Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Wyśledzić Wielkiego Brata

24 sierpnia 2023
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

K to, kiedy i po co – pacjenci lada moment będą mogli sprawdzić, kto podglądał ich dane medyczne. I czy na pewno było to w trosce o ich zdrowie. Świetnie, że takie rozwiązanie wchodzi. Szkoda tylko, że tak późno, kiedy już nikt nikomu nie ufa. A dane mogą być wykorzystywane w rozgrywkach politycznych, zaś Polki boją się przyznawać, że są w ciąży, choć to podstawowa informacja medyczna.

Jeszcze jakiś czas temu zdanie, że dane medyczne mogą ratować życie, wydawałoby się truizmem. W obecnej atmosferze może warto o tym przypomnieć. – „Proszę zobaczyć, co się dzieje z dzieckiem” – taki telefon otrzymali w środku nocy zaskoczeni rodzice z jednego ze szpitali psychiatrycznych. Lekarz otrzymał sygnał o zagrożeniu samobójczym z mediów społecznościowych i mógł sprawdzić w bazie danych szpitalnych dane personalne opiekunów. Dziecko zostało uratowane. – Pacjenci regularnie mylą choroby, leki, które przyjmują. Odkryłem skalę tego, dopiero jak mogłem weryfikować dane z tym, co jest zapisane w ich dokumentacji medycznej – mówi mi jeden z lekarzy. Albo inna historia: matka podtruwała dziecko. Ciągle trafiało do różnych szpitali z podobnym problemem. Klasyczny syndrom Münchhausena. Krążyła między szpitalami. Wykrycie sprawy było niemal niemożliwe, w końcu w jednym ze szpitali lekarze i pielęgniarki nabrały podejrzeń i oddzielono dziecko od matki. Natychmiast zaczęło zdrowieć. Dostęp do danych rozwiązałby sprawę o wiele szybciej. To tylko kilka przykładów, z których jasno wynika, że pracownicy medyczni powinni mieć pełen dostęp do naszej dokumentacji medycznej.

Jest jeden mały szkopuł – tak by to mogło działać w idealnym świecie. A w takim nie żyjemy. Bo dane medyczne to złoto, na które ostrzy sobie zęby duży biznes. Ale dostęp do danych może być także wykorzystywany w zwykłym życiu. W Estonii, która chwali się pełną cyfryzacją (Estończycy ponoć żartują, że już tylko ślubu, rozwodu i kupna mieszkania nie mogą załatwiać online), pewien policjant chciał sprawdzić stan zdrowia swojej przyszłej żony. Zaś jeden z pracowników medycznych sprawdził na prośbę wścibskiego sąsiada, dlaczego wezwano karetkę pod konkretny adres. Co ciekawe, oba przykłady są przywoływane jako koronny dowód na korzyść pełnej cyfryzacji i dostępu do danych. Bo obaj panowie zostali złapani – łatwo można było zidentyfikować, że ktoś nieuprawniony sprawdzał dane.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.