczania zapotrzebowania na siłę roboczą w tempie szybszym, niż generowanie nowych miejsc pracy” – zdania te mogłyby równie dobrze być napisane kilka czy kilkanaście lat temu. Brak pracy jest podstawą debaty o skracaniu tygodnia pracy czy o gwarantowanym zatrudnieniu i bezwarunkowym dochodzie, nad którymi się dziś zastanawiamy. Także prognozy Keynesa dotyczące dynamiki rozwoju okazują się trafne.

Mój krytyczny stosunek do jego artykułu dotyczy perspektywy rozważań. Sam tytuł szkicu uważam za mylący. W istocie powinien on brzmieć: „Perspektywy ekonomiczne dla wnuków bogatych dziadków i rodziców, którym udało się ich bogactwo jeszcze pomnożyć”. Kwestie zróżnicowania podziału dochodów i nierówności społecznych są tu nieobecne. Artykuł jest napisany z punktu widzenia przedstawiciela klasy dobrze uposażonej, która może przeznaczyć część swoich dochodów na ich pomnażanie dzięki zyskom pochodzącym z właściwego ulokowania nagromadzonego kapitału. To jest pochwała postawy rentiera, który czerpie korzyści z procentu składanego. W istocie jest to oda do siły procentu składanego. Jeżeli zainwestujesz swój kapitał (nagromadzone oszczędności, spadek czy środki pochodzące z innych źródeł) na dobry procent, to choćbyś przejadał połowę czy inną część otrzymywanych z tego tytułu odsetek, resztę dodaj do kapitału i dalej „inwestuj”, co przyniesie ci dalsze dochody. Aż wkrótce nie będziesz musiał się „hańbić” jakąkolwiek pracą ani nie będą się nią musiały hańbić twoje wnuki i prawnuki. Ty zaś będziesz mógł się oddawać różnym przyjemnościom i rozkoszom jeszcze za życia doczesnego. Prawda, jaka piękna perspektywa! Teatr, poezja i proza, uczone debaty filozoficzne i społeczne. Wszystko, co było treścią upodobań dość snobistycznej grupy Bloomsbury, do której należał Keynes. Życie dostępne kiedyś tylko dla ludzi obdarzonych jedną lub kilkoma wioskami i co najmniej tysiącem „dusz”, które swoją pracą zapewniały właścicielowi staranną edukację i godziwe życie, teraz – dzięki procentowi składanemu – dawało szansę wyższej klasie średniej. Jednak zero, do jakiejkolwiek potęgi byś go nie podnosił, zawsze pozostaje zerem. To twarde prawo matematyki. Jak nie masz oszczędności i żyjesz z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, to dalej twoje oszczędności będą wynosiły zero i żaden procent składany na to nie pomoże. Ta sama zasada procentu składanego 80 lat później stała się według Thomasa Piketty’ego ważną dźwignią kumulacyjnego rozwarstwienia dochodów i majątku.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.