Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Sierota XXI wieku

1 kwietnia 2022
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

P ytania godne Hamleta: działać czy nie działać? Czy rynek da radę sam, czy też konieczna jest jednak interwencja rządu? To jedno z serii pytań, które pewnie i wam, czytelnicy, przelatywały przez głowę w trakcie wykuwania się polityczno-gospodarczych reakcji na pandemię. Odpowiedź? I tym razem, zresztą nie po raz pierwszy w XXI w., wygrał interwencjonizm, zaś idealiści, zwolennicy sił rynkowych, pozostali praktycznie nieusłyszani.

Kolejny raz okazało się, że w obliczu kryzysu znacznie chętniej godzimy się na zwiększenie obecności państwa w gospodarce. Nie zawsze dokonuje się ono bezpośrednio, częściej pośrednio – głównie poprzez puchnące bilanse banków centralnych oraz rosnący dług publiczny. Przez ostatnie 20 lat wiele mitów oraz limitów, mających gwarantować bezpieczeństwo finansów publicznych, runęło, a my przestaliśmy o nich pamiętać. Średni poziom długu publicznego w stosunku do PKB w krajach OECD wzrósł z poziomu poniżej 40 proc. w 1990 r. do znacznie powyżej 100 proc. obecnie. Niektórzy autorzy i ekonomiści zaczęli nawet nazywać zwolenników niekorzystania z tego łatwego sposobu sfinansowania prawie wszystkiego (do pewnego momentu, kiedy będzie już za późno na naprawę) fetyszystami równowagi budżetowej. Na pytanie, jaka wielkość długu w stosunku do PKB jest jeszcze do zaakceptowania, a jaka nie – odpowiedzi jednoznacznej nie ma, ale najwyraźniej chcemy ją uzyskać poprzez globalny eksperyment.

Świeże, z początku 2022 r., wyniki eksperymentu ekonomistów Björna Bremera (Instytut Maxa Planka w Kolonii) i Reto Bürgissera (Uniwersytet w Zurychu) dają wgląd w nasze preferencje dotyczące priorytetów polityki budżetowej w okresach zwiększonej niepewności. Okazuje się, że konsolidacja fiskalna, czyli dążenie do ustabilizowania długu publicznego i powstrzymywanie się od jego zwiększania przez rządzących, jest uznawana przez obywateli za dobre działanie tylko wtedy, kiedy nie jest zestawiona z konsekwencjami. A w zasadzie z alternatywnymi sposobami zrównoważenia wydatków budżetowych: koniecznością podwyżki podatków albo nieuchronnością cięć finansowych. Podwyżka podatków była szczególnie źle oceniana przez respondentów. Konsolidacja oparta na cięciach w wydatkach też była kwestionowana, choć odrobinę mniej. A więc jako obywatele podpowiadamy politykom, że mogą zwiększać dług publiczny, bo innych rozwiązań uniknięcia manka w kasie państwa nie akceptujemy. Z małym wyjątkiem – godzimy się na zwiększenie progresji podatkowej, czyli podniesienie obciążeń dla najlepiej zarabiających albo najmajętniejszych. Obywatele o poglądach lewicowych gorzej oceniają cięcie wydatków budżetowych niż wzrost podatków, zaś wyborcy prawicy odwrotnie. Najciekawsze, zarazem pokazujące, jak bardzo chcemy wierzyć w ekonomiczne cuda, jest to, że znakomita większość respondentów zgodziła się, że wysoki i rosnący dług publiczny jest zjawiskiem niepożądanym.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.