O tym, jak Trump został przyjacielem demokratów
D onald Trump być może dałby o sobie zapomnieć. Partii Republikańskiej udałoby się go najpewniej wyeliminować z gry. Demokraci i ich otoczenie nie dopuszczają jednak do takiego scenariusza. I także w takim kontekście należy czytać postawienie byłego prezydenta w stan oskarżenia przez wielką ławę przysięgłych z Manhattanu.
Już się przyzwyczailiśmy, że od czasu do czasu lewa strona w USA odświeża postać Trumpa. Daje mu główny czas antenowy, pierwsze strony, załamuje ręce nad skandalami z przeszłości, umiejętnie zarządza harmonogramem prac kilku śledztw. Przede wszystkim konieczna jest mobilizacja własnego elektoratu, na którego Trump działa jak płachta na byka.
Jedna z przyczyn jest jednak do bólu koniunkturalna. Elektorat Trumpa karmi się kontrowersjami, co go wzmacnia. A silny Trump to słaba Partia Republikańska. Dla demokratów, w tym dla Joego Bidena, jest on wymarzonym rywalem w wyścigu o Biały Dom. Dlatego też demokraci w nieoczywisty sposób podają mu tlen i pewnie będą to robić dalej w prawyborach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.