Czy Twoje dane o zdrowiu trafią do firm?
N ie opadł kurz po szeroko komentowanym ujawnieniu przez ministra zdrowia rodzaju leków, które przepisał sobie lekarz. Adam Niedzielski zmienił miejsce pracy, a sprawę podjął Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO). Zaufania w państwową cyfryzację to jednak nie przywróciło. Dziwi, że wyjaśnienie wyjątkowo bulwersującej sprawy zajmuje UODO tak dużo czasu. Wydawałoby się, że jest prosta jak tyczka – decyzję można było wydać w ciągu tygodnia. Czyli miesiąc temu.
Bezpieczeństwo i prywatność danych zdrowotnych to kluczowa rzecz. To informacje wrażliwe. Nie da się ich łatwo zmienić, jak choćby hasło. To absolutnie nieporównywalne przykłady – ale ich zestawienie dobrze obrazuje wagę problemu. Problemu ochrony informacji o naszym zdrowiu, który wkrótce stanie się jeszcze poważniejszy.
Opieka zdrowotna w XXI w. ulega procesowi cyfryzacji. Wiele zasad i regulacji w tej mierze przypłynie do nas z Komisji Europejskiej i innych instytucji unijnych. Dokładnie tak jest w przypadku „europejskiej przestrzeni danych dotyczących zdrowia”. Na tle zachłyśnięcia się technologią, wideokonferencjami, aplikacjami do śledzenia kontaktów i obawami o utratę inicjatywy Europy w technologiach cyfrowych w Brukseli opracowano pomysł na usprawnienie zbierania i dzielenia się danymi zdrowotnymi. Miałoby się to dziać właśnie w ramach „przestrzeni danych dotyczących zdrowia” (European Health Data Spaces – EHDS). Co to za „przestrzenie”? To wydzielony proces technologiczno-regulacyjny, w którym legalizuje się ułatwiony obieg danych o naszym zdrowiu. To specjalna piaskownica, gdzie można więcej. To może być wyłom w rozporządzeniu o ochronie danych osobowych – słynnym RODO, dziś już nie tak demonizowanym, bo firmy i ludzie się go nauczyli.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.