Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Dobre 20 lat

30 kwietnia 2024
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

P olskie przysłowie mówi, że wszystko, co dobre, szybko się kończy. Nasza historia w ostatnich stuleciach, a szczególnie od chwili, kiedy sąsiedzi zgodnie postanowili dzielić się naszym państwem, nieźle tę regułę ilustruje. Dzisiejsze zagrożenie ze Wschodu wyraźnie o niej przypomina. Czy zdołamy przełamać fatum?

Najpierw – po dekadach zamknięcia w komunistycznym więzieniu – wyważyliśmy żelazną kurtynę, która z woli mocarstw, a wbrew naszym pragnieniom i ogromnym wojennym zasługom oddzielała nas od reszty Europy. Potem, 20 lat temu, po długim dreptaniu w przedpokoju wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, nieco wyniosłego klubu państw, którym historia bardziej sprzyjała i które dzięki temu cieszyły się od dawna nie tylko wolnością, lecz także niebywałym, zwłaszcza z ówczesnej perspektywy, i zazdrośnie strzeżonym dobrobytem. Następnie były strefa Schengen i mające moc symbolu otwarcie granic, z którego tak lubimy korzystać. W tle tych historycznych wydarzeń (lista będzie kompletna, jeśli uzupełnimy ją o kluczowe dla naszego bezpieczeństwa przystąpienie do NATO, czego 25. rocznicę fetowaliśmy niedawno) dokonywał się prawdziwy – mniejsza dziś o to, czy mógł być większy i mniej kosztowny – sukces gospodarczy. Sukces napędzany naszą pracą i przedsiębiorczością, ale w końcu wsparty bardzo mocno wspólnym rynkiem, na którym umieliśmy się odnaleźć, i unijnymi funduszami, z których czerpiemy.

To był dla nas bardzo dobry czas. Tak, zapewne mogliśmy uczynić jeszcze więcej. Dużo więcej mogła dla nas zrobić UE. Ale ostatecznie obie strony powinny być zadowolone: obie zmieniły się na lepsze. Jakie będą dla nas kolejne dekady z tą Unią (czy i jak zreformowaną?), z którą będziemy mieć do czynienia? Eurosceptycy bez trudu wskażą liczne wady UE i zagrożenia z nich płynące (niektórzy wspomną nawet o prawdopodobieństwie jej rozpadu). Euroentuzjaści stwierdzą, że odpowiedzią na to jest więcej – celowo używam tego słowa, którego użyłby pewnie i Robert Schuman – wspólnoty. W jakimś sensie jedni i drudzy mogą mieć rację. W dalekosiężnych założeniach Schumana i Konrada Adenauera, skądinąd nie tylko marzycieli, lecz także pragmatyków (a może w odwrotnej kolejności), europejska wspólnota miała być prawdziwą rodziną, połączoną więzami szacunku, zaufania, przyjaźni, współpracy. Tak wciąż postrzegają ją idealiści.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.