Kto sobie nie poradził ze wzrostem płacy minimalnej
W sprawie płacy minimalnej jesteśmy podzieleni równie mocno jak w innych kwestiach. Związkowcy domagają się jej nieustannego wzrostu, a przynajmniej znacząca część środowiska pracodawców marzy, aby jej wcale nie było, albo żeby rosła wyłącznie w tempie wzrostu wydajności, czyli niewiele. Dyskusja o wzroście płacy minimalnej na poziom inflacji, jej rzekomym „zabójczym” wpływie na żywotność małych firm trwa od lat i nie zapowiada się, abyśmy w ramach strony społecznej znaleźli trwałą nić porozumienia.
W tym oczywistym z punktu widzenia naturalnie sprzecznych interesów pracowników i pracodawców sporze umyka nam jeden fakt: że państwo polskie również jest pracodawcą. To nie dyrektor publicznej szkoły czy publicznego szpitala w największym stopniu decyduje o wynagrodzeniach nauczycieli czy pielęgniarek. Decydujący głos ma Rada Ministrów, która de facto ustala wysokość funduszów płac, którymi później zarządzają kierownicy jednostek. Co to ma wspólnego z minimalnym wynagrodzeniem?
Jako reprezentant Forum Związków Zawodowych w zespole problemowym Rady Dialogu Społecznego ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych nie mam wątpliwości, że realne tempo wzrostu płacy minimalnej w ciągu ostatnich czterech lat było znaczące i mogło być dla wielu sektorów gospodarki ogromnym wyzwaniem. Najpierw pandemia, a następnie szereg poważnych turbulencji związanych z wojną w Ukrainie, w tym galopująca inflacja, stanowiły bariery, które mogły osłabiać zdolność do podwyżek minimalnego wynagrodzenia lub przeciwdziałania wypłaszczeniu systemów wynagrodzeń.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.