Co mają chińskie firmy do wojny?
C hiny wstrzymały się od głosu, kiedy Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjmowało rezolucję potępiającą napaść Rosji na Ukrainę. Eksperci twierdzą, że w praktyce Pekin kluczy: stara się nie zrazić do siebie Zachodu (dobre relacje z nim wciąż są warunkiem dalszego rozwoju i budowania potęgi), a jednocześnie ustami ministra spraw zagranicznych zapewnia, że przyjaźń z Rosją jest „solidna jak skała”. O poparciu sankcji wobec Moskwy nie ma mowy (z kolei chińskie przedsiębiorstwa nie zrobią nic, w tym także nie opuszczą rosyjskiego rynku, wbrew stanowisku komunistycznych władz).
Nie wynika to, jak sądzę, z intensywności i złożoności wzajemnych relacji gospodarczych. Spoiwem tego specyficznego paktu są interesy polityczne. Zazwyczaj takie pragmatyczne podejście jest normą i się sprawdza. Podobnie przecież kiedy w Państwie Środka łamane są prawa człowieka, słusznie się oburzamy, ale nie przestajemy kupować produktów wytworzonych w największej manufakturze świata, jaką Chiny stały się już wiele lat temu. Przeciwnie, jeśli coś łączy rządy demokratyczne i chińskie to troska, by biznes kwitł. Można się zżymać, ale tak właśnie wyglądają międzynarodowa polityka i międzynarodowy handel, na czym wszyscy cynicznie korzystają – wyjąwszy tych, których prawa są łamane.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.