Niezamierzona anihilacja
Czy Putin może użyć bomby jądrowej? Historia pokazuje, że najbliżej uruchomienia mechanizmu samozniszczenia ludzkości był – i to wielokrotnie – najkapryśniejszy z tyranów: przypadek
Zgodnie z symulacjami dostępnymi na stronie nuclearsecrecy.com, gdyby w samo centrum Warszawy uderzyła rosyjska rakieta Topol (SS-25) o mocy 800 kiloton (53-krotnie silniejsza niż ta zrzucona na Hiroszimę), bezpośrednie skutki eksplozji byłyby odczuwalne w promieniu 10,9 km, przy czym szanse na przeżycie w promieniu 2 km od eksplozji wynosiłyby 0 proc. W mgnieniu oka zginęłoby ponad 400 tys. osób, a ponad 0,5 mln zostałoby rannych. Tych, którzy przeżyliby uderzenie i nie znaleźli odpowiedniego schronu, czekałby śmiertelny opad radioaktywny.
O to – czyli o atak atomowy na kraje rzekomo wrogie Rosji, w tym Polskę – przy różnych okazjach apelował Władimir Żyrinowski, lider rosyjskiej Partii Liberalno-Demokratycznej. Przez lata nawet w Rosji on sam uchodził za pieniacza, a jego apele za absurdalne. Dzisiaj jest inaczej. Zawoalowane sugestie użycia broni jądrowej przeciw Ukrainie czy Polsce padają z ust kremlowskich oficjeli, a już otwarcie wypowiadane są przez ekspertów rosyjskich na antenie państwowych kanałów TV. Czy należy się tych gróźb obawiać? Czy powinny one powstrzymywać Polskę przed zaangażowaniem w pomoc Ukrainie? I jak wysokie jest dzisiaj ryzyko wybuchu globalnej wojny jądrowej?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.