Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Debata niewiele warta

24 września 2020
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W nadchodzącym tygodniu dojdzie do pierwszej telewizyjnej debaty kandydatów na prezydenta USA. Media podgrzewają atmosferę, wieszcząc, że bezpośrednie starcie Donalda Trumpa i Joego Bidena zadecyduje o wyniku listopadowych wyborów. Prawda jest jednak taka, że faktyczny wpływ podobnych pojedynków na preferencje wyborców jest w zasadzie zerowy.

Telewizyjne debaty polityków są bez wątpienia fetyszem współczesnej demokracji medialnej. W Stanach Zjednoczonych telewizyjne starcie Johna F. Kennedy’ego z Richardem Nixonem z roku 1960 to wręcz legenda. Towarzyszy jej powszechne przekonanie, że to dzięki dobremu występowi na ekranie przystojny i dynamiczny Kennedy ostatecznie wygrał ze spoconym i mniej elokwentnym Nixonem. A jego rywal musiał czekać na drugą prezydencką szansę kolejnych 8 lat. Również my w Polsce mamy swoje mityczne starcia: Wałęsa kontra Miodowicz z roku 1988, Kwaśniewski vs Wałęsa z 1995 czy Tusk–Kaczyński przed wyborami roku 2007.

Istnieje jednak pokaźna literatura politologiczna na temat takich medialnych pojedynków. Ona w dużym stopniu studzi oczekiwania wobec debat. Owszem – mają one do odegrania w kulturze politycznej określoną rolę. Tą rolą jest stonowanie politycznej polaryzacji. Zwłaszcza, gdy osiąga ona niebezpieczne rejestry i przechodzi w stan faktycznej przemocy czy nawet epizodów wojny domowej. W takich wypadkach dobrze, gdy kandydaci siadają ze sobą i dyskutują. Mogą się nawet kłócić. Ale pokazują przynajmniej, że jest jakaś wspólna płaszczyzna do rozmowy. Taki wniosek płynie z prac analizujących postawy polityczne w krajach takich jak np. Sierra Leone oraz Ghana (m.in. prace Sarah Brierley z LSE).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.