Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Deficyt 
optymizmu

18 listopada 2024
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

C zęść nominacji na stanowiska w administracji Donalda Trumpa wygląda ciekawie, inne sprawiają wrażenie prowokacji wymierzonej w zdrowy rozsądek i kongresmenów, którzy będą je zatwierdzać. Jedno jest pewne: to nie stosunek kandydatów do wojny rosyjsko-ukraińskiej był czynnikiem, który decydował o nominacjach. Łączy je koncentracja na Chinach jako wrogu nr 1 i Izraelu godnym bezwarunkowego wsparcia.

Wybrańców Trumpa można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to klasyczni przedstawiciele ludu MAGA, wyznawcy szalonych teorii spiskowych, prorocy „wielkiego kłamstwa”, czyli tezy o sfałszowaniu poprzednich wyborów. Jest tam Tulsi Gabbard, głosicielka teorii o ukraińskich laboratoriach broni biologicznej, które towarzyszyły rosyjskiej propagandzie na początku inwazji, mająca stanąć na czele Wywiadu Narodowego. Jest antyszczepionkowiec Robert Kennedy Jr., który obejmie Departament Zdrowia. Jest Pete Hegseth, który swego czasu chwalił się w mediach, że od 10 lat nie mył rąk, bo nie wierzy w zarazki, a teraz będzie codziennie witać uściskiem dłoni kolegów z Pentagonu.

Druga grupa to tradycyjni republikanie, choć lojaliści. Przykładem senator Marco Rubio, dawny rywal prezydenta elekta w staraniach o republikańską nominację, który stanie na czele dyplomacji, a do obozu Trumpa przeszedł dość późno. Rosyjscy politolodzy w rodzaju Siergieja Markowa nazywają go „przekonanym rusofobem”, co należy uznać za komplement. Do tej grupy można zaliczyć Briana Hooka, wytrawnego dyplomatę, którego ukraińskie „Dzerkało tyżnia” typuje na przedstawiciela Białego Domu ds. Ukrainy, i doradcę ds. bezpieczeństwa Michaela Waltza. Kurt Volker, który był specjalnym wysłannikiem ds. Ukrainy podczas pierwszej kadencji Trumpa, przekonuje Kijów (i Warszawę), że plan Białego Domu przewiduje dozbrojenie Ukrainy po zęby, jeśli Moskwa nie wykaże elastyczności w kwestii pokoju. Volker w przedrukowanym przez „Gazetę Wyborczą” wywiadzie dla „La Repubbliki” mówił, że domniemany plan Trumpa, o którym pisał mający dobre źródła w Partii Republikańskiej „Wall Street Journal”, nie istnieje.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.